niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział XIX

             Zayn lekko spóźnił się i wszedł do sali śpiewu równo z dzwonkiem. Musiał zmyć z siebie farbę z wcześniejszych zajęć. Od razu poczuł na sobie wzrok całej grupy, ale skupił się tylko na jednej parze oczów, tej o barwie czekolady. Poprawił torbę na ramieniu i delikatnie się uśmiechnął. Miał właśnie zrobić pierwszy krok, gdy usłyszał chrząknięcie za swoimi plecami. Odwrócił się szybko i napotkał zdziwione, lecz nadal przyjazne, spojrzenie pana Daviesa.
-Zayn? Masz zamiar stać dziś tu przez całe zajęcia?-spytał lekko rozbawiony.
-Nie,nie. Już idę do.. ugh- nie dokończył, tylko szybko ruszył przez rząd krzeseł, na swoje miejsce.
          Zrzucił torbę na podłogę i poczuł jak dłoń Liama splata się z jego własną. Gdy podniósł głowę i spojrzał na chłopaka, znów napotkał jego wesołe oczy. Mocniej ścisnął jego dłoń i zaczął kręcić kciukiem delikatne kręgi na jej wierzchu.
-Cześć-szepnął.
-Cześć-odparł lekko szatyn.
          Niestety ich rozmowa nie miała jak się rozwinąć, ponieważ pan Michael rozpoczął swoje zajęcia.
-Na początku chcę wam tylko przypomnieć, że już w środę będziecie prezentować się przed grupą. Mam nadzieję, że nikt nie zostawił ćwiczeń na ostatnią chwilę- słychać jednak było cichy pomruk w klasie, który jasno dawał do zrozumienia, że nie wszyscy jeszcze ćwiczyli ze swoimi partnerami.- Proszę was. Jeśli nie zaczniecie ćwiczyć już od początku semestru, nie zaliczycie go. A jeśli nie zaliczycie śpiewania, no cóż chyba wiecie, że możecie pożegnać się z akademią. Nie chcę was straszyć, śpiewanie powinno być przyjemnością i mam nadzieję, że tak to traktujecie. Ale nie poradzę nic na to, że wybraliście takie, a nie inne zajęcia i musicie je zaliczyć. Mogę was zapewnić, że nie będę was surowo oceniał, po prostu chcę widzieć u was postępy. A żeby one nastąpiły musicie ćwiczyć. I nie, śpiewanie pod prysznicem czy w samochodzie nie zalicza się do trenowania. No dobrze, mam nadzieję, że was nie zastraszyłem za bardzo, ale na tyle by ci leniwi wzięli się w końcu do roboty. Skoro przeszliśmy przez tą mniej milszą część, możemy zacząć rozgrzewać głosy. No proszę wstajemy i zaczynamy. Chyba nikt nie zapomniał przez weekend jak to się robi, co?- skończył, a jego radosny wzrok spoczął na grupie uczniów.
          Pan Michael Davies był dla wszystkich zagadką. Był jednym z najmłodszych nauczycieli w akademii, a może zajmował w tym rankingu pierwsze miejsce. I pomimo tego wszyscy czuli przed nim jakiś nie wyjaśniony respekt, nawet ci najstarsi nauczyciele pracujący w akademii. Gdy się na niego patrzyło, odnosiło się wrażenie, że jest sympatyczną osobą. I tak było. Po prostu nie można było go nie lubić. Zawsze pogodny, z tą swoją ciemniejszą karnacją, rozjaśnianymi włosami, białym uśmiechem i wysportowanym ciałem nadawał się na modela, a nie na nauczyciela śpiewu. Nie jedna uczennica akademii cicho do niego wzdychała. A on jakby nie zdawał sobie sprawy z tego jaką wielką atrakcją jest w szkole. Kolejną sprawą był to, że tak naprawdę nikt nie wiedział o nim nic poza tym, że jest po trzydziestce i uczy śpiewu. Nie wiadomo było czy ma dziewczynę, może żonę albo dzieci? Był wielką niewiadomą dla całej uczelni.
***
             Gdy zajęcia śpiewu dobiegły końca, a pan Davies jeszcze raz wszystkim przypomniał o prezentacji w środę, uczniowie wreszcie mogli opuścić szkolne mury. Liam podniósł swą torbę, zarzucił ją na lewe ramię, a prawdą dłonią sięgnął po dłoń Malika. Powolnym krokiem udali się do wyjścia. 
-Hey- Zayn odezwał się po chwili.-Może wpadłbyś do mnie teraz i przećwiczylibyśmy tą piosenkę? Czy nie masz czasu?
-W sumie Harry i tak oznajmił mi, że gdzieś wybywa, więc chętnie- uśmiechnął się. - Ale nie będziemy przeszkadzać Twoim przyjaciołom?
-Niall zostaje dziś dłużej w szkole, a Lou hym- wzruszył ramionami- chyba gdzieś idzie, nie wiem dokładnie gdzie.
-Zayn, na pewno miedzy Tobą a Tomlinsonem wszystko okey?
-Tak. Po prostu się pokłóciliśmy. Zostaw to Liam. Proszę.
-No dobrze, w takim razie prowadź do siebie- uśmiechnął się i wzmocnił uścisk ich dłoni.
***
             Wychodząc z ciemni fotograficznej, w której odbywały się jego dzisiejsze zajęcia, Harry poczuł jak ktoś łapie go za pasek torby u ciągnie do tyłu, na koniec wychodzącej z pomieszczenia grupy. Właściwie domyślał się iż może być to tylko jedna osoba- Louis Tomlinson. Po chwili był już tego pewny, gdyż osoba, która go pociągnęła zachichotała widząc jak Styles na chwilę traci równowagę i asekurując się dłońmi, próbuje ją znów złapać. Tak ten śmiech mógł należeć tylko do Lou. Cicho wzdychając, odwrócił się w jego stronę z miną, która miała pokazać, że zielonooki jest zły. Oczywiście gdy tylko napotkał uśmiech niższego chłopaka sam się lekko uśmiechnął i plan udawania obrażonego mógł odejść w zapomnienie. Z zaskoczeniem stwierdził iż jest to chyba pierwszy uśmiech Louisa dzisiejszego dnia. Bacznie obserwował go podczas zajęć i wywnioskował, że chłopaka trapi jakiś problem. Nie, żeby Harry gapił się na niego przez cały czas. Co to to nie. Chociaż może troszeczkę, tak ociupinkę. Z lekkim opóźnieniem Harry zdał sobie sprawę, że jego kompan coś mówi.
-Harryyyy. Nie słuchasz mnie w ogóle!-obruszył się niebieskooki.
-Słucham. Znaczy możesz powtórzyć-lekko się speszył.
-Widzisz! Niech Ci będzie. Mówiłem, że moglibyśmy dziś pojechać na tą polankę parę kilometrów z Londynem. Wyszłyby niesamowite zdjęcia podczas zachodu słońca. Chyba, że nie masz zbytnio czasu, w takim razie znów pojedziemy do parku, tylko tym razem do jakiegoś innego. Co ty na to?
-Polanka brzmi świetnie. Tak, pojedźmy tam.
-No to w takim razie na co czekamy? Chodź, szybciej!
              Harry zastanawiał się skąd w nim tyle energii i radości, skoro niecałe dziesięć minut temu wydawał się przygnębiony i smutny. Postanowił jednak rozwiązać tą zagadkę później. Teraz miał zamiar cieszyć się towarzystwem chłopaka, pognał więc za nim do swojego samochodu.
***
              Liam wrócił do mieszkania pierwszy. Zrzucił z siebie kurtkę i tak po prostu położył się na kanapie. Nawet nie był bardzo zmęczony. Dzisiejsze zajęcia nie należały do tych najcięższych. Jasne włożył w nie sporo wysiłku, ale to było to co kochał. Tak, kochał kiedy pot spływał mu po plecach i policzkach cienkimi strużkami, kochał kiedy czuł, że jego mięśnie powoli zaczynają palić od intensywnego treningu. I choć może niektórym wydawać się to niemożliwe, to tak właśnie było. W każde zajęcia wkładał całe swoje serce i zaangażowanie. Taniec był jego sposobem na życie.
           Przetarł dłońmi twarz i ze zdumnieniem stwierdził, że pachnie perfumami Zayna. Spędził z nim dziś udane popołudnie. Najpierw zjedli przyrządzonego przez Malika kurczaka, potem się przytulali, potem przećwiczyli kilka razy piosenkę, a potem się przytulali i całowali. W końcu wrócił Niall, który okazał się naprawdę w porządku. Okey, Liam musiał przyznać sam przed sobą, że źle ocenił ich wszystkich. Był głupi, pozwolił alby kierowały nim jakieś wybujałe uprzedzenia. Skreślił ich na starcie bo tak 'wymagały' od niego jakieś szkolne wymysły. Teraz cieszył się, że Davies połączył go w parę z Zaynem. Dzięki temu mógł go poznać tak naprawdę, tego prawdziwego Zayna, który był uroczy i bardzo szybko zaskarbił sobie jego serce.
           Jego słodkie lenistwo przerwał dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Harry wpadł do salonu niczym strzała i rzucił się w ramiona swojego przyjaciela.
-Hazz, stało się coś?-spytał lekko zmartwiony, głaszcząc go po plecach.
-Jezu Li, jestem taki głupi-powiedział w koszulkę przyjaciela.
-Myślałem, że o tym wiesz-zażartował, ale gdy spotkał złe i smutne zielone oczy szybko przygasł.- Hey, baranku powiedz co ci leży na sercu.
-Boże Liam, po cholerę mi to było. Po cholerę ja się za nim wtedy wstawiłem-Styles pokręcił głową i cicho się zaśmiał, jednak nie było w tym nic radosnego.- Li ja się w nim chyba zaczynam zakochiwać-wyszeptał, jakby bał się, że gdy wypowie to zdanie świat się zawali.
-Czekaj o kim ty mó...-nagle do szatyna dotarło o kim mówi jego przyjaciel.-Och Hazz, będzie dobrze, zobaczysz.
-Nic nie będzie, ja nawet nie wiem czy on mnie lubi. Dziś odzywał się o wiele mniej niż ostatnio. Może się czegoś domyślił?
-Wiesz pokłócił się z Zaynem może dlatego był przygaszony...
-To i tak nic nie zmienia Li.
-Słuchaj, może on też cię lubi, tak lubi-lubi. A jeśli nie, to jego strata. Jesteś wspaniały i jeśli cię nie doceni to znaczy, że jest głupi i ślepy.
-Eh... Mogę spać dziś z tobą?
-Jasne. U mnie czy u Ciebie?
-U mnie. Mam wygodniejsze łóżko.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Więc mamy kolejny. Taki trochę o... niczym.
No i teraz pytanie do Was. Czy ma być Larry czy ma go nie być?
Czekam na odpowiedzi. c;
I tak zdaję sobie sprawę, że moje opowiadanie to jedna wielka sielanka. Ale nie martwcie się nie zawsze tak będzie. Mam nadzieję, że nie zdradziłam za dużo c;
Do napisania
Mańka xx

wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział XVIII

             Tak jak to było do przewidzenia, Zayn i Liam wywołali nie małe zamieszanie, wchodząc do szkoły razem. Jednak obiecali sobie, że nie będą na to zwracać większej uwagi. Chcieli przetestować uczniów akademii, zobaczyć czy będą oni w stanie ich zaakceptować. Podejrzewali, że problemy mogą wystąpić tylko u tancerzy i malarzy, reszcie pewnie będzie to obojętne. A jednak mimo to obaj czuli na sobie spojrzenia innych, a nawet słyszeli dochodzące do nich szepty. Ludzie stali po kątach i zakrywając dłońmi usta, wymyślali kolejne historię na ich temat. Liam był ciekaw ile plotek powstanie do przerwy na obiad. W miejscach takich jak szkoły, gdzie było tak wiele ludzi i każdy kojarzył każdego chociaż z wyglądu, roznosiły się one z prędkością szybszą niż prędkość światła. A potem przekształcały się, zmieniały, kolejne osoby coś od siebie dodały, aż w końcu plotki żyły własnym życiem i wcale nie przypominały tej, z której się zrodziły. Tak, szkoły były idealnym miejscem do ich wylęgania się, a zawiść, ciekawość i głupota uczniów tylko pomagały.
             Zayn ścisnął mocnej dłoń Liama ściągając tym jego uwagę na siebie. Chciał się nie denerwować, naprawdę się starał, ale pod wpływem tych wszystkich par oczu i cichych szepcików, zaczął delikatnie panikować. Aż nie mógł w to uwierzyć. On nigdy nie panikował. Nigdy. To szatyn tak na niego dział. Zawsze uważał się za silnego. Za kogoś kogo nikt nie będzie potrafił zmusić do jakichś głębszych uczuć. Właściwie jeszcze tydzień temu zawzięcie twierdził, że nienawidzi chłopaka. Jeszcze ostatnio wszyscy byli świadkami ich kłótni. W zeszłym roku przecież ciągle było głośno o tym jak na zmianę na siebie napadali. A teraz co? Szedł z nim za rękę po szkolnym korytarzu i nazywał swoim chłopakiem. Niesamowite było również to, że teraz czuł się bardziej na miejscu. Tak jak czuję się gdy siada i zaczyna malować, czy szkicować. Liam był jego kawałkiem puzzla, który idealnie wpasował się w jego życie, wypełniając pustkę, której nie był do końca świadomy. Po chwili zdał sobie sprawę, że czekoladowe tęczówki Payne'a wpatrują się w niego, szukając powodu jego niepokoju. Malik posłał mu delikatny uśmiech i pod wpływem impulsu złożył szybkiego całusa na jego ustach. Oczywiście nie uszło jego uwadze zbiorowe ' achh ' ale nie przejmował się tym. Już nie, nie po tym jak zobaczył tą radosną iskierkę w oczach swojego chłopaka. Może i byli sensacją szkoły, może i już w tej chwili krążyło wiele plotek na ich temat. Jednak, nie miało to teraz znaczenia, bo w zaledwie jednym spojrzeniu Liama odnalazł to czego szukał. Zapewnienie, że przejdą przez to razem. I to mu wystarczyło. To i fakt, że Liam objął go swoim umięśnionym ramieniem, a on mógł się w niego wtulić. Tak, w jego ramionach wszystko wydawało się lepsze i łatwiejsze.
***
             Liam spodziewał się, że dadzą ludziom nie mały powód do rozmów. Chyba był na to bardziej przygotowany niż Zayn. Widział, że jego chłopak stara się robić dobrą minę do złej gry. W sumie był lekko zaskoczony, tym że brunet przejmuje się innymi. Zawsze wydawał mu się obojętny na innych. Jednak z każdym dniem poznawał go od nowa. Poznawał prawdziwego Zayna, nie tego ze szkoły i czuł się wyróżniony, że jest mu to dane.
        Odprowadził go pod jego salę i dał mu całusa w czoło, obiecując, że spotkają się podczas przerwy. Poczuł jak reszta grupy Malika omiata go spojrzeniem, ale postanowił to zignorować. Uśmiechnął się po raz ostatni, poprawił na ramieniu torbę i ruszył w kierunku szatni. Oczywiście tak jak podejrzewał ludzie z jego zajęć również przypatrywali mu się bacznie. Rzucił ciche 'hey' i podszedł do swojej szafki. Harry był już przebrany i na niego czekał.
-Cholera Li, zajęcia jeszcze się nie zaczęły, a ty i twój chłopak już jesteście tematem numer 1!-Payne był wdzięczny, że ich szafki są trochę oddalone od innch.
-Spodziewałem się tego-odparł zgodnie z prawdą i ściągnął z siebie koszulkę.
-Serio? Żadnej reakcji?
-Tak. Serio. Słuchaj-zamknął szafkę i odwrócił się przodem do przyjaciela- przecież to było oczywiste. Jeszcze przed wakacjami obaj skakaliśmy sobie do gardeł. Pamiętasz jak ładnie zakończyliśmy rok szkolny-wymownie spojrzał na Harry'ego, który kiwną głową. Liam do dziś pamiętał jak bolała go szczęka od prawego sierpowego Zayna oraz podpuchnięte oko bruneta.- Dziś wchodzimy do szkoły jako para. To jasne, że ludzie będą gadać, a nam nie pozostaje nic innego jak to przeczekać.
-Tak Liam tylko cóż...-chłopak niezdarnie poprawił swoje loki.- Tancerze nie są zadowoleni, malarze również.
-Skąd to wiesz?
-Gdy wszedłem do przebieralni kilka osób mi to delikatnie zasugerowało.
-Co ci powiedzieli.
-Nie musisz wiedzieć.
-Co ci powiedzieli.
-Ugh. Żebyś znalazł inną męską dziwkę-szepnął i od razu złapał za ramię przyjaciela, który już ruszał do pozostałych studentów.-Liam. Li. Błagam nie tutaj. Nic ci to nie da. Powiedziałem, żeby się odpieprzyli i skoro oni korzystają z usług dziwek to ich sprawa.
             Szatynowi nie dane było odpowiedzieć, ponieważ cała grupa została wezwana na salę treningową. Zapowiadał się ciekawy i wyczerpujący trening i to nie ze względu na taniec.
***
             Liam odnalazł Zayna przy stoliku na zewnątrz. Siedział sam, pochłonięty rysowaniem w swoim czarnym szkicowniku. Na jego widok zrobiło mu się lżej i lepiej. Nie zwlekając, usiadł koło niego i dał mu całusa w policzek.
-Hey. Co tam rysujesz?-spytał widząc, jak brunet szybko zamyka zeszyt.
-Hym. To. To nic takiego. Jak tam na zajęciach?
-Ciężko. Ale o to chodzi. A u Ciebie?
-Całkiem okey. Liam?
-Tak?
-Jak zareagowała twoja grupa na nasz związek?
         Tego szatyn się obawiał. Nie chciał okłamywać Mulata. Wziął lekki oddech i wydusił z siebie odpowiedź.
-Parę osób nie było zachwyconych, reszta nie odezwała się nic na ten temat. A twoi znajomi?
-No cóż. Nikt otwarcie nas nie skrytykował, ale niektórzy szeptali, myśląc że nie słyszę. Oczywiście Lou im dogadał.
-Zayn, jeśli... jeśli to dla ciebie za trudne, to... To ja to zrozumiem.
-Zgłupiałeś?! Nic z tego. Mogą mówić co chcą, naprawdę nie obchodzi mnie to-po raz pierwszy podczas tej rozmowy brunet uśmiechnął się. Liam nie mogąc się powstrzymać, nachylił się nad nim, jednak czekał na przyzwolenie. Malik pokręcił lekko głową i złączył ich usta w pocałunku. Nie liczyło się teraz zdanie innych. W tym momencie znów byli tylko oni. Ludzie mogli patrzeć, ale ich to nie obchodziło, bo obaj wiedzieli, że mają siebie i swoich przyjaciół, a to im wystarczy. 
          Ich chwilę przerwał dzwonek oznajmiający koniec przerwy. Obaj jęknęli, ale odsunęli się od siebie. 
-Do zobaczenia na zajęciach śpiewu.
-Do zobaczenia- Zayn ostatni raz pocałował chłopaka i ruszył na zajęcia graffiti. Słyszał jak ludzie znów szepczą za jego plecami, ale teraz wydawało mu się to już nie istotne. Tak miał chwilę słabości rano, ale uświadomił sobie, że jest głupi przejmując się ich opinią. To jego szczęście było ważne, a Liam niewątpliwie mu to szczęście dawał. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc o to kolejny. Piszcie czy wam się podoba. Niczego nie obiecuję, ale mam teraz ferie, więc może pojawi się coś szybciej. ;)
Do napisania
Mańka xx

