piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział XVI

             Malikowi udało się dziś skończyć pracę trochę wcześniej. Odstawił motocykl na poprzednie miejsce i wrócił posprzątać swoje stanowisko. Pozbierał z podłogi wszystkie klucze oraz śrubokręty i powkładał je do skrzynek, a smary i oleje poustawiał na półce. Sięgnął do kieszeni swojego kombinezonu i wyciągnął średniej wielkości ściereczkę, która pokryta była licznymi, zaschniętymi plamami. Wytarł w nią dłonie, zostawiając przy tym kilka kolejnych plam i z powrotem schował do kieszeni. Szybko przeszedł do szatni i jeszcze szybciej znalazł się pod prysznicem. Chciał wyjść dziś wcześniej z pracy, aby zdążyć na bitwę Liama. Co prawda pojedynek zaczynał się o dziesiątej, jednak biorąc pod uwagę porę i lokalizację klubu, Zayn mógł się założyć, że spędzi w korkach co najmniej godzinę. Zakręcił wodę, wytarł się i błyskawicznie założył swoje ciuchy. Jego jedynym problemem zostały wciąż wilgotne włosy. Zaczął energicznie pocierać o nie ręcznikiem. Kiedy włosy były suche, Malik nałożył na nie trochę żelu, aby grzywka uniosła się lekko do góry. Przyjrzał się sobie w lustrze, dopiero po chwili orientując się, że dziś się nie ogolił. Jego szczękę pokrywał delikatny zarost. Zayn przejechał po nim ręką przeklinając się w duchu. Niestety nie miał w pracy żadnej maszynki. Wziął głęboki wdech i wyszedł z łazienki. Zarzucił na siebie skórzaną kurtkę, zgasił światła, pożegnał się z innymi pracownikami i wyszedł z zakładu. Chłodne, wieczorne powietrze otuliło jego ciało. Mulat sięgnął do kieszeni kurtki po swój telefon. Odblokował go, a jego oczom ukazały się 4 nieodebrane połączenia od Lou oraz jedna wiadomość tekstowa od Liama. Ignorując próby skontaktowania się z nim Tomlinsona, otworzył sms'a od swojego chłopaka.

Od: Liam
Hey x Nadal masz zamiar przyjść? Czy może się jednak rozmyśliłeś? ;)

Do: Liam
Nie mógłbym tego przegapić ;) właśnie wyszedłem z zakładu. powinienem być na miejscu za jakąś godzinę. x
       
             Zayn podniósł wzrok z nad telefonu i przebiegł przez pasy. Nie wiedział czy iść na autobus czy może podjechać metrem. Po chwili zdecydował się na autobus. Nie żeby Zayn miał jakieś uprzedzenia, ale ostatnim razem wydawało mu się, że widział małego szczura na jednej ze stacji metra. Kiedy znów ruszył poczuł wibracje w dłoni.

Od: Liam
W takim razie, jak już będziesz blisko daj znać. Wyjdę po Ciebie :) x

Do: Liam
Okey. Mam zaraz autobus, więc kto wie, może uda mi się przyjechać wcześniej. x

             Na przystanku oprócz Malika stały jeszcze tylko dwie osoby- kobieta z dzieckiem. Chłopak ukrył się pod zadaszeniem, gdyż zaczął siąpić lekki deszcz. Zaskakująco dla Mulata autobus przyjechał o czasie i chwilę później chłopak siedział na jednym z miejsc. Jego telefon znów za wibrował.

Od: Liam
Czy to zabrzmi zbyt ckliwo jeśli napiszę, że się za Tobą stęskniłem ?

Do: Liam
Nie. Zabrzmi to uroczo.

Od: Liam
W takim razie, stęskniłem się już xx niech ten autobus jedzie szybciej c;

Do: Liam
i dobrze, bo ja też tęsknie z Tobą x a na autobus nic nie poradzę ;p

             Zayn oparł głowę o zimną szybę okna autobusu i zaczął obserwować londyńskie ulice. Mimo iż słońce dawno zaszło ustępując miejsce srebrnej tarczy księżyca, miasto wciąż tętniło życiem. Samochody tłoczyły się na ulicach powodując małe korki. Od czasu do czasu można było usłyszeć jak, któryś z niecierpliwych kierowców trąbi, prawdopodobnie chcąc być jak najszybciej w domu. Malik kochał Londyn, właśnie to uwielbiał w tym mieście najbardziej, życie. Oczywiście kochał również swoje rodzinne Bradford, jednak w porównaniu ze stolicą, było one dla niego zbyt ciche, spokojne, zupełnie nie pasowało do osobowości chłopaka. Autobus zatrzymał się z małym szarpnięciem, co sprowadziło Zayna z powrotem. Uważnie przyjrzał się, gdzie się znajduje i z zadowoleniem stwierdził, że za trzy przystanki wysiada.

