niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział XIX

             Zayn lekko spóźnił się i wszedł do sali śpiewu równo z dzwonkiem. Musiał zmyć z siebie farbę z wcześniejszych zajęć. Od razu poczuł na sobie wzrok całej grupy, ale skupił się tylko na jednej parze oczów, tej o barwie czekolady. Poprawił torbę na ramieniu i delikatnie się uśmiechnął. Miał właśnie zrobić pierwszy krok, gdy usłyszał chrząknięcie za swoimi plecami. Odwrócił się szybko i napotkał zdziwione, lecz nadal przyjazne, spojrzenie pana Daviesa.
-Zayn? Masz zamiar stać dziś tu przez całe zajęcia?-spytał lekko rozbawiony.
-Nie,nie. Już idę do.. ugh- nie dokończył, tylko szybko ruszył przez rząd krzeseł, na swoje miejsce.
          Zrzucił torbę na podłogę i poczuł jak dłoń Liama splata się z jego własną. Gdy podniósł głowę i spojrzał na chłopaka, znów napotkał jego wesołe oczy. Mocniej ścisnął jego dłoń i zaczął kręcić kciukiem delikatne kręgi na jej wierzchu.
-Cześć-szepnął.
-Cześć-odparł lekko szatyn.
          Niestety ich rozmowa nie miała jak się rozwinąć, ponieważ pan Michael rozpoczął swoje zajęcia.
-Na początku chcę wam tylko przypomnieć, że już w środę będziecie prezentować się przed grupą. Mam nadzieję, że nikt nie zostawił ćwiczeń na ostatnią chwilę- słychać jednak było cichy pomruk w klasie, który jasno dawał do zrozumienia, że nie wszyscy jeszcze ćwiczyli ze swoimi partnerami.- Proszę was. Jeśli nie zaczniecie ćwiczyć już od początku semestru, nie zaliczycie go. A jeśli nie zaliczycie śpiewania, no cóż chyba wiecie, że możecie pożegnać się z akademią. Nie chcę was straszyć, śpiewanie powinno być przyjemnością i mam nadzieję, że tak to traktujecie. Ale nie poradzę nic na to, że wybraliście takie, a nie inne zajęcia i musicie je zaliczyć. Mogę was zapewnić, że nie będę was surowo oceniał, po prostu chcę widzieć u was postępy. A żeby one nastąpiły musicie ćwiczyć. I nie, śpiewanie pod prysznicem czy w samochodzie nie zalicza się do trenowania. No dobrze, mam nadzieję, że was nie zastraszyłem za bardzo, ale na tyle by ci leniwi wzięli się w końcu do roboty. Skoro przeszliśmy przez tą mniej milszą część, możemy zacząć rozgrzewać głosy. No proszę wstajemy i zaczynamy. Chyba nikt nie zapomniał przez weekend jak to się robi, co?- skończył, a jego radosny wzrok spoczął na grupie uczniów.
          Pan Michael Davies był dla wszystkich zagadką. Był jednym z najmłodszych nauczycieli w akademii, a może zajmował w tym rankingu pierwsze miejsce. I pomimo tego wszyscy czuli przed nim jakiś nie wyjaśniony respekt, nawet ci najstarsi nauczyciele pracujący w akademii. Gdy się na niego patrzyło, odnosiło się wrażenie, że jest sympatyczną osobą. I tak było. Po prostu nie można było go nie lubić. Zawsze pogodny, z tą swoją ciemniejszą karnacją, rozjaśnianymi włosami, białym uśmiechem i wysportowanym ciałem nadawał się na modela, a nie na nauczyciela śpiewu. Nie jedna uczennica akademii cicho do niego wzdychała. A on jakby nie zdawał sobie sprawy z tego jaką wielką atrakcją jest w szkole. Kolejną sprawą był to, że tak naprawdę nikt nie wiedział o nim nic poza tym, że jest po trzydziestce i uczy śpiewu. Nie wiadomo było czy ma dziewczynę, może żonę albo dzieci? Był wielką niewiadomą dla całej uczelni.
