-Zayn? Masz zamiar stać dziś tu przez całe zajęcia?-spytał lekko rozbawiony.
-Nie,nie. Już idę do.. ugh- nie dokończył, tylko szybko ruszył przez rząd krzeseł, na swoje miejsce.
Zrzucił torbę na podłogę i poczuł jak dłoń Liama splata się z jego własną. Gdy podniósł głowę i spojrzał na chłopaka, znów napotkał jego wesołe oczy. Mocniej ścisnął jego dłoń i zaczął kręcić kciukiem delikatne kręgi na jej wierzchu.
-Cześć-szepnął.
-Cześć-odparł lekko szatyn.
Niestety ich rozmowa nie miała jak się rozwinąć, ponieważ pan Michael rozpoczął swoje zajęcia.
-Na początku chcę wam tylko przypomnieć, że już w środę będziecie prezentować się przed grupą. Mam nadzieję, że nikt nie zostawił ćwiczeń na ostatnią chwilę- słychać jednak było cichy pomruk w klasie, który jasno dawał do zrozumienia, że nie wszyscy jeszcze ćwiczyli ze swoimi partnerami.- Proszę was. Jeśli nie zaczniecie ćwiczyć już od początku semestru, nie zaliczycie go. A jeśli nie zaliczycie śpiewania, no cóż chyba wiecie, że możecie pożegnać się z akademią. Nie chcę was straszyć, śpiewanie powinno być przyjemnością i mam nadzieję, że tak to traktujecie. Ale nie poradzę nic na to, że wybraliście takie, a nie inne zajęcia i musicie je zaliczyć. Mogę was zapewnić, że nie będę was surowo oceniał, po prostu chcę widzieć u was postępy. A żeby one nastąpiły musicie ćwiczyć. I nie, śpiewanie pod prysznicem czy w samochodzie nie zalicza się do trenowania. No dobrze, mam nadzieję, że was nie zastraszyłem za bardzo, ale na tyle by ci leniwi wzięli się w końcu do roboty. Skoro przeszliśmy przez tą mniej milszą część, możemy zacząć rozgrzewać głosy. No proszę wstajemy i zaczynamy. Chyba nikt nie zapomniał przez weekend jak to się robi, co?- skończył, a jego radosny wzrok spoczął na grupie uczniów.
Pan Michael Davies był dla wszystkich zagadką. Był jednym z najmłodszych nauczycieli w akademii, a może zajmował w tym rankingu pierwsze miejsce. I pomimo tego wszyscy czuli przed nim jakiś nie wyjaśniony respekt, nawet ci najstarsi nauczyciele pracujący w akademii. Gdy się na niego patrzyło, odnosiło się wrażenie, że jest sympatyczną osobą. I tak było. Po prostu nie można było go nie lubić. Zawsze pogodny, z tą swoją ciemniejszą karnacją, rozjaśnianymi włosami, białym uśmiechem i wysportowanym ciałem nadawał się na modela, a nie na nauczyciela śpiewu. Nie jedna uczennica akademii cicho do niego wzdychała. A on jakby nie zdawał sobie sprawy z tego jaką wielką atrakcją jest w szkole. Kolejną sprawą był to, że tak naprawdę nikt nie wiedział o nim nic poza tym, że jest po trzydziestce i uczy śpiewu. Nie wiadomo było czy ma dziewczynę, może żonę albo dzieci? Był wielką niewiadomą dla całej uczelni.
***
Gdy zajęcia śpiewu dobiegły końca, a pan Davies jeszcze raz wszystkim przypomniał o prezentacji w środę, uczniowie wreszcie mogli opuścić szkolne mury. Liam podniósł swą torbę, zarzucił ją na lewe ramię, a prawdą dłonią sięgnął po dłoń Malika. Powolnym krokiem udali się do wyjścia.
-Hey- Zayn odezwał się po chwili.-Może wpadłbyś do mnie teraz i przećwiczylibyśmy tą piosenkę? Czy nie masz czasu?
-W sumie Harry i tak oznajmił mi, że gdzieś wybywa, więc chętnie- uśmiechnął się. - Ale nie będziemy przeszkadzać Twoim przyjaciołom?
-Niall zostaje dziś dłużej w szkole, a Lou hym- wzruszył ramionami- chyba gdzieś idzie, nie wiem dokładnie gdzie.
-Zayn, na pewno miedzy Tobą a Tomlinsonem wszystko okey?
-Tak. Po prostu się pokłóciliśmy. Zostaw to Liam. Proszę.
-No dobrze, w takim razie prowadź do siebie- uśmiechnął się i wzmocnił uścisk ich dłoni.