***

             Malik stanął przed klubem szukając wzrokiem Liama, który miał po niego wyjść. Po niecałej minucie udało mu się zlokalizować chłopaka, który stał i energicznie do niego machał. Delikatnie się uśmiechnął i podszedł do niego składając na jego ustach szybkiego całusa. 
-Ej! Stęskniłem się, a tu tylko całus?-Payne znów złączył ich wargi, lecz tym razem w bardziej odważnym pocałunku. -Tak lepiej-wymruczał przy jego ustach, na co Zayn cicho się zaśmiał. - Chodź, wejdźmy do środka przedstawię Cię moim znajomym- szatyn złapał dłoń chłopaka i zaczął ciągnąć go w stronę wejścia do klubu.
             Zayn z zaskoczeniem stwierdził, że zaczął się denerwować. Nie przewidział tego, iż Liam zechce go przedstawiać swoim znajomym. Jasne wiedział, że będzie tam Harry, ale inni przyjaciele Payne'a ? Nawet nie wiedział kogo typować. Na akademii koło Liama zawsze kręciło się wiele osób, więc jeśli jest tam któraś z nich, raczej się nie polubią przez te szkolne stereotypy. Miał tylko nadzieję, że go nie zagryzą.
          Kiedy znaleźli się w środku Malika dosłownie wryło w ziemię. To co zobaczył przekroczyło jego najśmielsze wyobrażenia. Tak, spodziewał się mnóstwa ludzi i tak, spodziewał się dużego parkietu, ale to i tak było nic, w porównaniu z ty co zobaczył. Zayn podejrzewał, że klubie znajdują się wszyscy młodzi mieszkający w Londynie. Liam uśmiechnął się do niego pocieszająco i dał mu szybkiego całusa w policzek zanim znów zaczął ciągnąć go w tłum tańczących ciał. Przepchanie się między tymi wszystkimi ludźmi graniczyło z cudem, jednak Payne zręcznie lawirował kierując tym samym Zayna. Malik wyciągnął szyję, aby zobaczyć co jest celem szatyna i zrozumiał, że właśnie jest ciągnięty w stronę barierek, które odgradzały parkiet na lekkim podwyższeniu. Stał tam już Styles i widocznie szukał ich w tłumie. Mulat nie wiedział jakim cudem udało im się przejść za barierki nie będąc ani raz szturchniętym, a jednak udało im się. Tylko, że teraz pojawił się inny problem-znajomi Liama. Chciał mieć to już za sobą. Jego chłopak jakby to wyczuł i odwrócił się do niego nie puszczając jego dłoni. Przyciągnął go bliżej, położył jedną dłoń na jego policzku. Przejechał powoli kciukiem po jego zaroście i wpił się w jego usta.
-Wiesz jeszcze Ci dziś nie powiedziałem, że wyglądasz cholernie seksownie z brodą-Liam uśmiechnął się do chłopaka.- A teraz chodź przedstawię Cię reszcie. I uwierz nie masz się o co bać, jestem pewny, że Cię pokochają- jeszcze raz porał kciukiem policzek bruneta i złożył kolejny szybki pocałunek na jego ustach.
          Nie puszczając dłoni Zayna, Payne ruszył w kierunku grupki stojących nieopodal osób. Malik zaczął im się przyglądać i z zaskoczeniem stwierdził, że z akademii kojarzy jedynie Harry'ego. Nie umknęło również jego uwadze, że sam jest bacznie obserwowany przez przyjaciół swojego chłopaka. Wziął wdech i postarał się uspokoić.
-Zayn !-brunet zdziwił się, że Styles zawołał go po imieniu. Zawsze używał jego nazwiska.- Dobrze, że już jesteś. Wszyscy chcą cię poznać-Malik posłał pytające spojrzenie Liamowi, lecz ten jedynie uśmiechnął się do niego-Ej ludzie to jest Zayn Malik, chłopak naszego ukochanego Liama.
-Ym. Cześć-Zayn nieśmiało skinął głową.
-No więc tak-tym razem odezwał się Payne.-To jest Andy, Mazzi, Jade, Kelly, Mike i Nick. I uprzedzając Twoje pytanie, tylko Jade chodzi do akademii, reszta twierdzi, że jej nie potrzebuje.
-Ale tak naprawdę, są po prostu zbyt kiepscy, żeby się do niej dostać-Harry oparł się o ramię Liama.
-Czyżby Styles? To może zmierzymy się, co?-powiedział Andy.
-Chętnie. Podaj miejsce i godzinę.
-Błagam was, już tak nie pajacujcie-odezwała się Jade.- Lepiej ty i Liam zbierajcie swoje tyłki na scenę.
-Tak. Dobra zostawiam z wami Zayna, błagam nie wystraszcie go.
-My? Poza tym to duży chłopak, sam sobie powinien poradzić-powiedział Mike. Zayn zrozumiał, że chłopak jest do niego uprzedzony.
-Ale ja was proszę-powiedział głośniej Payne.
-Spokojnie Li, dam sobie radę-odezwał się brunet.-A teraz idź tam i pokarz kto tu jest najlepszy-sięgnął po dłoń szatyna i delikatnie go pocałował.
-No dobra zakochańce obściskiwać będziecie się później-powiedziała z uśmiechem Jade. Zayn już ją lubił.
          Liam jeszcze raz szybko pocałował bruneta i wspiął się na podwyższenie. Malik stanął przy barierce i oparł się o nią, czekając aż bitwa się zacznie. Koło niego stanął Andy, a po drugiej stronie Jade. Miał wrażenie, że już został przez nich zaakceptowany. Wszyscy z resztą wydawali się być naprawdę w porządku. Rozmawiali z nim, jakby należał od ich paczki od samego początku No może oprócz Mike. Mulat nie wiedział, czym zawinił, jednak postanowił się tym nie przejmować.