***
             Gdy zajęcia śpiewu dobiegły końca, a pan Davies jeszcze raz wszystkim przypomniał o prezentacji w środę, uczniowie wreszcie mogli opuścić szkolne mury. Liam podniósł swą torbę, zarzucił ją na lewe ramię, a prawdą dłonią sięgnął po dłoń Malika. Powolnym krokiem udali się do wyjścia. 
-Hey- Zayn odezwał się po chwili.-Może wpadłbyś do mnie teraz i przećwiczylibyśmy tą piosenkę? Czy nie masz czasu?
-W sumie Harry i tak oznajmił mi, że gdzieś wybywa, więc chętnie- uśmiechnął się. - Ale nie będziemy przeszkadzać Twoim przyjaciołom?
-Niall zostaje dziś dłużej w szkole, a Lou hym- wzruszył ramionami- chyba gdzieś idzie, nie wiem dokładnie gdzie.
-Zayn, na pewno miedzy Tobą a Tomlinsonem wszystko okey?
-Tak. Po prostu się pokłóciliśmy. Zostaw to Liam. Proszę.
-No dobrze, w takim razie prowadź do siebie- uśmiechnął się i wzmocnił uścisk ich dłoni.
***
             Wychodząc z ciemni fotograficznej, w której odbywały się jego dzisiejsze zajęcia, Harry poczuł jak ktoś łapie go za pasek torby u ciągnie do tyłu, na koniec wychodzącej z pomieszczenia grupy. Właściwie domyślał się iż może być to tylko jedna osoba- Louis Tomlinson. Po chwili był już tego pewny, gdyż osoba, która go pociągnęła zachichotała widząc jak Styles na chwilę traci równowagę i asekurując się dłońmi, próbuje ją znów złapać. Tak ten śmiech mógł należeć tylko do Lou. Cicho wzdychając, odwrócił się w jego stronę z miną, która miała pokazać, że zielonooki jest zły. Oczywiście gdy tylko napotkał uśmiech niższego chłopaka sam się lekko uśmiechnął i plan udawania obrażonego mógł odejść w zapomnienie. Z zaskoczeniem stwierdził iż jest to chyba pierwszy uśmiech Louisa dzisiejszego dnia. Bacznie obserwował go podczas zajęć i wywnioskował, że chłopaka trapi jakiś problem. Nie, żeby Harry gapił się na niego przez cały czas. Co to to nie. Chociaż może troszeczkę, tak ociupinkę. Z lekkim opóźnieniem Harry zdał sobie sprawę, że jego kompan coś mówi.
-Harryyyy. Nie słuchasz mnie w ogóle!-obruszył się niebieskooki.
-Słucham. Znaczy możesz powtórzyć-lekko się speszył.
-Widzisz! Niech Ci będzie. Mówiłem, że moglibyśmy dziś pojechać na tą polankę parę kilometrów z Londynem. Wyszłyby niesamowite zdjęcia podczas zachodu słońca. Chyba, że nie masz zbytnio czasu, w takim razie znów pojedziemy do parku, tylko tym razem do jakiegoś innego. Co ty na to?
-Polanka brzmi świetnie. Tak, pojedźmy tam.
-No to w takim razie na co czekamy? Chodź, szybciej!
              Harry zastanawiał się skąd w nim tyle energii i radości, skoro niecałe dziesięć minut temu wydawał się przygnębiony i smutny. Postanowił jednak rozwiązać tą zagadkę później. Teraz miał zamiar cieszyć się towarzystwem chłopaka, pognał więc za nim do swojego samochodu.
***
              Liam wrócił do mieszkania pierwszy. Zrzucił z siebie kurtkę i tak po prostu położył się na kanapie. Nawet nie był bardzo zmęczony. Dzisiejsze zajęcia nie należały do tych najcięższych. Jasne włożył w nie sporo wysiłku, ale to było to co kochał. Tak, kochał kiedy pot spływał mu po plecach i policzkach cienkimi strużkami, kochał kiedy czuł, że jego mięśnie powoli zaczynają palić od intensywnego treningu. I choć może niektórym wydawać się to niemożliwe, to tak właśnie było. W każde zajęcia wkładał całe swoje serce i zaangażowanie. Taniec był jego sposobem na życie.
