sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział I

     Równo o godzinie 6:30 budzik Liama dał o sobie znać coraz głośniejszym pikaniem. Payne podniósł ociężałą dłoń i wyłączył urządzenie, chcąc znów oddać się błogim krainom Morfeusza. Dobrze jednak wiedział, że jego beztroski okres, wstawania na obiad, już się skończył. Niechętnie otworzył zaspane powieki, odsunął kołdrę na bok i usiadł. Przetarł jeszcze dłońmi twarz i ruszył w kierunku łazienki. Zdjął bokserki, które służyły mu jako piżama. Wszedł do kabiny i odkręcił letnią wodę. Gdy wyszedł spod prysznica dokładnie się wytarł i owinął białym, puchatym ręcznikiem. Wysuszył włosy i podniósł je w górę. Umył zęby i skorzystał jeszcze z toalety. Po umyciu rąk, spojrzał w lusterko i uśmiechnął się sam do siebie. Wyszedł z łazienki, a chłodniejsze powietrze owiało jego prawie nagie ciało, wywołując lekkie dreszcze. Po chwili Liam usłyszał jak Harry krząta się w kuchni. Przypomniał sobie, jak rok temu, gdy kupowali mieszkanie na w spółkę, umówił się z przyjacielem na układ. Loczkowaty gotował, szatyn zmywał. Oczywiście Payne wycwaniaczył się zmywarką i teraz do jego obowiązków należało tylko wyciąganie z niej czystych i wkładanie brudnych naczyń. Zupełnie zapominając iż jest mu zimno, podążył za przyjemnym zapachem naleśników, rozchodzącym się już po większości pomieszczeń.
-Jestem pod wrażeniem-powiedział, opuszczając jakiekolwiek powitanie.
-Czego naleśników ? Przecież robię je od kiedy skończyliśmy 15 lat- odparł lekko zaskoczony Harry.
-Nie naleśników, baranku-zielonooki uśmiechnął się na to porównanie. Liam mówił na niego baranek od kiedy włosy zaczęły mu się kręcić w wieku 10 lat. -Jestem pod wrażeniem, iż z tej imprezy wróciłeś bez kaca.
-Widzisz, mój drogi szczeniaczku-szatyn skrzywił się, przecież to nie jego wina, iż Harry ubzdurał sobie, że oczy Liama przypominają mu duże oczka małego pieska.-Nawet czasami ja potrafię się opanować.
Gdy tylko naleśniki zniknęły, Harry poszedł pod prysznic, a Liam włożył naczynia do zmywarki. Zawsze przy tej czynności, dziękował człowiekowi, który ją zrobił. Jakkolwiek się nazywał, jest lub był geniuszem i bohaterem Payne'a. Ubranie się, nie stanowiło dla niego jakiegoś problemu. Założył luźnie wiszące jeansy i biały dopasowany T-shirt, ładnie eksponujący jego mięśnie. Nogi włożył w białe adidasy. Sięgnął po swoją ogromną torbę, w którą spakował już wczoraj wszystkie potrzebne ciuchy. Tak, tak potrzebował kilku strojów. Cóż się dziwić, skoro na kierunku tanecznym uczyło się chyba każdego tańca. Od towarzyskiego, przez balet aż do hip-hop'u. Oczywiście trzeba wspomnieć, że wszystkie ciuchy zapewniała uczelnia. Każdy uczeń kierunku tanecznego, miał swoją szafkę na te ciuchy i zabierał je tylko ze sobą podczas wakacji lub w przypadku prania. Spojrzał w lustro i poprawił opadające mu na czoło kosmyki włosów. Gotowy czekał na Harry'ego przy drzwiach. Styles pojawił się minutę po nim. Ubrany w luźną koszulę w czerwono-czarną kratę, czarne rurki i czerwone converse'y. Liam, zawsze się dziwił, jakim cudem jego przyjaciel wciska się w te obcisłe spodnie i w ogóle po co to robi ? Na ramieniu Loczka widniała identyczna torba z ciuchami.
-Gotowy na nowy rok ?- spytał zielonooki, gdy zapalał silnik swojego range rover'a.
-Jak nigdy-odparł Liam, zapinając swój pas.
Samochód ruszył z głośnym rykiem silnika.
***
Zayn jęknął, gdy ostre światło podrażniło jego oczy. Oczywiście, Louis. Ubrany już w białą koszulkę w granatowe paski i bordowe spodnie z podwiniętymi nogawkami. Swoje ukochane espadryle trzymał w dłoni. Tomlinson nigdy nie miał oporów, wpadać do jego pokoju bez pukania i budzić go w tak okrutny, dla Mulata sposób. Pewnie wynikało to z ich długoletniej przyjaźni. Pomimo wszystko, Zayn nienawidził, gdy promienie słońca raniły jego wrażliwe jeszcze oczy. I kiedy on męczył się z przystosowaniem do jasnego światła, Lou bezczelnie śmiał się z niego pod nosem.