***
Wychodząc z ciemni fotograficznej, w której odbywały się jego dzisiejsze zajęcia, Harry poczuł jak ktoś łapie go za pasek torby u ciągnie do tyłu, na koniec wychodzącej z pomieszczenia grupy. Właściwie domyślał się iż może być to tylko jedna osoba- Louis Tomlinson. Po chwili był już tego pewny, gdyż osoba, która go pociągnęła zachichotała widząc jak Styles na chwilę traci równowagę i asekurując się dłońmi, próbuje ją znów złapać. Tak ten śmiech mógł należeć tylko do Lou. Cicho wzdychając, odwrócił się w jego stronę z miną, która miała pokazać, że zielonooki jest zły. Oczywiście gdy tylko napotkał uśmiech niższego chłopaka sam się lekko uśmiechnął i plan udawania obrażonego mógł odejść w zapomnienie. Z zaskoczeniem stwierdził iż jest to chyba pierwszy uśmiech Louisa dzisiejszego dnia. Bacznie obserwował go podczas zajęć i wywnioskował, że chłopaka trapi jakiś problem. Nie, żeby Harry gapił się na niego przez cały czas. Co to to nie. Chociaż może troszeczkę, tak ociupinkę. Z lekkim opóźnieniem Harry zdał sobie sprawę, że jego kompan coś mówi.
-Harryyyy. Nie słuchasz mnie w ogóle!-obruszył się niebieskooki.
-Słucham. Znaczy możesz powtórzyć-lekko się speszył.
-Widzisz! Niech Ci będzie. Mówiłem, że moglibyśmy dziś pojechać na tą polankę parę kilometrów z Londynem. Wyszłyby niesamowite zdjęcia podczas zachodu słońca. Chyba, że nie masz zbytnio czasu, w takim razie znów pojedziemy do parku, tylko tym razem do jakiegoś innego. Co ty na to?
-Polanka brzmi świetnie. Tak, pojedźmy tam.
-No to w takim razie na co czekamy? Chodź, szybciej!
Harry zastanawiał się skąd w nim tyle energii i radości, skoro niecałe dziesięć minut temu wydawał się przygnębiony i smutny. Postanowił jednak rozwiązać tą zagadkę później. Teraz miał zamiar cieszyć się towarzystwem chłopaka, pognał więc za nim do swojego samochodu.
-Harryyyy. Nie słuchasz mnie w ogóle!-obruszył się niebieskooki.
-Słucham. Znaczy możesz powtórzyć-lekko się speszył.
-Widzisz! Niech Ci będzie. Mówiłem, że moglibyśmy dziś pojechać na tą polankę parę kilometrów z Londynem. Wyszłyby niesamowite zdjęcia podczas zachodu słońca. Chyba, że nie masz zbytnio czasu, w takim razie znów pojedziemy do parku, tylko tym razem do jakiegoś innego. Co ty na to?
-Polanka brzmi świetnie. Tak, pojedźmy tam.
-No to w takim razie na co czekamy? Chodź, szybciej!
Harry zastanawiał się skąd w nim tyle energii i radości, skoro niecałe dziesięć minut temu wydawał się przygnębiony i smutny. Postanowił jednak rozwiązać tą zagadkę później. Teraz miał zamiar cieszyć się towarzystwem chłopaka, pognał więc za nim do swojego samochodu.
***
Liam wrócił do mieszkania pierwszy. Zrzucił z siebie kurtkę i tak po prostu położył się na kanapie. Nawet nie był bardzo zmęczony. Dzisiejsze zajęcia nie należały do tych najcięższych. Jasne włożył w nie sporo wysiłku, ale to było to co kochał. Tak, kochał kiedy pot spływał mu po plecach i policzkach cienkimi strużkami, kochał kiedy czuł, że jego mięśnie powoli zaczynają palić od intensywnego treningu. I choć może niektórym wydawać się to niemożliwe, to tak właśnie było. W każde zajęcia wkładał całe swoje serce i zaangażowanie. Taniec był jego sposobem na życie.
Przetarł dłońmi twarz i ze zdumnieniem stwierdził, że pachnie perfumami Zayna. Spędził z nim dziś udane popołudnie. Najpierw zjedli przyrządzonego przez Malika kurczaka, potem się przytulali, potem przećwiczyli kilka razy piosenkę, a potem się przytulali i całowali. W końcu wrócił Niall, który okazał się naprawdę w porządku. Okey, Liam musiał przyznać sam przed sobą, że źle ocenił ich wszystkich. Był głupi, pozwolił alby kierowały nim jakieś wybujałe uprzedzenia. Skreślił ich na starcie bo tak 'wymagały' od niego jakieś szkolne wymysły. Teraz cieszył się, że Davies połączył go w parę z Zaynem. Dzięki temu mógł go poznać tak naprawdę, tego prawdziwego Zayna, który był uroczy i bardzo szybko zaskarbił sobie jego serce.
Jego słodkie lenistwo przerwał dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Harry wpadł do salonu niczym strzała i rzucił się w ramiona swojego przyjaciela.
-Hazz, stało się coś?-spytał lekko zmartwiony, głaszcząc go po plecach.