           Przetarł dłońmi twarz i ze zdumnieniem stwierdził, że pachnie perfumami Zayna. Spędził z nim dziś udane popołudnie. Najpierw zjedli przyrządzonego przez Malika kurczaka, potem się przytulali, potem przećwiczyli kilka razy piosenkę, a potem się przytulali i całowali. W końcu wrócił Niall, który okazał się naprawdę w porządku. Okey, Liam musiał przyznać sam przed sobą, że źle ocenił ich wszystkich. Był głupi, pozwolił alby kierowały nim jakieś wybujałe uprzedzenia. Skreślił ich na starcie bo tak 'wymagały' od niego jakieś szkolne wymysły. Teraz cieszył się, że Davies połączył go w parę z Zaynem. Dzięki temu mógł go poznać tak naprawdę, tego prawdziwego Zayna, który był uroczy i bardzo szybko zaskarbił sobie jego serce.
           Jego słodkie lenistwo przerwał dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Harry wpadł do salonu niczym strzała i rzucił się w ramiona swojego przyjaciela.
-Hazz, stało się coś?-spytał lekko zmartwiony, głaszcząc go po plecach.
-Jezu Li, jestem taki głupi-powiedział w koszulkę przyjaciela.
-Myślałem, że o tym wiesz-zażartował, ale gdy spotkał złe i smutne zielone oczy szybko przygasł.- Hey, baranku powiedz co ci leży na sercu.
-Boże Liam, po cholerę mi to było. Po cholerę ja się za nim wtedy wstawiłem-Styles pokręcił głową i cicho się zaśmiał, jednak nie było w tym nic radosnego.- Li ja się w nim chyba zaczynam zakochiwać-wyszeptał, jakby bał się, że gdy wypowie to zdanie świat się zawali.
-Czekaj o kim ty mó...-nagle do szatyna dotarło o kim mówi jego przyjaciel.-Och Hazz, będzie dobrze, zobaczysz.
-Nic nie będzie, ja nawet nie wiem czy on mnie lubi. Dziś odzywał się o wiele mniej niż ostatnio. Może się czegoś domyślił?
-Wiesz pokłócił się z Zaynem może dlatego był przygaszony...
-To i tak nic nie zmienia Li.
-Słuchaj, może on też cię lubi, tak lubi-lubi. A jeśli nie, to jego strata. Jesteś wspaniały i jeśli cię nie doceni to znaczy, że jest głupi i ślepy.
-Eh... Mogę spać dziś z tobą?
-Jasne. U mnie czy u Ciebie?
-U mnie. Mam wygodniejsze łóżko.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Więc mamy kolejny. Taki trochę o... niczym.
No i teraz pytanie do Was. Czy ma być Larry czy ma go nie być?
Czekam na odpowiedzi. c;
I tak zdaję sobie sprawę, że moje opowiadanie to jedna wielka sielanka. Ale nie martwcie się nie zawsze tak będzie. Mam nadzieję, że nie zdradziłam za dużo c;
Do napisania
Mańka xx

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział XVIII

             Tak jak to było do przewidzenia, Zayn i Liam wywołali nie małe zamieszanie, wchodząc do szkoły razem. Jednak obiecali sobie, że nie będą na to zwracać większej uwagi. Chcieli przetestować uczniów akademii, zobaczyć czy będą oni w stanie ich zaakceptować. Podejrzewali, że problemy mogą wystąpić tylko u tancerzy i malarzy, reszcie pewnie będzie to obojętne. A jednak mimo to obaj czuli na sobie spojrzenia innych, a nawet słyszeli dochodzące do nich szepty. Ludzie stali po kątach i zakrywając dłońmi usta, wymyślali kolejne historię na ich temat. Liam był ciekaw ile plotek powstanie do przerwy na obiad. W miejscach takich jak szkoły, gdzie było tak wiele ludzi i każdy kojarzył każdego chociaż z wyglądu, roznosiły się one z prędkością szybszą niż prędkość światła. A potem przekształcały się, zmieniały, kolejne osoby coś od siebie dodały, aż w końcu plotki żyły własnym życiem i wcale nie przypominały tej, z której się zrodziły. Tak, szkoły były idealnym miejscem do ich wylęgania się, a zawiść, ciekawość i głupota uczniów tylko pomagały.
