sobota, 19 października 2013

Rozdział XII

             Było parę minut po dziesiątej w nocy, gdy Liam i Zayn opuścili hospicjum dziecięce. Malik w dalszym ciągu był w szoku. Nie spodziewał się czegoś takiego po Payne'nie. Jasne przez ostatni tydzień dowiedział się, że tancerz jest zupełnie inny niż go postrzegał, ale ta praca ? To już naprawdę było dla niego za wiele. Naprawdę wolał myśleć o szatynie, jako wkurzającym dupku, który nie widzi nic prócz czubka własnego nosa, a jego ego przewyższa IQ o sto razy. A jednak, musiał przyznać, że mylił się co do niego i to bardzo.
             Chłopiec, którym opiekował się Liam był bardzo pogodnym dzieckiem. Nie przejmował się swoją chorobą. Zayn z zazdrością zauważył, że malec potrafi czerpać radość z każdej drobnostki. Kiedy szatyn ich na chwilę opuścił, Ethan nieśmiało się do niego przysunął i lekko zawstydzony spytał Mulata czy jeszcze kiedyś go odwiedzi. Malik z zaskoczeniem, odparł że z miłą chęcią przyjdzie do niego i to nie raz. Oczy chłopca od razu rozbłysły i z już większą pewnością spytał Zayna czy może mu zdradzić sekret zanim Liam wróci. Brunet kiwnął głową na znak zgody i rozłożył ramiona, aby malec mógł usadowić się na jego kolanach. Ethan powiedział mu, że kocha Payne'a, ale to z nim woli bawić się Transformersami.
              Malik na samo wspomnienie cichutko się roześmiał, nie uszło to jednak uwadze Liama, który przyglądał mu się już od dłuższego czasu. Malarz lekko się zarumienił, ale nie odwrócił wzroku.
-No i z czego się śmiejesz Malik ?- szatyn zapytał zdezorientowany.
-Z niczego. A właściwie z siebie no i może trochę z Ciebie- odparł zawadiacko Mulat.
-Ze mnie ? A niby z jakich przyczyn ?
-Bo jakoś mi nie pasowałeś wcześniej do tego miejsca Payne- odwrócił się i ręką wskazał budynek, z którego przed chwilą wyszli.
-Eh. No tak. Wiem, że w zeszłym roku nie pokazałem Ci się od dobrej strony...- nie dane było mu dokończyć, gdyż Zayn przerwał jego wypowiedź.
-Daj spokój. Ja też do uprzejmych nie należałem. Ale teraz poznałem nowego Ciebie i powiem Ci, że chyba go polubiłem- Malik posłał mu jeden ze swoich lepszych uśmiechów.
              Zaczynał odzyskiwać pewność siebie, co go bardzo cieszyło. Zawsze umiał sobie radzić w kontaktach z ludźmi. Ba ! Uważany był za typowego podrywacza i w sumie tak było. Nigdy nie miał problemów z uwodzeniem. No i był przecież typem złego chłopca i to wcale nie na pokaz. Jego przeszłość skrywała wiele mrocznych i niezbyt przyjemnych tajemnic. A jednak od kiedy poznali się z szatynem bliżej cała ta jego pewność siebie i wyluzowany styl gdzieś znikły. Jakby nagle z niego to wszystko wyparowało. Odkrył nawet, że potrafi się rumienić ! On nigdy wcześniej się nie rumienił ! A teraz robi to kilkakrotnie i to za każdym razem, gdy w pobliżu znajduje się Liam.
-Zabrzmiałem trochę jak te dziewczyny w kiepskich komediach romantycznych- Mulat skrzywił się nieznacznie.
-Wcale że nie ! - szatyn zaprotestował, jednak po chwili wybuchł śmiechem. - No może trochę. Ale nie martw się, ja też Cię polubiłem- dodał uśmiechając się do artysty. - A tak poza tym co ty koleś masz do komedii romantycznych !
- Serio Payne ? Serio ? Oglądasz te romansidła ? I może jeszcze płaczesz na zakończeniach ?
-Och zamknij się. I nie płaczę !
-O mój boże. Jesteś nienormalny- Zayn zaczął się śmiać tak głośno, że przechodzący obok ludzie zaczęli zwracać na nich uwagę.- Muszę wypytać Etha czy rzeczywiście nie płaczesz.