-Masz 15 minut, na szybki prysznic, a potem widzę Cię na śniadaniu-oznajmił i nie czekając na odpowiedź wyszedł z pokoju Mulata. Malik czasami przeklinał siebie w myślach, że zgodził zamieszkać się z nim i Niallem pod jednym dachem. Spojrzał na zegarek. 6:35. Jęknął w duchu i znów położył głowę na miękkich poduszkach, które tak słodko kusiły go, żeby wrócił do snu. Przezwyciężył w sobie jednak tę chęć i niechętnie zniknął za drzwiami łazienki, pocieszając się, że zimny prysznic i kawa Horana postawią go na nogi.
Wyrobił się idealnie w czasie, siadając przy stole o 6:50. Umyty i ubrany w białą koszulkę, czarne jeansy, kurtkę jeans'ową i białe nike za kostkę. Uśmiechnął się szeroko, gdy Niall postawił przed nim kubek z kawą oraz talerz z jajecznicą. Horan również był już gotowy. Miał na sobie błękitną koszulkę polo, jasne spodnie z niższym krokiem i czarne vans'y. Ich śniadania, nigdy nie były ciche. Dzisiejszego dnia, było tak samo. Przyjaciele żartowali i przekrzykiwali siebie nawzajem. Gdy na zegarkach wybiła 7:15, zebrali swoje torby z szafek. Były one małe i lekkie, gdyż mieli w nich tylko dwa cienkie podręczniki, długopis, ołówek i szkicownik. Resztę rzeczy niezbędnych na ich kierunku zapewniała szkoła. Gdy Zayn zamknął za nimi drzwi, udali się wolnym spacerem na uczelnię, która znajdowała się praktycznie zaraz obok.
-Więc jakie zajęcia nadobowiązkowe wybieracie ? -zagadnął ich Niall, gdy stali przy pasach, czekając na zielone światło.
-Fotografia-odparł Louis, jakby było to oczywiste. A nie było. Tomlinson przez ostatni tydzień wakacji co godzina, zmieniał swoje zdanie co do zajęć dodatkowych.
-Ale jesteś pewien ? Czy gdy dojdziemy do szkoły, zmienisz fotografię na rzeźbę ? -zakpił z niego Zayn.
-Jestem pewny- odparł akcentując ostatnie słowo.
-A Ty, Malik ? -zapytał go blondyn, gdy światło w końcu się zmieniło.
-Śpiew-odpowiedział będąc już po drugiej stronie ulicy.
-A ja was zaskoczę panowie. Postanowiłem złamać wszelkie reguły i zasady panujące w tej akademii-odezwał się ponownie Irlandczyk, a na jego usta wstąpił figlarny uśmieszek. Przetrzymał przyjaciół jeszcze chwilę, aż w końcu wyszeptał- Taniec.
Zayn spojrzał na równie zdezorientowanego Louisa. Przez moment obaj starali się zebrać wszystko do kupy, jednak przerwał im głośny śmiech Horana.
-Żałujcie, że nie widzicie swoich min- wykrztusił poprzez kolejną salwę śmiechu- Naprawdę mi uwierzyliście ? Idioci !-krzyknął i i zaczął uciekać, ponieważ pozostali dwaj chłopcy rzucili się na niego. Złapali go dopiero przed budynkiem Akademii.
-Jesteś nie normalny.
-I za to mnie kochacie. A tak serio wybieram grę na instrumentach.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak więc, mamy pierwszy rozdział.  Dziękuję za pozytywne komentarze pod prologiem ! xx Nawet nie zadajecie sobie sprawy jak jest to dla mnie ważne. Liczę na to, iż spodoba wam się rozdział. To dopiero początek mojej historii z Ziamem. Mam nadzieję, że będziecie chcieli poznać jej koniec ;3 Jeszcze raz dziękuję, każdemu kto tu zajrzał i pozostawił po sobie jakiś znak. Kocham Was. xx

4 komentarze:

  1. SKWENWJKNEJKNWJERKNVEJKVEN ♥ Świetny rozdział! Chcę już następny! Trzymam kciuki za twoje opowiadanie skarbie! Twoja @PeaceAndYoung ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział :) Mam nadzieje, że ten blog daleko zajdzie :D
    Czekam na następny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  3. szkoda że takie krótkie ;>
    dawajcie mi tu Ziaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaama <3

    OdpowiedzUsuń
  4. boski rozdział! :D

    OdpowiedzUsuń