             Zayn ścisnął mocnej dłoń Liama ściągając tym jego uwagę na siebie. Chciał się nie denerwować, naprawdę się starał, ale pod wpływem tych wszystkich par oczu i cichych szepcików, zaczął delikatnie panikować. Aż nie mógł w to uwierzyć. On nigdy nie panikował. Nigdy. To szatyn tak na niego dział. Zawsze uważał się za silnego. Za kogoś kogo nikt nie będzie potrafił zmusić do jakichś głębszych uczuć. Właściwie jeszcze tydzień temu zawzięcie twierdził, że nienawidzi chłopaka. Jeszcze ostatnio wszyscy byli świadkami ich kłótni. W zeszłym roku przecież ciągle było głośno o tym jak na zmianę na siebie napadali. A teraz co? Szedł z nim za rękę po szkolnym korytarzu i nazywał swoim chłopakiem. Niesamowite było również to, że teraz czuł się bardziej na miejscu. Tak jak czuję się gdy siada i zaczyna malować, czy szkicować. Liam był jego kawałkiem puzzla, który idealnie wpasował się w jego życie, wypełniając pustkę, której nie był do końca świadomy. Po chwili zdał sobie sprawę, że czekoladowe tęczówki Payne'a wpatrują się w niego, szukając powodu jego niepokoju. Malik posłał mu delikatny uśmiech i pod wpływem impulsu złożył szybkiego całusa na jego ustach. Oczywiście nie uszło jego uwadze zbiorowe ' achh ' ale nie przejmował się tym. Już nie, nie po tym jak zobaczył tą radosną iskierkę w oczach swojego chłopaka. Może i byli sensacją szkoły, może i już w tej chwili krążyło wiele plotek na ich temat. Jednak, nie miało to teraz znaczenia, bo w zaledwie jednym spojrzeniu Liama odnalazł to czego szukał. Zapewnienie, że przejdą przez to razem. I to mu wystarczyło. To i fakt, że Liam objął go swoim umięśnionym ramieniem, a on mógł się w niego wtulić. Tak, w jego ramionach wszystko wydawało się lepsze i łatwiejsze.
***
             Liam spodziewał się, że dadzą ludziom nie mały powód do rozmów. Chyba był na to bardziej przygotowany niż Zayn. Widział, że jego chłopak stara się robić dobrą minę do złej gry. W sumie był lekko zaskoczony, tym że brunet przejmuje się innymi. Zawsze wydawał mu się obojętny na innych. Jednak z każdym dniem poznawał go od nowa. Poznawał prawdziwego Zayna, nie tego ze szkoły i czuł się wyróżniony, że jest mu to dane.
        Odprowadził go pod jego salę i dał mu całusa w czoło, obiecując, że spotkają się podczas przerwy. Poczuł jak reszta grupy Malika omiata go spojrzeniem, ale postanowił to zignorować. Uśmiechnął się po raz ostatni, poprawił na ramieniu torbę i ruszył w kierunku szatni. Oczywiście tak jak podejrzewał ludzie z jego zajęć również przypatrywali mu się bacznie. Rzucił ciche 'hey' i podszedł do swojej szafki. Harry był już przebrany i na niego czekał.
-Cholera Li, zajęcia jeszcze się nie zaczęły, a ty i twój chłopak już jesteście tematem numer 1!-Payne był wdzięczny, że ich szafki są trochę oddalone od innch.
-Spodziewałem się tego-odparł zgodnie z prawdą i ściągnął z siebie koszulkę.
-Serio? Żadnej reakcji?