-Ethan nic Ci nie powie.
-Zobaczymy. A teraz możesz mi wyjaśnić jakim cudem pracujesz w hospicjum dziecięcym ?
-No tak bałem się tego pytania-odparł lekko zakłopotany Payne, a jego dłoń powędrowała na szyję.
-Wybacz, jeśli nie chcesz to nie mów.
-Nie. Tylko to dłuższa historia. Spieszy Ci się do domu ?
-Nie za bardzo- brunet uśmiechnął się.
-W takim razie zapraszam do całodobowej kawiarni tuż za rogiem- szatyn odwzajemnił uśmiech, a przez myśli Zayna przemknęło, że ten uśmiech mógłby go budzić co rano.
              W niecałe pięć minut chłopcy znaleźli się w ciepłym pomieszczeniu, które pachniało świeżą kawą oraz wanilią. Zajęli najbardziej oddalony stolik i po złożeniu zamówienia, czyli dwóch kubków gorącej czekolady, Liam zaczął bawić się swoimi dłońmi.
- Więc chciałeś wiedzieć jak znalazłem się w tej pracy- szatyn przerwał, a Zayn kiwnął tylko głową. - Uh... Bo wiesz ja w sumie taki święty nie jestem. Znaczy to był tylko ten jeden raz. Nigdy więcej tego nie powtórzyłem i nie mam zamiaru.
              Malik nie rozumiał nic z wypowiedzi Liama, jednak czekał. Rozumiał, że jest mu o tym ciężko mówić. Nie naciskał, nie miał do tego prawa. To tak jakby Payne zmuszał go do wyjawienia mu jego sekretów. Szatyn już otwierał usta, żeby znów zacząć mówić, jednak przeszkodził mu w tym kelner, który przyniósł ich zamówienie. Postawił na stole przed nimi kubki pełne gorącej, brązowej i kusząco pachnącej cieczy. Liam uśmiechnął się do mężczyzny w fartuszku, a ten odwzajemnił go. Zayn nie wiedział czemu, ale wzbudziło to w nim... zazdrość ? Odprowadził kelnera wzrokiem, aż zniknął na zapleczu, jednak zanim to zrobił odwrócił się i jeszcze raz spojrzał w kierunku szatyna. O tak, to była zazdrość. Mimo to Payne chyba tego nie zauważył i wpatrując się w swój kubek znów zaczął cicho mówić.
-Byliśmy raz z Harry'm na imprezie. Wiesz miało być zwyczajnie. Muzyka, taniec no i alkohol. Do czasu. Ktoś przyniósł amfetaminę. Nie. Uprzedzając twoje pytanie, nie wziąłem tego. Znaczy nie świadomie. Pewna dziewczyna dosypała mi jej trochę do piwa. Potem pamiętam tylko, że bawiłem się znakomicie, aż wkroczyła policja-Liam westchnął cichutko nadal wpatrzony w swój kubek.- Przyjechali prosić, abyśmy ściszyli muzykę, ale jeden z nich zorientował się, że coś jest nie tak. Spisali nas i podali badaniom. Wyszło, że mam to świństwo w krwi. Harry dwoił się i troił, żeby mnie z tego jakoś wyciągnąć. No i udało się, sędzia uwierzył, iż nie mam nic wspólnego z handlem, jednak musiałem odpracować 15 godzin społecznie. I tak znalazłem się w hospicjum. Karę skończyłem odrabiać ponad 10 miesięcy temu, jednak zostałem. Wiesz- w jego oczach znów pojawiły się iskierki radości- za bardzo pokochałem tego malca. Zawsze chciałem mieć brata, a on był taki samotny. No i oto cała historia-Liam w końcu odważył się spojrzeć na Mulata.
               Twarz Zayna wyrażała po części zaskoczenie, a po części zrozumienie.
-Nie powiem zaskoczyłeś mnie, ale jak powiedziałeś nie wziąłeś tego gówna sam. Wiesz moja przeszłość w przeciwieństwie do twojego epizodu jest o wiele... mroczniejsza ? Kiedyś może Ci o niej opowiem jednak dziś zdradzę Ci jedno. Powinieneś cieszyć się że skończyło się tylko na pracy społecznej, uwierz mi wiem co mówię. Poza tym, poznałeś Ethana.