-Liam mówił, że jesteś malarzem- zaczepił go Andy.
-Um. Początkującym, tak.
-Zazdroszczę. Nigdy nie lubiłem plastyki, bo moje rysunki nigdy nie przypominały tego czym miały być.
-Wiesz to nie jest aż tak trudne.
-Dla mnie jest. A ty tylko malujesz farbami? Wybacz, że tak wypytuje, ale jeszcze nigdy nie miałem styczności z artystą.
-Nie. Na zajęciach uczymy się różnych technik. Rysujemy, szkicujemy, malujemy. Używamy tak naprawdę wszystkiego czego się da. Są nawet zajęcia na których uczą nas jak posługiwać się sprayami.
-Naprawdę? Uczą was tam robić graffiti?
-Um. No tak.
-Musisz być genialny.
-Czy ja wiem. Chcesz zobaczyć moje prace?
-Masz je przy sobie?-Andy wydawał się być szczerze zaskoczony.
-Powiedzmy, że zawsze je mam NA sobie.
-Co?-jednak gdy Zayn zdjął kurtkę i podwinął rękawy chłopak zrozumiał o co mu chodziło.-Stary, sam zaprojektowałeś te tatuaże?-brunet tylko skinął głową.-Zajebiste są! Ej człeki patrzcie, Zayn sam zaprojektował swoje tatuaże!
          Nagle wszyscy(oprócz Mike'a) otoczyli Zayna i zaczęli przyglądać się jego rękom. I chyba właśnie w tamtym momencie, Malik stwierdził, że on ich naprawdę lubi. Kiedy tak rozmawiali o swoich tatuażach, znajomi Liama i Harry'ego również mieli kilka, muzyka w klubie ucichła, a z głośników rozbrzmiał męski głos.
-Witamy wszystkich obecnych. Jak pewnie wiecie, ostatnio Sam oraz Max rzucili wyzwanie Liamowi i Harrry'emu. Dziś będziemy mogli podziwiać ich walkę. Nie ukrywam ja już mam swój typ, jednak wszystko może się wydarzyć. Oczywiście sędziowie muszą być obiektywni co do swojej oceny. Chłopcy jesteście gotowi? W takim razie zaczynamy! Niech wygrają najlepsi!
          Głos mężczyzny ucichł, a jego miejsce zastąpiła muzyka. Zayn w chwilę wsłuchał się w bit i rozpoznał w nim ' Tsunami '. Bitwę zaczęli Sam i Max. Malik przyglądał im się z zaciekawieniem. Musiał przyznać byli dobrzy, bardzo dobrzy. Jednak nie wątpił w to, że Liam z Harry'm są od nich lepsi. Nie pomylił się. Gdy przyszła ich kolej, zupełnie zmietli rywali. To co robili ze swoimi ciałami było niesamowite. Te wszystkie podnoszenia, salta i cała reszta, której Zayn nie umiał nazwać wprawiała w zachwyt. W pewnym momencie Liamowi rozdarła się koszulka i wszyscy mogli podziwiać jego idealnie umięśnione ciało. Malik nie mógł od niego oderwać wzroku. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że muzyka ucichła i obie pary czekają na werdykt jury.
-Kto ich ocenia?-spytał Jade.
-Widzisz tą rampę tam na górze?-brunet skinął.-Siedzą tam trzy osoby. Najlepsi tancerze Londynu.
-Najlepsi? A na jakiej podstawie?
-Tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Są niesamowici. Kto wie, może jak zaczniesz tu przychodzić to kiedyś uda ci się zobaczyć ich w akcji-uśmiechnęła się do niego.-O wstali, zaraz dowiemy się kto wygrał.
          Mężczyzna z środka, wysoki murzyn, wyciągnął dwie ręce przed siebie, z dłońmi zaciśniętymi w pięści. Zayn aż usłyszał jak wszyscy zamierają w oczekiwaniu na wyniki. Sam przestał oddychać, a Jade i Andy mocno ścisnęli go za dłonie. Murzyn pokazał dwa kciuki, jeden skierowany ku górze, a drugi ku dołowi. Ten pokazujący górę był po stronie Liama i Harry'ego. Klub oszalał. Malik poczuł jak ktoś go obejmuje, to była Jade. Później dołączył do nich Andy i cała reszta. Zaczęli skakać, a brunet w samym środku tej plątaniny zaczął się śmiać. Wychylił lekko głowę by spojrzeć na scenę. Styles właśnie znajdował się na placach Payne'a, który biegał po całym parkiecie. Wygrali. Z głośników znów popłynął głos mężczyzny.
-Haha. Tak jak myślałem! Wciąż niepokonani! Li, Hazz, gratuluje chłopaki! Pokazaliście tym knypkom jak się tutaj tańczy. Dobra robota!
        Ludzie znów zaczęli klaskać. Zayn wyplątał się z objęć przyjaciół swojego chłopaka i podszedł bliżej barierki. Chwilę potem Liam zeskoczył ze sceny i szybko do niego podbiegł.
-Gratuluję-tylko tyle zdążył wypowiedzieć Malik, zanim szatyn zachłannie wpił się w jego usta.
       Później otoczyła ich reszta i dołączył do nich Harry. Zaczęły się uściski i poklepywania. Wszyscy krzyczeli, że byli pewni ich wygranej. A Mulat stał tam, wciśnięty plecami w swojego chłopaka i już wiedział, że zacznie przychodzić tu częściej. Liam znów pocałował go w policzek, a potem pociągnął na parkiet. Malik dał mu się poprowadzić. I tak przyciśnięci do siebie, tańcząc, całując się oraz śmiejąc spędzili resztę tej nocy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wow ponad 2000 wejść! Jesteście niesamowici! Dziękuję Wam bardzo! <3
Przepraszam, że rozdział teraz. Miał być przed świętami, ale miałam 60 osób w domu, więc miałam trochę pracy c; Dziękuję za każdy komentarz, który zostawiacie. Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. ;3
Do napisania.
Mańka xx

czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział XV

         Liam i Zayn przytulali się już od dłużej chwili w milczeniu, ciesząc się jedynie tym co miało miejsce sekundy temu oraz swoją bliskością. Tą jakże wspaniałą chwilę popsuł telefon Malika, a dokładnie dźwięk sms'a. Z cichym jęknięciem chłopak wyplątał się z objęć tancerza i wyciągnął komórkę z kieszeni skórzanej kurtki.
- To Lou - wyjaśnił widząc zaciekawione spojrzenie młodszego chłopaka.- Pyta się czy zamierzam nocować dziś w domu- dodał lekko speszony. - Myślę, że muszę się już zbierać.
-Taak- odparł Liam, nie ukrywając iż nie jest z tego faktu zadowolony.
-Widzimy się jutro po mojej pracy czy już w poniedziałek na zajęciach ?- zapytał Mulat, chcąc aby odpowiedzią szatyna było jutro.
-Um. Jutro, chciałbym Zee ale...
-Nie jasne, nie było pytania- brunet zaśmiał się sztucznie, próbując ukryć swoje zakłopotanie.
-Czekaj, pozwól mi dokończyć. Chciałbym się jutro z Tobą spotkać, naprawdę. Jednak obiecałem już coś Harry'emu.
-Rozumiem.
-Właśnie, że nie. Słuchaj po prostu mam jutro bitwę o dziesiątej.
-Co ?
-Bitwę, ale nie chodzi tu o jakąś uliczną bójkę.
-Czy mógłbyś mi to jakoś sprecyzować ?
-Hym... Oglądałeś kiedyś film typu Step Up ? - Malik skinął lekko głową.- W takim razie widziałeś te... pojedynki na taniec- kolejne siknięcie.- Jutro mam z Harry właśnie coś w tym stylu-dokończył niepewnie, nie będąc pewnym jak zareaguje na to Zayn, który w tym momencie miał rozdziawione usta.
-Czekaj chcesz mi wmówić, że takie bitwy są organizowane naprawdę ? Tu ? W Londynie ?
-Tak.
- I ty ze Styles'em bierzecie w nich udział ?
-Od kiedy tylko przyjechaliśmy do tego miasta.
- I jedna z nich jest jutro ?
- Tak.
- W którym klubie ?
- Co ?- to pytanie zupełnie zbiło Payne'a z tropu.
-W którym klubie, będziecie jutro ' walczyć '- Zayn zrobił w powietrzu znak cudzysłowowa.
-Um. W Black Hell. Ale po co Ci to ?
-Chcę pokibicować mojemu chłopakowi-Malik zniżył głos i lekko przysunął się do szatyna. - Chyba, że mnie tam nie chcesz ?
-Chcę- tylko tyle zdążył wypowiedzieć tancerz, zanim usta jego chłopaka zaatakowały jego w kolejnym długim i namiętnym pocałunku
***
             Zayn nawet nie starał się być cicho, gdy wchodził do mieszkania. Wiedział, że jego przyjaciele czekają, aż im wszystko zrelacjonuje. Szybko ściągnął skórzaną kurtkę i ruszył do kuchni, gdzie spodziewał się zastać się Louis'ego i Nialla. Chciał mieć to już za sobą i móc iść spać. Tak jak przewidział chłopcy byli w kuchni, Tomlinson siedział przy stole, a Horan na kuchennym blacie. Obaj trzymali w dłoniach kubki z gorącą cieczą. Biorąc pod uwagę godzinę Zayn obstawiał iż jest to herbata. 
-No więc Malik, jak tam randka ?-zaczął Lou.
-Udana, nawet bardzo.
-Och to ja wiem. Wystarczy spojrzeć na Twoje rumieńce.  
-Skoro wiesz to po co pytasz ?
-Jezu Zayn jesteśmy ciekawi !- wybuchł Niall i zeskoczył z blatu.-Gdzie cię zabrał ?
-Um. Do knajpki. A potem do parku.
-Czyli, że nie musimy iść na rozmowę z Payne'em ?
-Nie. I błagam nawet nie próbujcie straszyć mi chłopaka !
-Czekaj, wróć. Chłopaka ?
-Ugh. No tak-Zayn lekko się speszył, a jego przyjaciele zamilkli.- Przestańcie.
-Ale co mamy przestać ?- zapytał nadal zszokowany Niall.
-No to. Nie wiem jak wy to robicie, ale krępuję się przy was mówiąc o Liamie. Nigdy tak nie miałem...
-Kochany to się nazywa zakochanie-odparł ze śmiechem Louis.
-Eh... Chyba masz rację Lou.