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział XVII

             Zayn i Liam stali pod mieszkaniem Mulata od dobrych 40 minut. Byli świadomi i to aż za bardzo, że jest już późna pora, że jutro znów jest szkoła, a mimo to nie umieli się rozstać. Gdy jeden z nich starał się odejść drugi zatrzymywał go krótkim pocałunkiem, który przeradzał się w serię długich i namiętnych. Obaj nie chcieli by ta noc tak szybko się kończyła. Chcieli trwać w tej chwili już zawsze, jednak wiedzieli, ze nie jest im to teraz dane. Po kolejnym pocałunku szatyn spojrzał w oczy Malika z lekkim zakłopotaniem i strachem. Brunet zmarszczył brwi i złapał go za dłoń.
-Stało się coś?
-Jutro szkoła.
-Tak wiem Li. Nie przypominaj.
-Nie o to mi chodzi.
-A o co?
-Ugh. Będziemy się ukrywać? Znaczy chcesz, żeby nikt się o nas nie dowiedział?
-A ty tego chcesz?
-Zayn! To ja Ciebie pytam. Ale dobrze. Nie ja nie chcę, ale jeśli ty chcesz to zrozumiem-szatyn potarł kciukiem po policzku chłopaka.
-Ja też nie chcę tego ukrywać-szepnął brunet i znów złączył ich wargi.-A teraz naprawdę muszę iść. Zobaczymy się rano, tak?
-Tak, będę czekał na Ciebie przed szkołą.
-Albo ja na Ciebie.
           Po około 10 minutach udało im się jednak ze sobą pożegnać. Marnym pocieszeniem było to, że spotkają się za kilka godzin w akademii.
           ***
            Zayn nie miał zamiaru odzywać się do Lou. Nie obchodziło go to, że jego zachowanie było kompletnie dziecinne i nie dojrzałe. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę, Niall nie musiał mu przypominać o tym co 5 minut. Ale Malik był uparty i nie zamierzał od tak zapomnieć o tym, że jego najlepszy przyjaciel w niego zwątpił. Wrócił z klubu w naprawdę świetnym humorze. Przy Liamie i jego przyjaciołach zupełnie zapomniał o tym co powiedział Tomlinson. Jednak gdy tylko przekroczył próg mieszkania i zauważył czekającego na kanapie chłopaka, mina momentalnie mu zrzedła. Nie miał siły na przeprowadzenie kolejnej kłótni i nie chciał psuć sobie tak udanego wyjścia, więc zupełnie ignorując Louisa, skierował się do swojego pokoju, po czym zamknął drzwi na klucz i rzucił się na łóżko. Chłopak jeszcze chwilę pukał w jego drzwi prosząc o minutę rozmowy, lecz Zayn udawał, że tego nie słyszy mocnej wtulając głowę w poduszkę. W końcu Lou się poddał i z cichym ' rozumiem, pogadamy jutro. dobranoc ' odszedł do swojego pokoju. Tyle, że szatyn się pomylił. Nie było żadnego ' pogadamy jutro '. Mulat znów zupełnie go ignorował. Był zbyt zajęty powolnym przeżuwaniem swojego śniadania, piciem gorącej kawy oraz przeglądaniem swojego telefonu. Nawet nie podniósł wzroku znad ekranu, gdy do jego uszu dotarło ciche ' cześć ' należące do Tomlinsona. Oczywiście obaj zdawali sobie sprawę z tego, że Malik nie będzie gniewał się wiecznie. Nie wytrzymali by bez siebie zbyt długo. Niemniej jednak Zayn chciał, żeby Louis zrozumiał jak bardzo zawiódł go swoim oskarżeniem, i że tym razem nie wystarczy zwykłe ' przepraszam '.
-Ykhm. Zayn?-Louis cicho zapytał.-Zayn?-głośniej.-Zee?-zero reakcji.-Przecież nie będziesz unikał rozmowy ze mną do końca swojego życia Malik!-cisza.-Cholera jasna! Ile razy mam przepraszać? Kurwa Malik porozmawiaj ze mną!-i znów nic. Jak grochem o ścianę. Lou westchnął i sięgnął po kubek z kawą.
         Niall przyglądał się dwójce swoich przyjaciół z lekkim politowaniem w oczach, ale również ze smutkiem. Nie lubił gdy się kłócili. Zawsze stawał wtedy pomiędzy przysłowiowym młotem, a kowadłem. Mulat należał do osób upartych i podczas takich spięć chciał aby Horan był po jego stronie. Lou nie był lepszy. W ich nie pisanej umowie, to on czuł się odpowiedzialny za cała trójkę, więc zawsze chciał mieć rację. Tym razem był skłonny stanąć w obronie Zayna, ale Louis wydawał się wiedzieć jak ogromny błąd popełnił, a jego postawa pokazywała, że bardzo chce naprawić relacje z przyjacielem. W takiej sytuacji postanowił się nie mieszać. Na litość boską, oni byli przyjaciółmi od pierwszego dnia przedszkola!  Niall znał ich dopiero drugi rok, pomimo to wiedział, że najlepiej zostawić ich samych sobie. W końcu Malik nie wytrzyma, zatęskni, pęknie i postanowi porozmawiać z Tomlinosnem, a wtedy on wylewnie go przeprosi i obaj padną sobie w objęcia z płaczem. No może nie do końca będzie to tak wyglądało, ale Niall był dobrej myśli. Po mimo wszystko postanowił przypominać Zaynowi, że zachowuje się jak rozkapryszony bachor. Nie miał serca dokładać więcej wyrzutów sumienia Lou, który i tak wyglądał jak męczennik. Postanowił jednak nie pocieszać go, gdyż no cóż, obaj wiedzieli, że postąpił karygodnie. Czasami zastanawiał się jakim cudem Louis jeszcze żyje przez ten jego niewyparzony język. No bo, dobra blondyn sam czasami palnie coś głupiego, ale szatyn jest mistrzem w ' najpierw mów, potem myśl '. Teraz musiał wypić naważone piwo.
***
             Liam siedział na schodach przed wejściem do akademii i czekał na swojego chłopaka. Boże jak to nieziemsko brzmiało w jego głowie. Delikatnie się uśmiechnął, co nie umknęło uwadze Harry'emu. Styles lekko szturchnął przyjaciela.
-Co kochasiu, nie możesz doczekać się na swojego księciunia?
-Och zamknij się Styles, bo pieprzy ci się trzy po trzy.
           Payne jeszcze przez chwilę wypatrywał chłopaka, aż na rogu pojawiła się czarna czupryna. Gdy tylko upewnił się, że to Zayn szybko podniósł się ze schodów. Usłyszał tylko jak Harry mówi ' okey, tylko się nie spóźnij na zajęcia kochasiu '. Nie wiedział kiedy jego przyjaciel znikł za drzwiami szkoły, za bardzo był zabsorbowany śledzeniem zbliżającego się Malika. Nie uszło jego uwadze, że chłopak wygląda na zmartwionego i zupełnie nie odzywa się się do swoich przyjaciół. Wszedł dwa schodki w górę mając nadzieję, że brunet go zauważy. Udało się. Mulat podniósł głowę, a jego spojrzenie od razu przeszukało zbierających się uczniów, aż w końcu wylądowało na Liamie. Payne mógł ze swojego miejsca zobaczyć ja na jego twarzy wykwitł delikatny uśmiech. Zayn odwrócił się na chwilę do Niall, coś mu powiedział, a potem ruszył w kierunku szatyna. Wyglądał perfekcyjnie, zresztą jak zawsze. Nie odrywał od niego wzroku, póki Malik nie znalazł się na stopniu schodów obok niego. Tancerz bał się, że Mulat może słyszeć jak bardzo bije mu jego serce, ale to była jego wina. No bo do cholery, przygryzający wargę Zayn Malik powinien być zabroniony! To było zbyt słodkie oraz równocześnie zbyt kuszące.
-Ym. Zamierzasz coś powiedzieć czy tylko będziesz na mnie patrzył?-do uszu Payne'a dotarł głos bruneta.
-Och.Tak.Cześć-z zakłopotania jego ręka powędrowała na kark.
-Cześć-odpowiedział rozbawiony Zayn.
-Nie wyspałeś się chyba co? Wydajesz się zmęczony. Nie powinienem Cię ciągnąć ze sobą wczoraj. Przepraszam.
-Hey! To była niesamowita noc. I nie żałuję, że przyszedłem. Mogłem bezkarnie podziwiać Twoje niesamowite mięśnie oraz zobaczyć jak doskonałym tancerzem jesteś- Malik uśmiechnął się, ponieważ na policzkach jego chłopaka pojawiły się lekkie rumieńce. ' Role się odwróciły ' przemknęło mu przez myśl.
-Ale wydajesz się przygnębiony.
-Ugh. To nie ma nic wspólnego z Tobą. Po prostu... Po prostu pokłóciłem się z Lou-odparł, a widząc zmartwioną minę Liama dodał- Nie przejmuj się to nic takiego.
-Na pewno? Bo wiesz jak coś to ja mogę...-Zayn nie dał mu dokończyć
-Na pewno. Lepiej mi powiedz czy jesteś gotowy na dzisiejszy dzień.
-Szczerze? Już nie mogę się doczekać-uśmiech znów powrócił na twarz szatyna.
-Nie możesz doczekać się plotek na Twój temat, szeptania po kątach i ciekawskich spojrzeń?
-Nie. Nie mogę doczekać się, aż wszyscy zobaczą, że jesteś moim chłopakiem- szepnął tuż przy ustach Mulata.
-Wiesz słodki jesteś-brunet trącił jego nos swoim.
-Nie tak jak ty. No to co, gotowy?-Zayn tylko skinął na potwierdzenie, a jego palce odnalazły palce Payne'a. Ich usta w końcu złączyły się w powolnym i delikatnym pocałunku.
          Gdy oderwali się od siebie już mogli zauważyć kilka gapiów, jednak nie przejęli się tym. Uśmiechając się do siebie ruszyli do drzwi ze splecionymi dłońmi. Nadszedł czas przeciwstawić się stereotypom. Podejrzewali, że mogą spotkać się z krytyką otoczenia, ale w tamtym momencie ich to nie obchodziło. Razem byli w stanie to znieść. Liczyło się tylko ich szczęście, ich splecione dłonie, które uświadamiały im, że nie powinny one być zbyt długo osobno, pocałunki które były tak idealne. I to szybsze bicie serca oraz motyle w brzuchu gdy tylko byli w pobliżu siebie. Właśnie to miało znaczenie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc bo długiej przerwie pojawił się nowy rozdział. Nie jestem z niego zadowolona. Wyszedł taki nijaki. ;/ Przepraszam za to! xx
Mam nadzieję, że następny będzie lepszy. c;
Do napisania
Mańka xx

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział XVI

             Malikowi udało się dziś skończyć pracę trochę wcześniej. Odstawił motocykl na poprzednie miejsce i wrócił posprzątać swoje stanowisko. Pozbierał z podłogi wszystkie klucze oraz śrubokręty i powkładał je do skrzynek, a smary i oleje poustawiał na półce. Sięgnął do kieszeni swojego kombinezonu i wyciągnął średniej wielkości ściereczkę, która pokryta była licznymi, zaschniętymi plamami. Wytarł w nią dłonie, zostawiając przy tym kilka kolejnych plam i z powrotem schował do kieszeni. Szybko przeszedł do szatni i jeszcze szybciej znalazł się pod prysznicem. Chciał wyjść dziś wcześniej z pracy, aby zdążyć na bitwę Liama. Co prawda pojedynek zaczynał się o dziesiątej, jednak biorąc pod uwagę porę i lokalizację klubu, Zayn mógł się założyć, że spędzi w korkach co najmniej godzinę. Zakręcił wodę, wytarł się i błyskawicznie założył swoje ciuchy. Jego jedynym problemem zostały wciąż wilgotne włosy. Zaczął energicznie pocierać o nie ręcznikiem. Kiedy włosy były suche, Malik nałożył na nie trochę żelu, aby grzywka uniosła się lekko do góry. Przyjrzał się sobie w lustrze, dopiero po chwili orientując się, że dziś się nie ogolił. Jego szczękę pokrywał delikatny zarost. Zayn przejechał po nim ręką przeklinając się w duchu. Niestety nie miał w pracy żadnej maszynki. Wziął głęboki wdech i wyszedł z łazienki. Zarzucił na siebie skórzaną kurtkę, zgasił światła, pożegnał się z innymi pracownikami i wyszedł z zakładu. Chłodne, wieczorne powietrze otuliło jego ciało. Mulat sięgnął do kieszeni kurtki po swój telefon. Odblokował go, a jego oczom ukazały się 4 nieodebrane połączenia od Lou oraz jedna wiadomość tekstowa od Liama. Ignorując próby skontaktowania się z nim Tomlinsona, otworzył sms'a od swojego chłopaka.