               Miedzy nimi zapadła cisza, przerywana tylko odgłosem kubków. Nie była to jednak niezręczna sytuacja. Obaj uśmiechali się do siebie, nie musieli nic mówić. Liam wiedział, że Zayn go nie ocenia, a wręcz o rozumie, a Mulat cieszył się, że szatyn mu zaufał oraz że nie naciska na niego. W pewien sposób dopełniali się i nawet to milczenie było rodzajem jakiejś komunikacji, więzi między nimi.
***
               -Ej Zayn słuchaj, gadałeś może dziś z Louisem ?- Liam zapytał się Mulata gdy już wracali do domu.
-Ale, że w jakiej sprawie ?
-No bo Harry wrócił do domu po pierwszej nad ranem, więc może Tomlinson też.
-Aaa o to Ci chodzi. Podobno chcieli zrobić zdjęcia w nocnym świetle. Ale coś mi się wydaje, że to nie tylko o to chodzi. A ty wyciągnąłeś coś od Styles'a ?
-No właśnie nie, ale mam zamiar to zrobić jak wrócę. Zobaczymy czy ich wersje będą się zgadzać.
-Czyli, że co ? Bawimy się w detektywów ?
-Oczywiście. Wybacz, ale ja jestem cholernie ciekawy, a ty nie ?
-Głupio mi się przyznać, ale też jestem.
-No to co wspólne śledztwo ?-Liam wyciągnął dłoń.
-Boże w co ja się pakuje- mruknął brunet, jednak uścisnął dłoń szatyna.
-Będziemy partnerami. Partnerami w śledztwie.
***
               - Wiesz dzięki za to popołudnie- Zayn uśmiechnął się i włożył dłonie w kieszenie spodni, gdy znaleźli się przy wejściu do mieszkania Liama.
-Nie ma za co. Po prostu zabrałem Cię do mojej pracy.
-Ale było naprawdę przyjemnie. Ethan to wspaniały dzieciak.
-Zgadzam się z tym.
               Przez chwilę obaj uśmiechali się do siebie. Żadnemu nie śpieszyło się do domu. Zayn nie pamiętał jak ani dlaczego, ale przyłapał się na patrzeniu na usta szatyna. I co zabawniejsze Liam robił dokładnie to samo. Właśnie to wzbudziło w Maliku nową falę odwagi. Znów był w połowie tym zdobywającym chłopakiem. Powoli podszedł bliżej do tancerza i przenosząc wzrok z ust na jego oczy zbliżył swoją twarz. Payne był odrobinę wyższy od Mulata. Czuł jak ciepły oddech szatyna owiewa jego policzki. Ostatni raz spojrzał w niesamowicie brązowe oczy chłopaka, a po chwili natarł swoimi ustami na wargi Liama. Przez chwilę ich usta były tylko do siebie przyciśnięte, ale gdy minął pierwszy szok ich wargi lekko się o siebie otarły. Zayn poczuł jak Liam lekko się uśmiecha i oddaje pocałunek przejeżdżając językiem po jego dolnej wardze. Malik wiedział co to znaczy, szatyn chciał dostać zaproszenie do odważniejszego pocałunku. Nie musiał na to długo czekać. Mulat delikatnie rozchylił swoje wargi, a język Payne'a szybko wkradł się do ich środka. Obaj mogli śmiało powiedzieć, że był to jeden z najlepszych pocałunków ich życia. tak jakby byli do tego stworzeni. Ich języki ocierały się o siebie, ale nie wpychały się na siłę. Nie wiedzieli ile czasu minęło, może dziesięć sekund, a może o wiele więcej. Jednak nie obchodziło ich to, stali i dalej kontynuowali swój pocałunek. W końcu zabrakło im tchu. Obaj odsunęli się od siebie, ale wciąż byli na tyle blisko, żeby czuć własne przyśpieszone oddechy. Liam przemógł się i otworzył oczy, a jego wzrok napotkał ciemne brązowe oczy, w których utonął. Czekali aż ich puls się unormuje, a z ich policzków znikną zaczerwieniania. Jednak nie mogli wiecznie stać w milczeniu. Pomimo to szatyn znów nachylił się i złożył kolejny pocałunek na ustach Mulata. Poczuł, że brunet uśmiecha się i oddaje pocałunek z podwojoną siłą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc witam, po dość sporej przerwie. Ale pretensje składajcie do moich nauczycieli. -.- Nie mniej jednak przepraszam, bo zdaję sobie sprawę, że zawalam. :c Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
Co do rozdziału to mam mieszane uczucia. No ale mamy w końcu Ziam moment. ;3 Więc błagam napiszcie mi co o tym sądzicie. c; 
Kocham Was <3
Mańka xx

sobota, 5 października 2013

Rozdział XI

             Pierwszym co zrobił Liam, po przekroczeniu progu mieszkania, był prysznic. Niedbale rzucił plecak na podłogę w przedpokoju i szybko ruszył do łazienki, żeby zająć ją przed Harry'm. Przekręcił blokadę w drzwiach i rozebrał się z ubrań.