-Jezu Li, jestem taki głupi-powiedział w koszulkę przyjaciela.
-Myślałem, że o tym wiesz-zażartował, ale gdy spotkał złe i smutne zielone oczy szybko przygasł.- Hey, baranku powiedz co ci leży na sercu.
-Boże Liam, po cholerę mi to było. Po cholerę ja się za nim wtedy wstawiłem-Styles pokręcił głową i cicho się zaśmiał, jednak nie było w tym nic radosnego.- Li ja się w nim chyba zaczynam zakochiwać-wyszeptał, jakby bał się, że gdy wypowie to zdanie świat się zawali.
-Czekaj o kim ty mó...-nagle do szatyna dotarło o kim mówi jego przyjaciel.-Och Hazz, będzie dobrze, zobaczysz.
-Nic nie będzie, ja nawet nie wiem czy on mnie lubi. Dziś odzywał się o wiele mniej niż ostatnio. Może się czegoś domyślił?
-Wiesz pokłócił się z Zaynem może dlatego był przygaszony...
-To i tak nic nie zmienia Li.
-Słuchaj, może on też cię lubi, tak lubi-lubi. A jeśli nie, to jego strata. Jesteś wspaniały i jeśli cię nie doceni to znaczy, że jest głupi i ślepy.
-Eh... Mogę spać dziś z tobą?
-Jasne. U mnie czy u Ciebie?
-U mnie. Mam wygodniejsze łóżko.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Więc mamy kolejny. Taki trochę o... niczym.
No i teraz pytanie do Was. Czy ma być Larry czy ma go nie być?
Czekam na odpowiedzi. c;
I tak zdaję sobie sprawę, że moje opowiadanie to jedna wielka sielanka. Ale nie martwcie się nie zawsze tak będzie. Mam nadzieję, że nie zdradziłam za dużo c;
Do napisania
Mańka xx
Przetarł dłońmi twarz i ze zdumnieniem stwierdził, że pachnie perfumami Zayna. Spędził z nim dziś udane popołudnie. Najpierw zjedli przyrządzonego przez Malika kurczaka, potem się przytulali, potem przećwiczyli kilka razy piosenkę, a potem się przytulali i całowali. W końcu wrócił Niall, który okazał się naprawdę w porządku. Okey, Liam musiał przyznać sam przed sobą, że źle ocenił ich wszystkich. Był głupi, pozwolił alby kierowały nim jakieś wybujałe uprzedzenia. Skreślił ich na starcie bo tak 'wymagały' od niego jakieś szkolne wymysły. Teraz cieszył się, że Davies połączył go w parę z Zaynem. Dzięki temu mógł go poznać tak naprawdę, tego prawdziwego Zayna, który był uroczy i bardzo szybko zaskarbił sobie jego serce.
Jego słodkie lenistwo przerwał dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Harry wpadł do salonu niczym strzała i rzucił się w ramiona swojego przyjaciela.
-Hazz, stało się coś?-spytał lekko zmartwiony, głaszcząc go po plecach.
-Jezu Li, jestem taki głupi-powiedział w koszulkę przyjaciela.
-Myślałem, że o tym wiesz-zażartował, ale gdy spotkał złe i smutne zielone oczy szybko przygasł.- Hey, baranku powiedz co ci leży na sercu.
-Boże Liam, po cholerę mi to było. Po cholerę ja się za nim wtedy wstawiłem-Styles pokręcił głową i cicho się zaśmiał, jednak nie było w tym nic radosnego.- Li ja się w nim chyba zaczynam zakochiwać-wyszeptał, jakby bał się, że gdy wypowie to zdanie świat się zawali.
-Czekaj o kim ty mó...-nagle do szatyna dotarło o kim mówi jego przyjaciel.-Och Hazz, będzie dobrze, zobaczysz.
-Nic nie będzie, ja nawet nie wiem czy on mnie lubi. Dziś odzywał się o wiele mniej niż ostatnio. Może się czegoś domyślił?
-Wiesz pokłócił się z Zaynem może dlatego był przygaszony...
-To i tak nic nie zmienia Li.
-Słuchaj, może on też cię lubi, tak lubi-lubi. A jeśli nie, to jego strata. Jesteś wspaniały i jeśli cię nie doceni to znaczy, że jest głupi i ślepy.
-Eh... Mogę spać dziś z tobą?
-Jasne. U mnie czy u Ciebie?
-U mnie. Mam wygodniejsze łóżko.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Więc mamy kolejny. Taki trochę o... niczym.
No i teraz pytanie do Was. Czy ma być Larry czy ma go nie być?
Czekam na odpowiedzi. c;
I tak zdaję sobie sprawę, że moje opowiadanie to jedna wielka sielanka. Ale nie martwcie się nie zawsze tak będzie. Mam nadzieję, że nie zdradziłam za dużo c;
Do napisania
Mańka xx