Od: Liam
Hey x Nadal masz zamiar przyjść? Czy może się jednak rozmyśliłeś? ;)

Do: Liam
Nie mógłbym tego przegapić ;) właśnie wyszedłem z zakładu. powinienem być na miejscu za jakąś godzinę. x
       
             Zayn podniósł wzrok z nad telefonu i przebiegł przez pasy. Nie wiedział czy iść na autobus czy może podjechać metrem. Po chwili zdecydował się na autobus. Nie żeby Zayn miał jakieś uprzedzenia, ale ostatnim razem wydawało mu się, że widział małego szczura na jednej ze stacji metra. Kiedy znów ruszył poczuł wibracje w dłoni.

Od: Liam
W takim razie, jak już będziesz blisko daj znać. Wyjdę po Ciebie :) x

Do: Liam
Okey. Mam zaraz autobus, więc kto wie, może uda mi się przyjechać wcześniej. x

             Na przystanku oprócz Malika stały jeszcze tylko dwie osoby- kobieta z dzieckiem. Chłopak ukrył się pod zadaszeniem, gdyż zaczął siąpić lekki deszcz. Zaskakująco dla Mulata autobus przyjechał o czasie i chwilę później chłopak siedział na jednym z miejsc. Jego telefon znów za wibrował.

Od: Liam
Czy to zabrzmi zbyt ckliwo jeśli napiszę, że się za Tobą stęskniłem ?

Do: Liam
Nie. Zabrzmi to uroczo.

Od: Liam
W takim razie, stęskniłem się już xx niech ten autobus jedzie szybciej c;

Do: Liam
i dobrze, bo ja też tęsknie z Tobą x a na autobus nic nie poradzę ;p

             Zayn oparł głowę o zimną szybę okna autobusu i zaczął obserwować londyńskie ulice. Mimo iż słońce dawno zaszło ustępując miejsce srebrnej tarczy księżyca, miasto wciąż tętniło życiem. Samochody tłoczyły się na ulicach powodując małe korki. Od czasu do czasu można było usłyszeć jak, któryś z niecierpliwych kierowców trąbi, prawdopodobnie chcąc być jak najszybciej w domu. Malik kochał Londyn, właśnie to uwielbiał w tym mieście najbardziej, życie. Oczywiście kochał również swoje rodzinne Bradford, jednak w porównaniu ze stolicą, było one dla niego zbyt ciche, spokojne, zupełnie nie pasowało do osobowości chłopaka. Autobus zatrzymał się z małym szarpnięciem, co sprowadziło Zayna z powrotem. Uważnie przyjrzał się, gdzie się znajduje i z zadowoleniem stwierdził, że za trzy przystanki wysiada.

***

             Malik stanął przed klubem szukając wzrokiem Liama, który miał po niego wyjść. Po niecałej minucie udało mu się zlokalizować chłopaka, który stał i energicznie do niego machał. Delikatnie się uśmiechnął i podszedł do niego składając na jego ustach szybkiego całusa. 
-Ej! Stęskniłem się, a tu tylko całus?-Payne znów złączył ich wargi, lecz tym razem w bardziej odważnym pocałunku. -Tak lepiej-wymruczał przy jego ustach, na co Zayn cicho się zaśmiał. - Chodź, wejdźmy do środka przedstawię Cię moim znajomym- szatyn złapał dłoń chłopaka i zaczął ciągnąć go w stronę wejścia do klubu.
             Zayn z zaskoczeniem stwierdził, że zaczął się denerwować. Nie przewidział tego, iż Liam zechce go przedstawiać swoim znajomym. Jasne wiedział, że będzie tam Harry, ale inni przyjaciele Payne'a ? Nawet nie wiedział kogo typować. Na akademii koło Liama zawsze kręciło się wiele osób, więc jeśli jest tam któraś z nich, raczej się nie polubią przez te szkolne stereotypy. Miał tylko nadzieję, że go nie zagryzą.
          Kiedy znaleźli się w środku Malika dosłownie wryło w ziemię. To co zobaczył przekroczyło jego najśmielsze wyobrażenia. Tak, spodziewał się mnóstwa ludzi i tak, spodziewał się dużego parkietu, ale to i tak było nic, w porównaniu z ty co zobaczył. Zayn podejrzewał, że klubie znajdują się wszyscy młodzi mieszkający w Londynie. Liam uśmiechnął się do niego pocieszająco i dał mu szybkiego całusa w policzek zanim znów zaczął ciągnąć go w tłum tańczących ciał. Przepchanie się między tymi wszystkimi ludźmi graniczyło z cudem, jednak Payne zręcznie lawirował kierując tym samym Zayna. Malik wyciągnął szyję, aby zobaczyć co jest celem szatyna i zrozumiał, że właśnie jest ciągnięty w stronę barierek, które odgradzały parkiet na lekkim podwyższeniu. Stał tam już Styles i widocznie szukał ich w tłumie. Mulat nie wiedział jakim cudem udało im się przejść za barierki nie będąc ani raz szturchniętym, a jednak udało im się. Tylko, że teraz pojawił się inny problem-znajomi Liama. Chciał mieć to już za sobą. Jego chłopak jakby to wyczuł i odwrócił się do niego nie puszczając jego dłoni. Przyciągnął go bliżej, położył jedną dłoń na jego policzku. Przejechał powoli kciukiem po jego zaroście i wpił się w jego usta.
-Wiesz jeszcze Ci dziś nie powiedziałem, że wyglądasz cholernie seksownie z brodą-Liam uśmiechnął się do chłopaka.- A teraz chodź przedstawię Cię reszcie. I uwierz nie masz się o co bać, jestem pewny, że Cię pokochają- jeszcze raz porał kciukiem policzek bruneta i złożył kolejny szybki pocałunek na jego ustach.
          Nie puszczając dłoni Zayna, Payne ruszył w kierunku grupki stojących nieopodal osób. Malik zaczął im się przyglądać i z zaskoczeniem stwierdził, że z akademii kojarzy jedynie Harry'ego. Nie umknęło również jego uwadze, że sam jest bacznie obserwowany przez przyjaciół swojego chłopaka. Wziął wdech i postarał się uspokoić.
-Zayn !-brunet zdziwił się, że Styles zawołał go po imieniu. Zawsze używał jego nazwiska.- Dobrze, że już jesteś. Wszyscy chcą cię poznać-Malik posłał pytające spojrzenie Liamowi, lecz ten jedynie uśmiechnął się do niego-Ej ludzie to jest Zayn Malik, chłopak naszego ukochanego Liama.
-Ym. Cześć-Zayn nieśmiało skinął głową.
-No więc tak-tym razem odezwał się Payne.-To jest Andy, Mazzi, Jade, Kelly, Mike i Nick. I uprzedzając Twoje pytanie, tylko Jade chodzi do akademii, reszta twierdzi, że jej nie potrzebuje.
-Ale tak naprawdę, są po prostu zbyt kiepscy, żeby się do niej dostać-Harry oparł się o ramię Liama.
-Czyżby Styles? To może zmierzymy się, co?-powiedział Andy.
-Chętnie. Podaj miejsce i godzinę.