             Gdy znalazł się w kabinie prysznicowej, a ciepła woda otulała przyjemnie jego zmęczone ciało, mógł w końcu spokojnie odetchnąć. Minął dopiero jeden tydzień zajęć na akademii, a on już zdążył nabawić się kilku guzów i siniaków. Nie obyło się również bez zakwasów. I choć Liam obiecał sobie, że nie wypadnie z formy przez wakacje, to jego ciało nie było wystarczająco rozciągane podczas wolnych dni.
             Przez pewien moment po prostu stał bez ruchu i pozwalał ciepłym kroplom wody spadać na jego nagie ciało. Jednak głośnie pukanie, a właściwie walenie, w drzwi przypomniało mu o obecności w mieszkaniu, jego przyjaciela, który również chciał skorzystać z łazienki. Niechętnie, szatyn zakręcił wodę, wytarł się i okręcił brązowy ręcznik wokół swoich bioder. Zebrał z podłogi ciuchy, które jeszcze nadawały się do użytku, a resztę z nich wrzucił do kosza na brudy i przekręcił zamek. Kiedy otworzył drzwi, na jego skąpo odzianym ciele, pojawiły się dreszcze. Zimne powietrze zdawało się przylegać do niego niczym niewidzialny koc. Styles posłał mu kpiący uśmiech i znikł wewnątrz ciepłego pomieszczenia. Payne nie chcąc dłużej marznąć poszedł do swojego pokoju. Przelotnie spojrzał na zegarek, który informował go, iż zostało mu 45 minut do wyjścia, jeśli nie chce spóźnić się do pracy.
             Żwawym krokiem podszedł do szafy i wyciągnął z niej świeże ubranie. Szybko założył je na siebie chcąc jak najszybciej się ogrzać. Wciąż wilgotne włosy przetarł jeszcze ręcznikiem. Nie zadawał sobie trudu sięgnięcia po suszarkę, ponieważ stwierdził, że włosy zdążą mu wyschnąć przed wyjściem. Nagle przypomniał sobie, że miał napisać sma'a do Zayna z adresem jego pracy. Rozejrzał się po pokoju, w celu zlokalizowania swojej komórki, lecz nigdzie jej nie zobaczył. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że jego telefon komórkowy znajduje się w plecaku. W przeciągu kilku sekund urządzenie znajdowało się w jego dłoniach. Liam szybko wystukał w klawiaturze adres i pytanie czy Mulat wie gdzie ma przyjechać, i wysłał wiadomość. Odpowiedź przyszła, gdy szatyn nastawiał wodę na herbatę. Uśmiechnął się gdy odczytał pozytywną wiadomość. Odłożył telefon i wlał wrzątek do swojego kubka. Pozostawił herbatę, żeby trochę ostygła i sięgnął po talerz z zapiekanką, który zostawił mu Harry.
             No własnie co do Harry'ego. Liama zżerała ciekawość. Styles wrócił wczoraj dobrze po pierwszej w nocy i do tej pory nie wyjaśnił mu dokładnie dlaczego tak późno. A to naprawdę było bardzo ciekawe, tym bardziej, że popołudnie spędzał z Louisem Tomlinsonem. Czyżby coś było na rzeczy ? No bo chłopak na pewno nie był w klubie czy jakiejś domówce, ponieważ Payne by o tym wiedział. Ta sprawa naprawdę go nurtowała i szatyn miał nadzieję, że dowie się wszystkiego przed pracą. Niestety Harry starał się go unikać co też dawało mu dużo do myślenia.