***
             Liam cicho wkradł się do mieszkania. No może nie do końca cicho, gdyż oczywiście klucze musiały upaść mu na podłogę z dosyć głośnym dźwiękiem. Mruknął pod nosem, podniósł je i odłożył na szafkę. W przedpokoju widział niebieskie światło telewizora, który najwidoczniej był włączony w salonie. Czyli Harry na niego czekał. Zanim jednak szatyn zdecydował się pójść do przyjaciela oparł się o ścianę. Zamknął oczy i wziął głęboki wdech. Gdy jego powieki podniosły się, napotkał swoje odbicie w lustrze. Chociaż nie był to ten sam Liam, którego widział w tafli szkła przez ostatnie miesiące. Ten teraźniejszy miał rumieńce na policzkach i to nie z powodu treningów. Miał też bardziej pogodne oczy i nawet pomimo otaczającej chłopaka ciemności z łatwością mógł zauważyć tą zmianę. I to właśnie chyba w jego oczach była ona najbardziej widoczna. Tancerz włożył dłoń w zmierzwione przez Zayna włosy i trochę je poprawił. I znów to samo. Gdy jego myśli skierowały się na malarza jego oczy znów zrobiły tą dziwną rzecz-jakby rozbłysły. Liam przypomniał sobie co dziś powiedział mu Ethan.
        Gdy Payne opiekował się dzisiejszego popołudnia chłopcem usłyszał coś zaskakującego. Czterolatek zawzięcie coś rysował na swojej kartce, co jakiś czas spoglądając na szatyna. Liam zaciekawiony jego zachowaniem podszedł do niego i spojrzał na rysunek. Ethan szybko jednak odwrócił papier i przytrzymał go swoimi malutkimi dłońmi.
-Czemu nie chcesz mi pokazać swojego rysunku ? Założę się, że jest genialny- szatyn przykucnął przy chłopcu.
-Nie, nie jest. Chciałem narysować Ciebie-odparł lekko speszony malec.
-Przecież już nie raz to robiłeś i wychodziło Ci to znakomicie.
-Ale teraz jesteś inny.
-Inny ?
-Tak. Jakbyś zaraz miał wybuchnąć światłem. I nie umiem tego namalować- Ethan spuścił głowę.
          Właśnie teraz, przyglądając się swojemu odbiciu Liam zrozumiał malca. I co więcej, zdawał sobie sprawę, że to wyłącznie zasługa Zayna. Od kiedy zaczęli się spotykać, zaszła w nim zmiana. Szatyn uśmiechnął się. Zayn był jego chłopakiem, a przyjemne sannie w żołądku i świecące oczy jasno dawały mu do zrozumienia- zakochał się.
          Liam wszedł do salonu oczekując, że lada chwila Harry zasypie go pytaniami. Wszedł do salonu, jednak nic takiego nie miało miejsca. Owszem telewizor był włączony i Liam zauważył, że właśnie kończył się jakiś brazylijski serial, do których jego przyjaciel miał małą słabość. Styles również znajdował się w salonie, lecz już nie oglądał tylko spał na kanapie. Payne cicho zaśmiał się pod nosem i sięgnął po pilota, który leżał na brzuchu Harry'ego. Wyłączył telewizor i najwolniej jak potrafił wsunął jedną rękę pod plecy, a drugą pod nogi Styles'a i delikatnie go podniósł.
-Li-wymruczał w półśnie.- Wróciłeś.
-Wróciłem. A ty usnąłeś na kanapie. Znowu.
-Ale na szczęście mam takiego wspaniałego przyjaciela, który zaniesie mnie do mojego wygodnego łóżeczka- Harry wtulił się w ramię szatyna.
-Nie wiem na czyje szczęście.
-Randka się udała ?
-Bardzo.
-Wylewny to ty nie jesteś.
-A ty przytomny-Liam ułożył przyjaciela na łóżku.- Jutro przyjdzie do klubu.
-Do klubu ?
-Tak. Chce nam pokibicować.
-Payno, czy ty wiesz co zrobiłeś ?
-Co ?
-Zmusiłeś malarza aby przyszedł na taneczny pojedynek.
-Wcale go nie zmusiłem. Sam chciał.
-Sam ?
-Tak.
-To nie jest normalne.
-My nigdy nie byliśmy normalni Hazz.
-Czyli już nie jesteś wolny ?
-Nie. Mam chłopaka Harry.
-Oo. No i ?
-Co ' No i ' ?
-Jesteś szczęśliwy ?
-Jestem-odparł po chwili, a uśmiech znów wykwitł na jego twarzy. Zresztą jak za każdym razem gdy pomyślał o Zaynie, jego chłopaku.