-Błagam was, już tak nie pajacujcie-odezwała się Jade.- Lepiej ty i Liam zbierajcie swoje tyłki na scenę.
-Tak. Dobra zostawiam z wami Zayna, błagam nie wystraszcie go.
-My? Poza tym to duży chłopak, sam sobie powinien poradzić-powiedział Mike. Zayn zrozumiał, że chłopak jest do niego uprzedzony.
-Ale ja was proszę-powiedział głośniej Payne.
-Spokojnie Li, dam sobie radę-odezwał się brunet.-A teraz idź tam i pokarz kto tu jest najlepszy-sięgnął po dłoń szatyna i delikatnie go pocałował.
-No dobra zakochańce obściskiwać będziecie się później-powiedziała z uśmiechem Jade. Zayn już ją lubił.
          Liam jeszcze raz szybko pocałował bruneta i wspiął się na podwyższenie. Malik stanął przy barierce i oparł się o nią, czekając aż bitwa się zacznie. Koło niego stanął Andy, a po drugiej stronie Jade. Miał wrażenie, że już został przez nich zaakceptowany. Wszyscy z resztą wydawali się być naprawdę w porządku. Rozmawiali z nim, jakby należał od ich paczki od samego początku No może oprócz Mike. Mulat nie wiedział, czym zawinił, jednak postanowił się tym nie przejmować.
-Liam mówił, że jesteś malarzem- zaczepił go Andy.
-Um. Początkującym, tak.
-Zazdroszczę. Nigdy nie lubiłem plastyki, bo moje rysunki nigdy nie przypominały tego czym miały być.
-Wiesz to nie jest aż tak trudne.
-Dla mnie jest. A ty tylko malujesz farbami? Wybacz, że tak wypytuje, ale jeszcze nigdy nie miałem styczności z artystą.
-Nie. Na zajęciach uczymy się różnych technik. Rysujemy, szkicujemy, malujemy. Używamy tak naprawdę wszystkiego czego się da. Są nawet zajęcia na których uczą nas jak posługiwać się sprayami.
-Naprawdę? Uczą was tam robić graffiti?
-Um. No tak.
-Musisz być genialny.
-Czy ja wiem. Chcesz zobaczyć moje prace?
-Masz je przy sobie?-Andy wydawał się być szczerze zaskoczony.
-Powiedzmy, że zawsze je mam NA sobie.
-Co?-jednak gdy Zayn zdjął kurtkę i podwinął rękawy chłopak zrozumiał o co mu chodziło.-Stary, sam zaprojektowałeś te tatuaże?-brunet tylko skinął głową.-Zajebiste są! Ej człeki patrzcie, Zayn sam zaprojektował swoje tatuaże!
          Nagle wszyscy(oprócz Mike'a) otoczyli Zayna i zaczęli przyglądać się jego rękom. I chyba właśnie w tamtym momencie, Malik stwierdził, że on ich naprawdę lubi. Kiedy tak rozmawiali o swoich tatuażach, znajomi Liama i Harry'ego również mieli kilka, muzyka w klubie ucichła, a z głośników rozbrzmiał męski głos.
-Witamy wszystkich obecnych. Jak pewnie wiecie, ostatnio Sam oraz Max rzucili wyzwanie Liamowi i Harrry'emu. Dziś będziemy mogli podziwiać ich walkę. Nie ukrywam ja już mam swój typ, jednak wszystko może się wydarzyć. Oczywiście sędziowie muszą być obiektywni co do swojej oceny. Chłopcy jesteście gotowi? W takim razie zaczynamy! Niech wygrają najlepsi!
          Głos mężczyzny ucichł, a jego miejsce zastąpiła muzyka. Zayn w chwilę wsłuchał się w bit i rozpoznał w nim ' Tsunami '. Bitwę zaczęli Sam i Max. Malik przyglądał im się z zaciekawieniem. Musiał przyznać byli dobrzy, bardzo dobrzy. Jednak nie wątpił w to, że Liam z Harry'm są od nich lepsi. Nie pomylił się. Gdy przyszła ich kolej, zupełnie zmietli rywali. To co robili ze swoimi ciałami było niesamowite. Te wszystkie podnoszenia, salta i cała reszta, której Zayn nie umiał nazwać wprawiała w zachwyt. W pewnym momencie Liamowi rozdarła się koszulka i wszyscy mogli podziwiać jego idealnie umięśnione ciało. Malik nie mógł od niego oderwać wzroku. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że muzyka ucichła i obie pary czekają na werdykt jury.
-Kto ich ocenia?-spytał Jade.
-Widzisz tą rampę tam na górze?-brunet skinął.-Siedzą tam trzy osoby. Najlepsi tancerze Londynu.
-Najlepsi? A na jakiej podstawie?
-Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Są niesamowici. Kto wie, może jak zaczniesz tu przychodzić to kiedyś uda ci się zobaczyć ich w akcji-uśmiechnęła się do niego.-O wstali, zaraz dowiemy się kto wygrał.
          Mężczyzna z środka, wysoki murzyn, wyciągnął dwie ręce przed siebie, z dłońmi zaciśniętymi w pięści. Zayn aż usłyszał jak wszyscy zamierają w oczekiwaniu na wyniki. Sam przestał oddychać, a Jade i Andy mocno ścisnęli go za dłonie. Murzyn pokazał dwa kciuki, jeden skierowany ku górze, a drugi ku dołowi. Ten pokazujący górę był po stronie Liama i Harry'ego. Klub oszalał. Malik poczuł jak ktoś go obejmuje, to była Jade. Później dołączył do nich Andy i cała reszta. Zaczęli skakać, a brunet w samym środku tej plątaniny zaczął się śmiać. Wychylił lekko głowę by spojrzeć na scenę. Styles właśnie znajdował się na placach Payne'a, który biegał po całym parkiecie. Wygrali. Z głośników znów popłynął głos mężczyzny.
-Haha. Tak jak myślałem! Wciąż niepokonani! Li, Hazz, gratuluje chłopaki! Pokazaliście tym knypkom jak się tutaj tańczy. Dobra robota!
        Ludzie znów zaczęli klaskać. Zayn wyplątał się z objęć przyjaciół swojego chłopaka i podszedł bliżej barierki. Chwilę potem Liam zeskoczył ze sceny i szybko do niego podbiegł.
-Gratuluję-tylko tyle zdążył wypowiedzieć Malik, zanim szatyn zachłannie wpił się w jego usta.
       Później otoczyła ich reszta i dołączył do nich Harry. Zaczęły się uściski i poklepywania. Wszyscy krzyczeli, że byli pewni ich wygranej. A Mulat stał tam, wciśnięty plecami w swojego chłopaka i już wiedział, że zacznie przychodzić tu częściej. Liam znów pocałował go w policzek, a potem pociągnął na parkiet. Malik dał mu się poprowadzić. I tak przyciśnięci do siebie, tańcząc, całując się oraz śmiejąc spędzili resztę tej nocy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wow ponad 2000 wejść! Jesteście niesamowici! Dziękuję Wam bardzo! <3
Przepraszam, że rozdział teraz. Miał być przed świętami, ale miałam 60 osób w domu, więc miałam trochę pracy c; Dziękuję za każdy komentarz, który zostawiacie. Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. ;3
Do napisania.
Mańka xx