             Payne nie doczekał się na przyjaciela. Gdy skończył jeść, lokowaty nadal siedział w łazience. Spojrzał na cyfrowy zegarek i z lekkim zawodem, stwierdził iż musi zbierać się już do pracy. Wstawił brudny talerz i kubek do zmywarki, zgarnął z kuchennego blatu telefon i poszedł po przedpokoju. Szybko zarzucił na siebie kurtkę i złapał przygotowaną rano torbę. W chwili gdy poprawiał swoje włosy zamek od drzwi łazienki cicho zgrzytnął, a z pomieszczenia wyłonił się Styles.
-Słuchaj- Liam wystawił palec wskazujący w stronę przyjaciela. - Idę już do pracy, ale ty nie myśl, że mi się wywiniesz, jasne?
-Z czego mam Ci się wywijać Li ?- zielonooki udał zdziwienie.
-Och, nie udawaj. Wróciłeś o pierwszej w nocy. I to na tygodniu. A jako, że jestem Twoim kochanym przyjacielem, który się o Ciebie troszczy, mam prawo wiedzieć, dlaczego tak późno wróciłeś.
-Liam...- jęknął Styles.
-Nie Liam, tylko tak. Wrócę z pracy to pogadamy. Rozumiemy się ?
-Rozumiemy-mruknął niechętnie.
-No i super. Biorę swoje kluczę, więc nie musisz na mnie czekać.
-I tak będę czekać, wiesz o tym.
-Wiem, choć nie widzę powodów.
-Są takie same, jakie ty miałeś wczoraj czekając na mnie. Jesteś moim kochanym przyjacielem czyż nie ?
-Dobra, ale i tak ci się nie upiecze.
-Zrozumiałem. No to udanej pracy.
-Dzięki- szatyn uśmiechnął się.
             Liam opuścił mieszkanie i szybko zbiegł ze schodów. Przez rozmowę z Harry'm zostało mu tylko 10 minut, a jego kierowniczka nie lubiła gdy się spóźniał. Wybiegł z klatki i pobiegł w kierunku swojej pracy. Na szczęście dla niego znajdowała się ona parę ulic dalej. Gdy pokonał ostatnie przejście był pewny, że uda mu się zdążyć na czas. Skręcił w prawo i  wyrósł przed nim budynek, w którym miał spędzić następne sześć godzin. Przed wejściem wysłał jeszcze sms'a Zaynowi, żeby pytał się w recepcji o Liama Payne i wyciszył telefon.
             W środku powitała go kochana twarz pani Margaret. Była ona kobietą po 60, ale kondycje miała niczym nastolatka. Wszyscy w ośrodku ją uwielbiali i traktowali jak przyszywaną babcię. Na twarzy Liama pojawił się szeroki uśmiech.
-Witaj Li- kobieta obdarzyła go ciepłym spojrzeniem.
-Dzień dobry Meggie. Jak się dziś czujesz ?
-A jak ja mam się czuć ? Jestem jak nowo narodzona kochany.
-Meg, bo ja mam do Ciebie pewną sprawę.
-O. No to mów.
-Jak wejdzie tu taki chłopak w moim wieku, ciemne włosy, Mulat. To skieruj go do mnie, dobrze ?
-A mogę spytać czemu ?
-To mój kolega z akademii. Musimy przećwiczyć coś razem, a niestety brak nam wolnego czasu.
-A przystojny ?
-Meg tobie tylko jedno w głowie !
-Od razu na mnie ! Mnie chodzi o Ciebie.
-Dobrze wiesz, że nie mam czasu na związki, poza tym nasza relacja jest trochę skomplikowana.
-Dobrze, już dobrze. Mulat ,ciemne włosy, odesłać do Ciebie, zapamiętałam.
-Dziękuję, jesteś kochana. A teraz wybacz, muszę iść już do Ethana- odszedł od kontuaru i ruszył w kierunku pokoju numer 12.
-A idź, maluch pyta się o Ciebie od samego rana.
             Liam posłał jej ostatni uśmiech i zniknął za drzwiami pokoju swojego podopiecznego. Szatyn pracował jako opiekun w ośrodku z ciężko chorymi dziećmi. Uwielbiał tą pracę, choć mógł przychodzić do tej tylko podczas weekendów. Jego podopiecznym był 4 letni blondynek o oliwkowych oczach - Ethan, który zaskarbił sobie serce Payne'a od pierwszego spotkania.