-Tak. Serio. Słuchaj-zamknął szafkę i odwrócił się przodem do przyjaciela- przecież to było oczywiste. Jeszcze przed wakacjami obaj skakaliśmy sobie do gardeł. Pamiętasz jak ładnie zakończyliśmy rok szkolny-wymownie spojrzał na Harry'ego, który kiwną głową. Liam do dziś pamiętał jak bolała go szczęka od prawego sierpowego Zayna oraz podpuchnięte oko bruneta.- Dziś wchodzimy do szkoły jako para. To jasne, że ludzie będą gadać, a nam nie pozostaje nic innego jak to przeczekać.
-Tak Liam tylko cóż...-chłopak niezdarnie poprawił swoje loki.- Tancerze nie są zadowoleni, malarze również.
-Skąd to wiesz?
-Gdy wszedłem do przebieralni kilka osób mi to delikatnie zasugerowało.
-Co ci powiedzieli.
-Nie musisz wiedzieć.
-Co ci powiedzieli.
-Ugh. Żebyś znalazł inną męską dziwkę-szepnął i od razu złapał za ramię przyjaciela, który już ruszał do pozostałych studentów.-Liam. Li. Błagam nie tutaj. Nic ci to nie da. Powiedziałem, żeby się odpieprzyli i skoro oni korzystają z usług dziwek to ich sprawa.
             Szatynowi nie dane było odpowiedzieć, ponieważ cała grupa została wezwana na salę treningową. Zapowiadał się ciekawy i wyczerpujący trening i to nie ze względu na taniec.
***
             Liam odnalazł Zayna przy stoliku na zewnątrz. Siedział sam, pochłonięty rysowaniem w swoim czarnym szkicowniku. Na jego widok zrobiło mu się lżej i lepiej. Nie zwlekając, usiadł koło niego i dał mu całusa w policzek.
-Hey. Co tam rysujesz?-spytał widząc, jak brunet szybko zamyka zeszyt.
-Hym. To. To nic takiego. Jak tam na zajęciach?
-Ciężko. Ale o to chodzi. A u Ciebie?
-Całkiem okey. Liam?
-Tak?
-Jak zareagowała twoja grupa na nasz związek?
         Tego szatyn się obawiał. Nie chciał okłamywać Mulata. Wziął lekki oddech i wydusił z siebie odpowiedź.
-Parę osób nie było zachwyconych, reszta nie odezwała się nic na ten temat. A twoi znajomi?
-No cóż. Nikt otwarcie nas nie skrytykował, ale niektórzy szeptali, myśląc że nie słyszę. Oczywiście Lou im dogadał.
-Zayn, jeśli... jeśli to dla ciebie za trudne, to... To ja to zrozumiem.
-Zgłupiałeś?! Nic z tego. Mogą mówić co chcą, naprawdę nie obchodzi mnie to-po raz pierwszy podczas tej rozmowy brunet uśmiechnął się. Liam nie mogąc się powstrzymać, nachylił się nad nim, jednak czekał na przyzwolenie. Malik pokręcił lekko głową i złączył ich usta w pocałunku. Nie liczyło się teraz zdanie innych. W tym momencie znów byli tylko oni. Ludzie mogli patrzeć, ale ich to nie obchodziło, bo obaj wiedzieli, że mają siebie i swoich przyjaciół, a to im wystarczy. 
          Ich chwilę przerwał dzwonek oznajmiający koniec przerwy. Obaj jęknęli, ale odsunęli się od siebie. 
-Do zobaczenia na zajęciach śpiewu.
-Do zobaczenia- Zayn ostatni raz pocałował chłopaka i ruszył na zajęcia graffiti. Słyszał jak ludzie znów szepczą za jego plecami, ale teraz wydawało mu się to już nie istotne. Tak miał chwilę słabości rano, ale uświadomił sobie, że jest głupi przejmując się ich opinią. To jego szczęście było ważne, a Liam niewątpliwie mu to szczęście dawał. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc o to kolejny. Piszcie czy wam się podoba. Niczego nie obiecuję, ale mam teraz ferie, więc może pojawi się coś szybciej. ;)
Do napisania
Mańka xx