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział XV

         Liam i Zayn przytulali się już od dłużej chwili w milczeniu, ciesząc się jedynie tym co miało miejsce sekundy temu oraz swoją bliskością. Tą jakże wspaniałą chwilę popsuł telefon Malika, a dokładnie dźwięk sms'a. Z cichym jęknięciem chłopak wyplątał się z objęć tancerza i wyciągnął komórkę z kieszeni skórzanej kurtki.
- To Lou - wyjaśnił widząc zaciekawione spojrzenie młodszego chłopaka.- Pyta się czy zamierzam nocować dziś w domu- dodał lekko speszony. - Myślę, że muszę się już zbierać.
-Taak- odparł Liam, nie ukrywając iż nie jest z tego faktu zadowolony.
-Widzimy się jutro po mojej pracy czy już w poniedziałek na zajęciach ?- zapytał Mulat, chcąc aby odpowiedzią szatyna było jutro.
-Um. Jutro, chciałbym Zee ale...
-Nie jasne, nie było pytania- brunet zaśmiał się sztucznie, próbując ukryć swoje zakłopotanie.
-Czekaj, pozwól mi dokończyć. Chciałbym się jutro z Tobą spotkać, naprawdę. Jednak obiecałem już coś Harry'emu.
-Rozumiem.
-Właśnie, że nie. Słuchaj po prostu mam jutro bitwę o dziesiątej.
-Co ?
-Bitwę, ale nie chodzi tu o jakąś uliczną bójkę.
-Czy mógłbyś mi to jakoś sprecyzować ?
-Hym... Oglądałeś kiedyś film typu Step Up ? - Malik skinął lekko głową.- W takim razie widziałeś te... pojedynki na taniec- kolejne siknięcie.- Jutro mam z Harry właśnie coś w tym stylu-dokończył niepewnie, nie będąc pewnym jak zareaguje na to Zayn, który w tym momencie miał rozdziawione usta.
-Czekaj chcesz mi wmówić, że takie bitwy są organizowane naprawdę ? Tu ? W Londynie ?
-Tak.
- I ty ze Styles'em bierzecie w nich udział ?
-Od kiedy tylko przyjechaliśmy do tego miasta.
- I jedna z nich jest jutro ?
- Tak.
- W którym klubie ?
- Co ?- to pytanie zupełnie zbiło Payne'a z tropu.
-W którym klubie, będziecie jutro ' walczyć '- Zayn zrobił w powietrzu znak cudzysłowowa.
-Um. W Black Hell. Ale po co Ci to ?
-Chcę pokibicować mojemu chłopakowi-Malik zniżył głos i lekko przysunął się do szatyna. - Chyba, że mnie tam nie chcesz ?
-Chcę- tylko tyle zdążył wypowiedzieć tancerz, zanim usta jego chłopaka zaatakowały jego w kolejnym długim i namiętnym pocałunku
***
             Zayn nawet nie starał się być cicho, gdy wchodził do mieszkania. Wiedział, że jego przyjaciele czekają, aż im wszystko zrelacjonuje. Szybko ściągnął skórzaną kurtkę i ruszył do kuchni, gdzie spodziewał się zastać się Louis'ego i Nialla. Chciał mieć to już za sobą i móc iść spać. Tak jak przewidział chłopcy byli w kuchni, Tomlinson siedział przy stole, a Horan na kuchennym blacie. Obaj trzymali w dłoniach kubki z gorącą cieczą. Biorąc pod uwagę godzinę Zayn obstawiał iż jest to herbata. 
-No więc Malik, jak tam randka ?-zaczął Lou.
-Udana, nawet bardzo.
-Och to ja wiem. Wystarczy spojrzeć na Twoje rumieńce.  
-Skoro wiesz to po co pytasz ?
-Jezu Zayn jesteśmy ciekawi !- wybuchł Niall i zeskoczył z blatu.-Gdzie cię zabrał ?
-Um. Do knajpki. A potem do parku.
-Czyli, że nie musimy iść na rozmowę z Payne'em ?
-Nie. I błagam nawet nie próbujcie straszyć mi chłopaka !
-Czekaj, wróć. Chłopaka ?
-Ugh. No tak-Zayn lekko się speszył, a jego przyjaciele zamilkli.- Przestańcie.
-Ale co mamy przestać ?- zapytał nadal zszokowany Niall.
-No to. Nie wiem jak wy to robicie, ale krępuję się przy was mówiąc o Liamie. Nigdy tak nie miałem...
-Kochany to się nazywa zakochanie-odparł ze śmiechem Louis.
-Eh... Chyba masz rację Lou.
***
             Liam cicho wkradł się do mieszkania. No może nie do końca cicho, gdyż oczywiście klucze musiały upaść mu na podłogę z dosyć głośnym dźwiękiem. Mruknął pod nosem, podniósł je i odłożył na szafkę. W przedpokoju widział niebieskie światło telewizora, który najwidoczniej był włączony w salonie. Czyli Harry na niego czekał. Zanim jednak szatyn zdecydował się pójść do przyjaciela oparł się o ścianę. Zamknął oczy i wziął głęboki wdech. Gdy jego powieki podniosły się, napotkał swoje odbicie w lustrze. Chociaż nie był to ten sam Liam, którego widział w tafli szkła przez ostatnie miesiące. Ten teraźniejszy miał rumieńce na policzkach i to nie z powodu treningów. Miał też bardziej pogodne oczy i nawet pomimo otaczającej chłopaka ciemności z łatwością mógł zauważyć tą zmianę. I to właśnie chyba w jego oczach była ona najbardziej widoczna. Tancerz włożył dłoń w zmierzwione przez Zayna włosy i trochę je poprawił. I znów to samo. Gdy jego myśli skierowały się na malarza jego oczy znów zrobiły tą dziwną rzecz-jakby rozbłysły. Liam przypomniał sobie co dziś powiedział mu Ethan.
        Gdy Payne opiekował się dzisiejszego popołudnia chłopcem usłyszał coś zaskakującego. Czterolatek zawzięcie coś rysował na swojej kartce, co jakiś czas spoglądając na szatyna. Liam zaciekawiony jego zachowaniem podszedł do niego i spojrzał na rysunek. Ethan szybko jednak odwrócił papier i przytrzymał go swoimi malutkimi dłońmi.
-Czemu nie chcesz mi pokazać swojego rysunku ? Założę się, że jest genialny- szatyn przykucnął przy chłopcu.
-Nie, nie jest. Chciałem narysować Ciebie-odparł lekko speszony malec.
-Przecież już nie raz to robiłeś i wychodziło Ci to znakomicie.
-Ale teraz jesteś inny.
-Inny ?
-Tak. Jakbyś zaraz miał wybuchnąć światłem. I nie umiem tego namalować- Ethan spuścił głowę.
          Właśnie teraz, przyglądając się swojemu odbiciu Liam zrozumiał malca. I co więcej, zdawał sobie sprawę, że to wyłącznie zasługa Zayna. Od kiedy zaczęli się spotykać, zaszła w nim zmiana. Szatyn uśmiechnął się. Zayn był jego chłopakiem, a przyjemne sannie w żołądku i świecące oczy jasno dawały mu do zrozumienia- zakochał się.
          Liam wszedł do salonu oczekując, że lada chwila Harry zasypie go pytaniami. Wszedł do salonu, jednak nic takiego nie miało miejsca. Owszem telewizor był włączony i Liam zauważył, że właśnie kończył się jakiś brazylijski serial, do których jego przyjaciel miał małą słabość. Styles również znajdował się w salonie, lecz już nie oglądał tylko spał na kanapie. Payne cicho zaśmiał się pod nosem i sięgnął po pilota, który leżał na brzuchu Harry'ego. Wyłączył telewizor i najwolniej jak potrafił wsunął jedną rękę pod plecy, a drugą pod nogi Styles'a i delikatnie go podniósł.
-Li-wymruczał w półśnie.- Wróciłeś.
-Wróciłem. A ty usnąłeś na kanapie. Znowu.
-Ale na szczęście mam takiego wspaniałego przyjaciela, który zaniesie mnie do mojego wygodnego łóżeczka- Harry wtulił się w ramię szatyna.
-Nie wiem na czyje szczęście.
-Randka się udała ?
-Bardzo.
-Wylewny to ty nie jesteś.
-A ty przytomny-Liam ułożył przyjaciela na łóżku.- Jutro przyjdzie do klubu.
-Do klubu ?
-Tak. Chce nam pokibicować.
-Payno, czy ty wiesz co zrobiłeś ?
-Co ?
-Zmusiłeś malarza aby przyszedł na taneczny pojedynek.
-Wcale go nie zmusiłem. Sam chciał.
-Sam ?
-Tak.
-To nie jest normalne.
-My nigdy nie byliśmy normalni Hazz.
-Czyli już nie jesteś wolny ?
-Nie. Mam chłopaka Harry.
-Oo. No i ?
-Co ' No i ' ?
-Jesteś szczęśliwy ?
-Jestem-odparł po chwili, a uśmiech znów wykwitł na jego twarzy. Zresztą jak za każdym razem gdy pomyślał o Zaynie, jego chłopaku.
-To dobrze. W takim razie ja też jestem. Kocham Cię Li-wyszeptał już do poduszki i zaraz na powrót zasnął.
-Też Cię kocham Harreh-Liam przykrył przyjaciela kołdrą, dał mu szybkiego całusa w czoło i opuścił jego pokój.
***
              Zayn zaspał. W sumie jakoś go to nie dziwiło. Szybko skompletował swój strój. Ciemne rurki, białą bokserkę oraz koszulę w czarno-czerwoną kratę. W locie złapał kubek z kawą, który podstawił mu Niall oraz zgarnął jabłko z koszyka z owocami.
-Wracasz po pracy czy znów wybywasz z Payne'em ? -dobiegł go głos Louis'ego.
-Um. Idę do klubu.
-Co ? Zayn nie żeby coś, ale jutro jest poniedziałek-chłopak pojawił się w korytarzu.
-Tak, wiem. Ale Li ma dziś pojedynek i chcę mu trochę pokibicować-wzruszył ramionami i wsunął ręce w rękawy swojej skórzanej kurtki.
-Matko Zee jaki znów pojedynek ? Nie rozumiesz, że nie możesz się znów wkopać w takie towarzystwo ! Myślałem, że już to przerabialiśmy. Myślałem, że do Ciebie dotarło, że to nie jest sposób na życie !
-Kurwa Louis ! Nie wlazłem znów w to bagno ! Chodzi o cholerny taneczny pojedynek ! Rozumiesz ? Taneczny ! Nie jestem idiotą !
-Jezu Zayn tak mi...
-Nieważne. Wiesz miło, że tak bardzo mi ufasz. Cześć- Zayn złapał swoje klucze oraz paczkę papierosów. Gdy tylko wyszedł z klatki zapalił jednego papierosa, który zamienił się w drugiego i tak dalej. W niecałe 10 minut Malik wypalił połowę paczki. A przecież miał ograniczyć. Ale nie umiał inaczej poradzić sobie ze złością. Wszedł do zakładu mrucząc tylko jakieś powitanie i zniknął na zapleczu przy swojej szafce. Na szczęście większość jego złości zdążyła powoli wyparować. Nie mniej jednak lekki ból nadal kołatał mu się o serce. Czemu Louis mógł nawet pomyśleć, że Malik wrócił do dawnego życia. Przecież znają się od dziecka, powinien chyba zrozumieć, że Mulat skończył z tym gównem. Zrozumiał swój błąd i nie popełni tego nigdy więcej. Tak trudno było uwierzyć, że Zayn się zmienił ? Chłopak aż za bardzo był świadomy ile krzywd wyrządził innym. A jednak zwątpienie Lou uświadomiło mu, że choć z tym skończył, to zawsze będzie częścią jego historii i nie ucieknie od tego.
     Malik lekko potrząsnął głową. To nie był czas na rozpamiętywanie przeszłości. Ma teraz pracę do zrobienia, później idzie zobaczyć jak Liam wygrywa. Nie miał nawet żadnych wątpliwości, że jego chłopak i jego przyjaciel rozniosą konkurencje. Co z tego, że nie znał ich przeciwników ? Co z tego, że nigdy nie widział czegoś takiego. Był aż nazbyt pewny ich zwycięstwa. I już nie mógł się doczekać, kiedy to zobaczy. Kto wie, może nawet uda mu się przygotować jakąś nagrodę dla chłopaka. I tak myśl o Liamie zupełnie przegoniła zły nastrój Zayna.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc mamy kolejny. Chcę wam wytłumaczyć moją nieobecność. Trochę to zabrzmi jakbym się usprawiedliwiała i możliwe, że użalała nad sobą, ale mam nadzieję, że nie odbierzecie tego źle. Chodzi o to, że ostatnimi czasy mam dosyć spore kłopoty z kręgosłupem, więc większość czasu spędzam na wizytach u różnych lekarzy. Dziś też idę. Jednak chciałam opublikować tu rozdział przed mikołajkami, które są jutro. Tak więc... TA DAM ! i oto mamy kolejny rozdział. :)
A z okazji, że jutro są Mikołajki życzę Wam masy prezentów pod poduszkami ! xx
Ja pomimo moich 16 lat już się nie mogę doczekać. Ale dla mnie teraz ważniejszy jest po prostu ten niesamowity nastrój, jaki panuje 6 grudnia :3
Jeszcze raz udanych Mikołajek i do napisania !
Mańka. x

czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział XIV

           Zayn po raz pierwszy od tygodnia mógł stwierdzić, że nawet się wyspał. Nie było żadnego denerwującego budzika o 6:30, ani wpadającego Nialla czy Louisa, przeraźliwie krzyczących na niego, że znów się spóźnią na zajęcia. To naprawdę było przyjemne. Leniwie uniósł jedną powiekę i spojrzał na zegarek. 9:10, a on nadal w cieplutkiej pościeli. Przerzucił się na drugi bok i jasne promienie słoneczne padły na jego policzek. Leżał tak jeszcze chwilę, aż wybudził się do końca, a wspomnienia wczorajszego wieczoru wróciły niczym bumerang. Uśmiech mimowolnie przyozdobił jego twarz. Za niecałe 12 godzin ma randkę z Liamem. Wystarczyło, że Mulat tylko o tym pomyślał, a jego ciało ogarnęło niezrozumiałe ciepło.
          Z cichym westchnięciem odgarnął kołdrę na bok ze swojego ciała. Poszedł do łazienki, wziął szybki prysznic, wykonał poranną toaletę i owinięty w pasie błękitnym ręcznikiem, wrócił do swojego pokoju. Podszedł do szafek z ciuchami i wszystkie otworzył. W jego głowie znajdowało się teraz tylko jedno, dosyć absurdalne pytanie. A było nim ' w co ja mam się do cholery ubrać ?! '. Zayn wyklinał siebie w myślach. Czuł się niczym czternastoletnia dziewczyna, która idzie na randkę po raz pierwszy. Niestety nie umiał nic na to poradzić. Tak właśnie dział na niego Liam Payne, jak na po raz pierwszy zakochaną nastolatkę. Malik na chwilę zastanowił się czy słowo ' zakochana ' do niego pasuje. I tu zaczął się jeszcze większy mętlik. Bo czy Zayn był zakochany w tancerzu ? Podobał mu się, co do tego nie było żadnych wątpliwości. Bez problemu mógł przyznać, że był zauroczony w tym chłopaku o sarnich oczach. Ale czy był zakochany ? Czuł te głupie motylki w brzuchu, gdy go całował, ba nawet gdy o nim pomyślał ! A jego ciało reagowało na Liama w zupełnie inny, nieznany, ale i przyjemny sposób. Po mimo tego nie mógł jeszcze z pełnym przekonaniem wyznać sobie, że jest zakochany. To wszystko trwa zbyt krótko, a i tak imponujące jest to, że Payne'owi udało się tak szybko wkraść w łaski Malika. Zaynowi naprawdę ciężko było zaufać nowym osobom. Tak właściwie w pełni ufał jedynie Louisowi, Niallowi i kiedyś swojej mamie, ale to było kiedyś. Kiedyś, gdy jeszcze miał kochającą go rodzinę. Tatę, mamę, siostry... Wtedy wszystko wydawało się łatwiejsze, a teraz Mulat był aż nazbyt świadomy, że nigdy to nie wróci. A to wszystko przez jego błędne wybory, przez jego cholerną lekkomyślność i głupotę, które ciągną się za nim po dziś dzień. Teraz ma tylko Lou i Horana.
***
             Zayn zdecydował się, że ubierze na siebie czarne spodnie i białą koszulkę z napisem ' Cool kids don't dance ' ( nie on wcale nie chciał podrażnić się z Liamem, wcale... no może troszeczkę ). Włosy zostawił z oklapniętą grzywką na czole. Zegarek na stoliku natarczywie upominał go, że została mu niecała godzina do wyjścia. Rzucił jeszcze ostatnie spojrzenie w lustro, zgarnął telefon i udał się do kuchni. Jak się spodziewał Niall już w niej urzędował odziany tylko w swoje białe bokserki.
-Ubrałbyś się- mruknął Malik do przyjaciela i sięgnął po swój kubek, aby nalać do niego kawy.
-Wolność Tomku w swoim domku- odparł Irlandczyk i wystawił język. - Późno wczoraj wróciłeś.
-Um. No tak- Zayn upił trochę z kubka, aby zyskać więcej czasu na odpowiedź. Był w pełni świadomy, że Horan oczekuje od niego pełniej odpowiedzi, i że nie uda mu się od tego wywinąć.- Po skończonej pracy Liama poszliśmy jeszcze do kawiarni i...
-No właśnie gdzie pracuje Payne ? W jakimś klubie ze striptizem ?- Niall chwycił się za gumkę od bokserek i wykonał coś, co jego zdaniem było tańcem erotycznym.
-Nie- Mulat wydusił przez salwę śmiechu.- On pracuje w hospicjum.
-Hospicjum ?- dobiegł ich głos trzeciego lokatora, który wkroczył do kuchni ze strasznie potarganymi włosami.
-Tak. Opiekuje się tam jednym chłopcem, Ethanem. Zabawny maluch.
-Czyżby nasz Zayney bawił się wczoraj w dom ?
-Och zamknij się Lou. Ten chłopczyk jest poważnie chory.
-No dobra, ale coś mówiłeś o kawiarni- upomniał go Irlandczyk.
-A tak, no więc poszliśmy jeszcze do kawiarni i odprowadziłem go i... - Zayn ociągał się z odpowiedzią, nie wiedział, że będzie dla niego to aż tak krępujące. Poczuł jak na jego policzki wkradają się różowe rumieńce.
-I ? Nosz Zee ! Wyduś to z siebie - ponaglał blondyn.
-Niall czekaj !- zawołał Tomlinson. - Spójrz ! On się rumieni ! On nigdy się nie rumieni ! Oni się całowali !- Louis krzyczał już z całych sił, powiększające się rumieńce Malika oraz jego ciche stęknięcie i uśmiech, tylko go upewniały w tym, że ma racje.
-Cholera Lou nie musi wiedzieć o tym cała dzielnica- mruknął lekko zażenowany Zayn, jednak uśmiech nie schodził z jego twarzy, tak samo jak z twarzy jego przyjaciół. - A i po pracy idę z nim na randkę.
            Zayn szybko pochłonął śniadanie, kanapki przygotowane przez Horana, ubrał swoje białe martensy i skórzaną kurtkę, sprawdził czy ma telefon i klucze i wszedł z mieszkania. Jego policzki nadal były lekko różowe. Miał nadzieję, że zanim dotrze do pracy rumieńce znikną całkowicie. Przystanął na chwilę przy pasach, jednak nie musiał długo czekać na zielone światło. Przebiegł na drugą stronę i po minucie znalazł się w warsztacie. Ruszył do swojej szafki i przebrał w swój uniform, a właściwie to co było uniformem, zanim Malik nie przerobił tego po swojemu. Nogawki czarnego kombinezonu miały na kolanach dwie dziury, które wytarły się od ciągłej pozycji w pracy. Góra natomiast to była już zupełna inwencja twórcza Mulata. Długie rękawy zniknęły, a jedynym śladem po nich był postrzępiony materiał przy ramionach. Na plecach i piersiach znajdowały się przeróżne rysunki, które oczywiście wykonał Malik. Szef Zayna nie był na początku zbyt przyjaźnie nastawiony do tych zmian, jednak w końcu zrozumiał i zaakceptował fakt, iż brunet jest bardziej artystą niż mechanikiem.
           Malik zatrzasnął szafkę i ruszył do swojego stanowiska, gdzie tydzień temu zostawił motocykl z zepsutym modułem. Przysunął do siebie potrzebne narzędzia i wziął się do pracy, zupełnie się w niej zatracając. Chociaż może nie do końca, bo jakiś głosik z jego głowy co jakiś czas przypominał mu o spoglądaniu na zegarek, aby sprawdzić ile czasu zostało mu do spotkania z Liamem.
***
            Zayn dziękował w duchu, że ich szef wyposażył zakład w małą łazienkę z kilkoma kabinami prysznicowymi. Po raz ostatni przetarł włosy ręcznikiem, choć wiedział, że są już suche. Sięgnął po grzebień, który zawsze miał w swojej szafce i rozczesał lekko splątane włosy. Gdy w końcu się ogarnął, na zegarku wybiła 09:01. Chłopak wziął głębszy wdech i posłał sobie w lustrze zdenerwowane spojrzenie. Cały dzień czekał na tą randkę, a teraz co ? Panikuje ? Przecież to nie w jego stylu. Brunet był poważnie przerażony tym, co wyprawiał z nim Payne. Jeszcze kilka wdechów i wydechów. Schował dłonie w kieszeniach skórzanej kurtki. Nie chciał żeby Liam zobaczył, że mu drżą. Ostatnie spojrzenie w taflę szkła. Dasz radę Malik, pocieszał się w myślach. Pchnął drzwi, już nie było odwrotu. Liam czekał na niego kilka metrów dalej, a jego usta ułożyły uśmiech na widok bruneta. Zayn również to zrobił, zupełnie tego nie świadomy, to była chyba już jego naturalna reakcja na Payne. Powoli podszedł do tancerza, modląc się, aby nie było widać jak bardzo trzęsą mu się nogi.
-Hey-Liam nieznacznie nachylił się aby złożyć delikatny pocałunek na policzku Mulata. 
-Hey- Zayn musiał odchrząknąć, aby jego głos znów brzmiał normalnie.
-Fajna koszulka- szatyn parsknął śmiechem i  właśnie to rozwiało wszystkie wątpliwości Zayna.
-Wiedziałem, że Ci się spodoba- mruknął nieco zniżonym głosem.
-Czyżbyś mnie w tej chwili uwodził ?
-Może- szepnął tuż przy ustach Payne, a chwilę później złożył na nich pocałunek.- To gdzie mnie zabierasz ?
-Pomyślałem, że po całym dniu pracy możesz być trochę głodny...- Liam lekko się spiął.
-Tak masz rację umieram z głodu-odparł Malik, a tancerz rozluźnił się.
-W takim razie jest pytanie.  Na jaką kuchnię masz ochotę ? Włoską, francuską, chińską, indyjską, a może jakąś inną ?
-Hymm... Zdecydowanie mam ochotę na kuchnie włoską.
   Zayn uśmiechnął się, kiedy palce Liama otarły się o jego. A gdy lekko je złapał, szatyn poprawił ich uchwyt. Może to było głupie z ich punktu widzenia, ale w tamtym momencie obaj stwierdzili, że ich dłonie pasują do siebie idealnie.
***
             Po udanej kolacji, chłopcy wylądowali w pobliskim parku. Znów trzymali się za ręce i żaden nie myślał, że mogłoby być teraz inaczej. Po pewnym czasie postanowili usiąść na trawniku i dłużej przyjrzeć się nocnemu niebu Londynu. Właściwie to Zayn poprosił o to Liama, mówiąc jaki niesamowity mógłby powstać obraz. Liam uwielbiał słuchać, jak brunet opowiada o swojej pasji. Mówił to z takim oddaniem i przejęciem. I choć Payne nie rozumiał większej połowy z tego co słyszał, bo niby skąd miał wiedzieć jakie płótno lepiej nadaje się pod farby akrylowe ? A właściwie trzeba by zacząć od tego co to w ogóle są farby akrylowe ? Jednak w tej chwili mu to nie przeszkadzało, mógł tego słuchać, bo mówił to Zayn. Miał ochotę go pocałować, nie chciał jednak mu przerywać wypowiedzi, więc siedział tam i czekał. Aż w końcu Mulat skończył i przeniósł swoje spojrzenie na niego i Liam już nie umiał dłużej się powstrzymywać. Szybko przysunął się bliżej i złączył ich wargi. Malik niemal natychmiast oddał pocałunek. Szatyn nie rozumiał, dlaczego za każdym razem ich pocałunki były niby takie same, a jednak zupełnie inne, jakby wszystkie były wyjątkowe, niepowtarzalne. 
***
               Około drugiej nad ranem dotarli pod mieszkanie Zayna oczywiście trzymając się za ręce. Na zmianę obdarowywali się pocałunkami, dopóki Liam nie odsunął się delikatnie.
-Zayn ?- szepnął.
-Tak Li ?
-Tak właściwie co my teraz robimy ?
-Myślę, że całujemy.
-Nie o to mi chodzi Zayn. Chodzi mi o to co jest między nami ?
-Uh... A ty co byś chciał żeby było ?
-Cholera, boję się. Boję się, że mnie wyśmiejesz- Liam w dalszym ciągu szeptał.
-Nie bój się, nie zrobię tego-brunet przyłożył swoją dłoń do policzka chłopaka.
-Okey. Czy... czy ty... czy ty chciałbyś być moim chłopakiem ?
-Chciałbym być- szepnął, a następnie złączył ich usta w kolejnym pocałunku. Innym niż wszystkie, gdyż w nim nie było niepewności, a sama radość. I to chyba właśnie wtedy Zayn mógł już przyznać się przed sobą, że Liam go złamał. Zajęło mu to ledwie niecały tydzień. Musiał mu przyznać, że był cholernym spryciarzem. Niecały tydzień, a Zayn już był w nim zakochany.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest kolejny ! Więc nie wiem jak mam Was przepraszać za te długie przerwy, ale chyba niestety nie dam rady szybciej publikować. Przepraszam :c
Mam nadzieję, że w miarę Wam się spodoba rozdział. I bardzo proszę, zostawcie o sobie ślad w formie komentarza, bo to one dają mi największą motywację do dalszego pisania ;3 x
Mańka xx