-Li ! Przyszedłeś !- maluch rzucił swoje zabawki na podłogę i podbiegł przytulić szatyna.
-Jakbym mógł do Ciebie nie przyjść ?- odparł i wziął chłopca na ręce.
-Pobawisz się ze mną ?
-Z największą przyjemnością, ale chciałbym o czymś z Tobą porozmawiać- usiadł na łóżku i posadził sobie czterolatka na kolanach. - Bo widzisz, mam takiego kolegę. Ma na imię Zayn i on przyjdzie nas odwiedzić.
-A fajny jest ?- maluch spytał bawiąc się suwakiem bluzy.
-Bardzo. To co będziesz dla niego miły ?
-Będę, ale jak pobawisz się ze mną. Prooszę. Mam nowego transformera. Rodzice mi przysłali.
             Szatyn kiwnął głową i puścił Ethana, żeby chłopczyk mógł pobiec po swoje zabawki. Gdy malec wrócił z dwoma transformerami rozległo się pukanie i chwilę później w drzwiach pojawił się Zayn.
-Um. Hey- powiedział lekko speszony.
-Hey, wejdź- Liam machnął ręką w geście zaproszenia i podniósł się z łóżka. Ethan od razu złapał za nogawkę jego spodni. - A Zayn poznaj Ethana.
-Cześć- Malik przykucnął i wyciągnął dłoń w kierunku chłopca.
-Cześć. Lubisz Transformers ?
-Też pytanie. Jasne, że lubię-Mulat uśmiechnął się, co maluch odwzajemnił. Liam wiedział, że Zayn już zdobył serce chłopca.
-A pokazać ci moje ?
-Pewnie.
-Liam, to zostań z nim tu, a ja przyniosę je wszystkie, dobrze ?
-Tak jest kapitanie.
             Ethan uśmiechnął się pokazując swoje białe ząbki, a następnie pobiegł do pokoju obok.
-Więc Liam Payne jest opiekunem. No proszę. Byłem lekko zdziwiony, gdy podałeś mi ten adres.
-No tak. Czyżby ta praca do mnie nie pasowała ?
-Tak trochę.
-To dobrze.
-Czemu ?
-Lubię zaskakiwać.
-Hah. Um, wiem, że może będę wścibski, ale co mu jest ? - Malik spytał i kiwnął podbródkiem w kierunku pokoju, w którym zniknął chłopiec.
-Ma zespół Ebsteina, słyszałeś o tym kiedyś ?- Zayn pokręcił głową.- Jest to rzadka wada serca. Tak w skrócie, chodzi o zaburzenie pracy serca. Najgorsze jest to, że stan Ethana nie jest na tyle poważny, żeby kwalifikował go do operacji, ale jest na tyle zły, że chłopak może w pewnym momencie nie wytrzymać.
-Ale w jakim sensie nie wytrzymać ?- Mulat zapytał, jednak w oczach Liama wyczytał odpowiedź. - O cholera. A co z jego rodzicami ?
-No co. Są bogaci i zapracowani, więc odesłali malca do ośrodka. Czasami go odwiedzają, ale wolą raczej przysłać mu nową zabawkę.
-Skąd biorą się tacy ludzie ?
-Mnie nie pytaj.
             Między chłopakami zapadła cisza, którą przerwał odgłos kółek. Z pokoju wyłonił się zadowolony Ethan wraz z wózkiem pełnym zabawek.
-To co pobawicie się ze mną ?
             Zayn spojrzał na Liama i lekko kiwnął głową. Obaj podeszli do malca i usiedli z nim na podłodze aby zacząć się z nim bawić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i w końcu udało mi się skończyć rozdział. c; Mam nadzieję, że za bardzo Was nie zawiodłam. Wiem, że trochę pomieszałam i rozdział wyszedł taki... nudnawy ? Nie mniej jednak, mam nadzieję, że choć trochę się Wam spodoba. ;3 A i mam pytanie. Chcecie, żeby w opowiadaniu pojawił się też Larry ? Bo mam dwie wersje jak rozwinąć ich wątek. c; To jak ? Napiszcie mi co o tym sądzicie.
I dziękuję, za zrozumienie, że rozdziały dodaję rzadko. Uwierzcie mi staram się z całych sił, żeby pojawiały się jak najszybciej. :3
Mańka xx