-To dobrze. W takim razie ja też jestem. Kocham Cię Li-wyszeptał już do poduszki i zaraz na powrót zasnął.
-Też Cię kocham Harreh-Liam przykrył przyjaciela kołdrą, dał mu szybkiego całusa w czoło i opuścił jego pokój.
***
              Zayn zaspał. W sumie jakoś go to nie dziwiło. Szybko skompletował swój strój. Ciemne rurki, białą bokserkę oraz koszulę w czarno-czerwoną kratę. W locie złapał kubek z kawą, który podstawił mu Niall oraz zgarnął jabłko z koszyka z owocami.
-Wracasz po pracy czy znów wybywasz z Payne'em ? -dobiegł go głos Louis'ego.
-Um. Idę do klubu.
-Co ? Zayn nie żeby coś, ale jutro jest poniedziałek-chłopak pojawił się w korytarzu.
-Tak, wiem. Ale Li ma dziś pojedynek i chcę mu trochę pokibicować-wzruszył ramionami i wsunął ręce w rękawy swojej skórzanej kurtki.
-Matko Zee jaki znów pojedynek ? Nie rozumiesz, że nie możesz się znów wkopać w takie towarzystwo ! Myślałem, że już to przerabialiśmy. Myślałem, że do Ciebie dotarło, że to nie jest sposób na życie !
-Kurwa Louis ! Nie wlazłem znów w to bagno ! Chodzi o cholerny taneczny pojedynek ! Rozumiesz ? Taneczny ! Nie jestem idiotą !
-Jezu Zayn tak mi...
-Nieważne. Wiesz miło, że tak bardzo mi ufasz. Cześć- Zayn złapał swoje klucze oraz paczkę papierosów. Gdy tylko wyszedł z klatki zapalił jednego papierosa, który zamienił się w drugiego i tak dalej. W niecałe 10 minut Malik wypalił połowę paczki. A przecież miał ograniczyć. Ale nie umiał inaczej poradzić sobie ze złością. Wszedł do zakładu mrucząc tylko jakieś powitanie i zniknął na zapleczu przy swojej szafce. Na szczęście większość jego złości zdążyła powoli wyparować. Nie mniej jednak lekki ból nadal kołatał mu się o serce. Czemu Louis mógł nawet pomyśleć, że Malik wrócił do dawnego życia. Przecież znają się od dziecka, powinien chyba zrozumieć, że Mulat skończył z tym gównem. Zrozumiał swój błąd i nie popełni tego nigdy więcej. Tak trudno było uwierzyć, że Zayn się zmienił ? Chłopak aż za bardzo był świadomy ile krzywd wyrządził innym. A jednak zwątpienie Lou uświadomiło mu, że choć z tym skończył, to zawsze będzie częścią jego historii i nie ucieknie od tego.
     Malik lekko potrząsnął głową. To nie był czas na rozpamiętywanie przeszłości. Ma teraz pracę do zrobienia, później idzie zobaczyć jak Liam wygrywa. Nie miał nawet żadnych wątpliwości, że jego chłopak i jego przyjaciel rozniosą konkurencje. Co z tego, że nie znał ich przeciwników ? Co z tego, że nigdy nie widział czegoś takiego. Był aż nazbyt pewny ich zwycięstwa. I już nie mógł się doczekać, kiedy to zobaczy. Kto wie, może nawet uda mu się przygotować jakąś nagrodę dla chłopaka. I tak myśl o Liamie zupełnie przegoniła zły nastrój Zayna.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc mamy kolejny. Chcę wam wytłumaczyć moją nieobecność. Trochę to zabrzmi jakbym się usprawiedliwiała i możliwe, że użalała nad sobą, ale mam nadzieję, że nie odbierzecie tego źle. Chodzi o to, że ostatnimi czasy mam dosyć spore kłopoty z kręgosłupem, więc większość czasu spędzam na wizytach u różnych lekarzy. Dziś też idę. Jednak chciałam opublikować tu rozdział przed mikołajkami, które są jutro. Tak więc... TA DAM ! i oto mamy kolejny rozdział. :)
A z okazji, że jutro są Mikołajki życzę Wam masy prezentów pod poduszkami ! xx
Ja pomimo moich 16 lat już się nie mogę doczekać. Ale dla mnie teraz ważniejszy jest po prostu ten niesamowity nastrój, jaki panuje 6 grudnia :3
Jeszcze raz udanych Mikołajek i do napisania !
Mańka. x

czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział XIV

           Zayn po raz pierwszy od tygodnia mógł stwierdzić, że nawet się wyspał. Nie było żadnego denerwującego budzika o 6:30, ani wpadającego Nialla czy Louisa, przeraźliwie krzyczących na niego, że znów się spóźnią na zajęcia. To naprawdę było przyjemne. Leniwie uniósł jedną powiekę i spojrzał na zegarek. 9:10, a on nadal w cieplutkiej pościeli. Przerzucił się na drugi bok i jasne promienie słoneczne padły na jego policzek. Leżał tak jeszcze chwilę, aż wybudził się do końca, a wspomnienia wczorajszego wieczoru wróciły niczym bumerang. Uśmiech mimowolnie przyozdobił jego twarz. Za niecałe 12 godzin ma randkę z Liamem. Wystarczyło, że Mulat tylko o tym pomyślał, a jego ciało ogarnęło niezrozumiałe ciepło.
          Z cichym westchnięciem odgarnął kołdrę na bok ze swojego ciała. Poszedł do łazienki, wziął szybki prysznic, wykonał poranną toaletę i owinięty w pasie błękitnym ręcznikiem, wrócił do swojego pokoju. Podszedł do szafek z ciuchami i wszystkie otworzył. W jego głowie znajdowało się teraz tylko jedno, dosyć absurdalne pytanie. A było nim ' w co ja mam się do cholery ubrać ?! '. Zayn wyklinał siebie w myślach. Czuł się niczym czternastoletnia dziewczyna, która idzie na randkę po raz pierwszy. Niestety nie umiał nic na to poradzić. Tak właśnie dział na niego Liam Payne, jak na po raz pierwszy zakochaną nastolatkę. Malik na chwilę zastanowił się czy słowo ' zakochana ' do niego pasuje. I tu zaczął się jeszcze większy mętlik. Bo czy Zayn był zakochany w tancerzu ? Podobał mu się, co do tego nie było żadnych wątpliwości. Bez problemu mógł przyznać, że był zauroczony w tym chłopaku o sarnich oczach. Ale czy był zakochany ? Czuł te głupie motylki w brzuchu, gdy go całował, ba nawet gdy o nim pomyślał ! A jego ciało reagowało na Liama w zupełnie inny, nieznany, ale i przyjemny sposób. Po mimo tego nie mógł jeszcze z pełnym przekonaniem wyznać sobie, że jest zakochany. To wszystko trwa zbyt krótko, a i tak imponujące jest to, że Payne'owi udało się tak szybko wkraść w łaski Malika. Zaynowi naprawdę ciężko było zaufać nowym osobom. Tak właściwie w pełni ufał jedynie Louisowi, Niallowi i kiedyś swojej mamie, ale to było kiedyś. Kiedyś, gdy jeszcze miał kochającą go rodzinę. Tatę, mamę, siostry... Wtedy wszystko wydawało się łatwiejsze, a teraz Mulat był aż nazbyt świadomy, że nigdy to nie wróci. A to wszystko przez jego błędne wybory, przez jego cholerną lekkomyślność i głupotę, które ciągną się za nim po dziś dzień. Teraz ma tylko Lou i Horana.
***
             Zayn zdecydował się, że ubierze na siebie czarne spodnie i białą koszulkę z napisem ' Cool kids don't dance ' ( nie on wcale nie chciał podrażnić się z Liamem, wcale... no może troszeczkę ). Włosy zostawił z oklapniętą grzywką na czole. Zegarek na stoliku natarczywie upominał go, że została mu niecała godzina do wyjścia. Rzucił jeszcze ostatnie spojrzenie w lustro, zgarnął telefon i udał się do kuchni. Jak się spodziewał Niall już w niej urzędował odziany tylko w swoje białe bokserki.
-Ubrałbyś się- mruknął Malik do przyjaciela i sięgnął po swój kubek, aby nalać do niego kawy.
-Wolność Tomku w swoim domku- odparł Irlandczyk i wystawił język. - Późno wczoraj wróciłeś.
-Um. No tak- Zayn upił trochę z kubka, aby zyskać więcej czasu na odpowiedź. Był w pełni świadomy, że Horan oczekuje od niego pełniej odpowiedzi, i że nie uda mu się od tego wywinąć.- Po skończonej pracy Liama poszliśmy jeszcze do kawiarni i...
-No właśnie gdzie pracuje Payne ? W jakimś klubie ze striptizem ?- Niall chwycił się za gumkę od bokserek i wykonał coś, co jego zdaniem było tańcem erotycznym.