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział XIII

             Zayn odsunął się nieznacznie od Liama. Był w lekkim szoku, dodajmy, że w bardzo pozytywnym, lekkim szoku. Powoli otworzył oczy a na jego twarzy wykwitł uśmiech. Szatyn nadal stał z przymkniętymi powiekami i starał się unormować oddech. Brunet nie mógł się na niego napatrzeć, był taki piękny w tym momencie. Jednak nadal bał się co powie Payne. Malik ciągle nie wiedział jak chłopak zareaguje, bo co z tego, iż oddał pocałunek ? No i co z tego, że za drugim razem to on złączył ich usta ? Nic, bo to nie zmieniało faktu, że to Zayn był tym, który pierwszy pokonał odległość między nimi, to on pierwszy pocałował szatyna. I teraz stojąc parę centymetrów przed nim, nie umiał rozgryźć wyrazu, jaki przybrała twarz tancerza. W Maliku kłębiło się wiele myśli, które nieudolnie próbował stłumić. Jednak wszystkie scenariusze właśnie przebiegały mu przed oczami. Była opcja pierwsza, według której Liam mówi żeby o tym zapomnieli. Wersja druga- Liam krzyczy na niego i wyzywa od pedałów i mówiąc, żeby więcej się do niego nie zbliżał. No i była jeszcze trzecia wersja. Niewątpliwie najbardziej przez Zayna wyczekiwana, ale zarówno w niej pokładał najmniej nadziei. Payne mówiący, że chciałby to jeszcze powtórzyć.
             Ciche chrząknięcie wyrwało Mulata z kłębu jego obaw. Liam znów miał otwarte oczy i lekki uśmiech. Zayn wziął to za dobrą kartę. Może nie będzie tak źle ? Zauważył, że Payne chce coś powiedzieć, więc wziął głęboki wdech i czekał na to co usłyszy.
-To co się tu przed chwilą stało...-szatyn zaczął jednak Malik wpadł mu w słowo.
-Wiem, nie powinienem, przepraszam. Więcej się to nie powtórzy.
-W takim razie szkoda.
-Tak. Zaraz co ?- oczy Zayna rozszerzyły się ze zdziwienia. Nie, to przecież nie oznacza...
-Podobało mi się to Zayn- Liam przybliżył się, zmniejszając odległość, która ich dzieliła.- Cieszę się, że to zrobiłeś, bo ja nie miałbym na tyle odwagi. Nie po tym co zrobiłem Ci w zeszył roku- pokręcił głową, nie umiejąc sobie z tym poradzić.
-Hey- Mulat szepnął i niepewnie położył dłoń na policzku chłopaka. - Ja też nie zachowywałem się w porządku. Obaj mamy coś na sumieniu, ale chyba możemy to sobie wybaczyć i zacząć od nowa, co ?
-Myślisz, że umiałbyś mi wybaczyć ?-w głosie szatyna pojawiła się nadzieja.
-Liam ja już Ci to wybaczyłem- odparł cichutko się śmiejąc.- Gdybym tego nie zrobił, czy stałbym tu, w mrozie, prawie o północy i skradał pocałunek ?- Payne delikatnie się uśmiechnął, a na jego policzkach pojawił się róż.
-Chyba nie- Liam spojrzał w oczy Malika. Nie kłamał. Wybaczył mu, a z serca tancerza spadł niewidzialny kamień poczucia winy. - W takim razie, pora żebym ja zebrał w sobie odwagę- lekko odchrząknął. - Zayn może chciałbyś wyjść gdzieś jutro ze mną po Twojej pracy ?
-Czy zapraszasz mnie na randkę ?
-Um... Tak.
-W takim razie z wielką chęcią.
-Wpadnę po Ciebie o dziewiątej do Twojej pracy, dobrze ?
-Dobrze- Zayn starał się ukryć, jak wielkie zadowolenie ogarnęło go, ponieważ Liam pamiętał o której kończy.
-Tylko gdzie ty pracujesz ?
-Uh. Nie mam tak szlachetnej pracy jak ty. Pracuję przy naprawie motocyklów. W zakładzie mechanicznym naprzeciw akademii.
-Naprawdę ? To niesamowite ! Znaczy zawsze chciałem przejechać się na takiej maszynie.
-Kto wie, może teraz będziesz miał w końcu okazję ?
-W takim razie, będę na Ciebie czekał jutro o dziewiątej koło zakładu-Liam nieznacznie przybliżył się, zmniejszając odległość między nimi.
-Nie mogę się doczekać- szepnął brunet i pokonał ostatnie dzielące ich centymetry, łącząc ich wargi w kolejnym tej nocy pocałunku.
             Ten pocałunek różnił się od poprzednich dwóch. Był mniej niepewny i bardziej namiętny. Ich języki przyjemnie się o siebie ocierały, a usta idealnie do siebie pasowały. Przez głowę Mulata przebiegła myśl, że mógłby tak zostać na wieki. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale po raz pierwszy czuł w brzuchu przyjemne łaskotki, tak jakby przysłowiowe motyle właśnie obudziły się od życia i miały ADHD.
***
             Po dosyć długim pożegnaniu z Zaynem, Liam w końcu dotarł do mieszkania. Miał cichą nadzieję, że Harry już śpi. Chciał iść prosto do łóżka i przemyśleć parę spraw. Jednak gdy tylko zakluczył drzwi Styles magicznie zmaterializował się w przejściu do salonu. 
-Nie żebym był twoją matką Payne, ale wiesz która godzina ? Martwiłem się o ciebie !
-Jesteś pewien, że jednak nie jesteś moją mamą ?
-Och daj spokój. Mów lepiej gdzie i z kim byłeś.
-Zabawny jesteś-Liam wyminął przyjaciela i poszedł do kuchni po butelkę wody.-Ja mam Ci się spowiadać, a ty nadal nie powiedziałeś mi co robiłeś wczoraj do pierwszej.
-Czyli jeśli ja powiem, ty też powiesz ?
-Tak. Tak mniej więcej wygląda twoja sytuacja.
-Ugh, no okey. Ale to nie jest nic nadzwyczajnego.
-Nadal czekam.
-Po prostu straciliśmy z Lou rachubę czasu. Ot cała historia.
-Hazza. Mały głupiutki Hazza. Myślisz, że Ci uwierzę, że nie zorientowaliście się, iż jest pierwsza nad ranem ? Błagam.
-Czasami przerażające jest to jak dobrze mnie znasz. Dobra chcesz prawdy ?
-A niby czego miałbym chcieć ? Harry jesteśmy przyjaciółmi, nie powinniśmy mieć przed sobą sekretów.
-Okey...Bo ja go Liam chyba naprawdę polubiłem. Znaczy sam jeszcze tego nie rozumiem, ale on nie jest taki zły, wiesz ? Czułem się przy nim tak swobodnie, prawie jak z Tobą. Wiem, że pomyślisz, że oszalałem, bo podoba mi się malarz, do tego Louis Tomlinson, ale nic na to nie poradzę Li... Poszliśmy na pizze po zdjęciach. Chyba jeszcze nigdy nie uśmiałem się tak przy zwykłej pizzy. To było coś innego, niż nasze wypady. Cholera Li, błagam powiedz coś !
-Mój malutki Harry się zakochał !-Liam rzucił się na przyjaciela i mocno objął go ramionami.
-Zakochanie, to może za dużo powiedziane, ale zauroczony to chyba jestem w tym pieprzonym Tomlinsonie-szepnął lokowaty w ramię przyjaciela.
-W takim razie, nie powinno za bardzo Cię zdziwić, to co teraz powiem. Jutro mam randkę-Styles wysunął się z objęć i spojrzał lekko zdezorientowany.
-Co ma Twoja randka do mojej sytuacji ?
-To, że idę na nią z Zaynem Malikiem. Przyjacielem Louisa pieprzonego Tomlinsona.
-Cooo ?
-To. A no i jeszcze jedno. 
-Jezu co jeszcze ? Spodziewasz się z nim dziecka ?
-Nie. Ale jego usta są nieziemskie.
-Całowaliście się ?-oczy Harry'ego rosły z każdą sekundą.
-Tak. Trzy razy-Liam potarł swój kark, zaczynał czuć się lekko zakłopotany.
-Kurwa Li. A może to jakieś ' Mamy Cię ! '. Przecież to beznadziejnie głupie, jak w tych wszystkich romansach, które oglądasz.
-Ej ! Ty je oglądasz razem ze mną i jakoś nigdy nie słyszałem, żebyś się sprzeciwiał, w przerwach, gdy musisz wysmarkać nos !
-Ale nie uważasz, że to dziwne. Obaj, w tym samym czasie, zaczynamy czuć coś do osób, do których powinniśmy nie czuć nic ? Przecież my łamiemy szkolne zasady !
-Serio ? To cię martwi ? Szkolne zwyczaje ? Przecież my zawsze łamiemy zasady ! Błagam Cię Hazz, nie wierzę, że to TY to powiedziałeś. Raczej pomyślałbym, że to będzie nakręcać cię jeszcze bardziej.
-Dobra, okey. Przyznaję, że to jest w jakiś sposób podniecające ? Co nie zmienia faktu, że takie rzeczy dzieją się tylko na filmach !
-No to witaj w naszym filmie Harry. Bo ja mam zamiar wziąć w nim udział, a ty ?
-Cholera. Tyłek Lou jest tego wart. Wchodzę w to. Ale jeśli złamiemy sobie serca, to ty będziesz robił nam gorące czekolady.
***
             Zayn wszedł cichutko do mieszkania. Nie chcąc budzić swoich przyjaciół, po ciemku dotarł do łazienki. Szybko zrzucił brudne ciuchy i umył zęby. Równie cicho co wcześniej poszedł do swojego pokoju. Położył się na łóżku i szczelnie opatulił kołdrą. Delikatny uśmiech wykwitł na jego twarzy, kiedy przypomniał sobie usta Liama na jego. Wolno i niemal nie dotykając opuszkami przejechał po swojej dolnej wardze. Wciąż czuł na niej smak szatyna. Nie mógł się powstrzymać i zachichotał jak mała dziewczynka. Ale właśnie tak się teraz czuł. Wciąż nie docierało zbytnio do niego, to co miało miejsce niespełna godzinę temu. Pocałował Liama. Liam pocałował jego. Jutro idą na randkę. Nie to się nie dzieje naprawdę. Mulat przewrócił się na drugi bok i wcisnął mocniej głowę w poduszkę. No pięknie, przez Liama teraz nie będzie mógł usnąć i jutro stawi się w pracy nie wyspany. Jednak myśl, że gdy jutro zamknie zakład, a tancerz będzie na niego czekać znów przyprawiła go o motylki. Nie mógł się już jej doczekać. Cholera kto by pomyślał. On i Liam Payne. Nie tego chyba jeszcze nie było. 
             Malik ostatni raz przejechał koniuszkami palców po wardze i przywołując w myślach obraz Liama, zasnął z wielkim uśmiechem. W końcu od dłuższego czasu mógł przyznać się sam przed sobą, że to jest chyba to czego szukał z utęsknieniem od tak dawna. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc mamy kolejny. Bardzo Was przepraszam, że rozdziały pojawiają się tak rzadko. Zdaję sobie z tego sprawę i jest mi z tym cholernie głupio i źle. :c Ale uwierzcie mi, naprawdę robię wszystko co mogę, aby pojawiały się jak najszybciej.
 Jak pewnie zauważyliście, trochę zmieniłam wygląd bloga. Piękny nagłówek, zawdzięczam mojemu kochanemu Miśkowi @PeaceAndYoung ! :3 Pojawiła się też zakładka ' Informowani ' jeśli chciałby ktoś do niej dołączyć, niech napisze w komentarzu c;
 Mam nadzieję, że nie zawiodłam Waszych oczekiwań i rozdział będzie się w miarę podobał. Dla mnie jest taki sobie...
Jeszcze raz przepraszam, za tak długą przerwę.
Do napisania. 
Mańka xx