-Nie- Mulat wydusił przez salwę śmiechu.- On pracuje w hospicjum.
-Hospicjum ?- dobiegł ich głos trzeciego lokatora, który wkroczył do kuchni ze strasznie potarganymi włosami.
-Tak. Opiekuje się tam jednym chłopcem, Ethanem. Zabawny maluch.
-Czyżby nasz Zayney bawił się wczoraj w dom ?
-Och zamknij się Lou. Ten chłopczyk jest poważnie chory.
-No dobra, ale coś mówiłeś o kawiarni- upomniał go Irlandczyk.
-A tak, no więc poszliśmy jeszcze do kawiarni i odprowadziłem go i... - Zayn ociągał się z odpowiedzią, nie wiedział, że będzie dla niego to aż tak krępujące. Poczuł jak na jego policzki wkradają się różowe rumieńce.
-I ? Nosz Zee ! Wyduś to z siebie - ponaglał blondyn.
-Niall czekaj !- zawołał Tomlinson. - Spójrz ! On się rumieni ! On nigdy się nie rumieni ! Oni się całowali !- Louis krzyczał już z całych sił, powiększające się rumieńce Malika oraz jego ciche stęknięcie i uśmiech, tylko go upewniały w tym, że ma racje.
-Cholera Lou nie musi wiedzieć o tym cała dzielnica- mruknął lekko zażenowany Zayn, jednak uśmiech nie schodził z jego twarzy, tak samo jak z twarzy jego przyjaciół. - A i po pracy idę z nim na randkę.
            Zayn szybko pochłonął śniadanie, kanapki przygotowane przez Horana, ubrał swoje białe martensy i skórzaną kurtkę, sprawdził czy ma telefon i klucze i wszedł z mieszkania. Jego policzki nadal były lekko różowe. Miał nadzieję, że zanim dotrze do pracy rumieńce znikną całkowicie. Przystanął na chwilę przy pasach, jednak nie musiał długo czekać na zielone światło. Przebiegł na drugą stronę i po minucie znalazł się w warsztacie. Ruszył do swojej szafki i przebrał w swój uniform, a właściwie to co było uniformem, zanim Malik nie przerobił tego po swojemu. Nogawki czarnego kombinezonu miały na kolanach dwie dziury, które wytarły się od ciągłej pozycji w pracy. Góra natomiast to była już zupełna inwencja twórcza Mulata. Długie rękawy zniknęły, a jedynym śladem po nich był postrzępiony materiał przy ramionach. Na plecach i piersiach znajdowały się przeróżne rysunki, które oczywiście wykonał Malik. Szef Zayna nie był na początku zbyt przyjaźnie nastawiony do tych zmian, jednak w końcu zrozumiał i zaakceptował fakt, iż brunet jest bardziej artystą niż mechanikiem.
           Malik zatrzasnął szafkę i ruszył do swojego stanowiska, gdzie tydzień temu zostawił motocykl z zepsutym modułem. Przysunął do siebie potrzebne narzędzia i wziął się do pracy, zupełnie się w niej zatracając. Chociaż może nie do końca, bo jakiś głosik z jego głowy co jakiś czas przypominał mu o spoglądaniu na zegarek, aby sprawdzić ile czasu zostało mu do spotkania z Liamem.
***
            Zayn dziękował w duchu, że ich szef wyposażył zakład w małą łazienkę z kilkoma kabinami prysznicowymi. Po raz ostatni przetarł włosy ręcznikiem, choć wiedział, że są już suche. Sięgnął po grzebień, który zawsze miał w swojej szafce i rozczesał lekko splątane włosy. Gdy w końcu się ogarnął, na zegarku wybiła 09:01. Chłopak wziął głębszy wdech i posłał sobie w lustrze zdenerwowane spojrzenie. Cały dzień czekał na tą randkę, a teraz co ? Panikuje ? Przecież to nie w jego stylu. Brunet był poważnie przerażony tym, co wyprawiał z nim Payne. Jeszcze kilka wdechów i wydechów. Schował dłonie w kieszeniach skórzanej kurtki. Nie chciał żeby Liam zobaczył, że mu drżą. Ostatnie spojrzenie w taflę szkła. Dasz radę Malik, pocieszał się w myślach. Pchnął drzwi, już nie było odwrotu. Liam czekał na niego kilka metrów dalej, a jego usta ułożyły uśmiech na widok bruneta. Zayn również to zrobił, zupełnie tego nie świadomy, to była chyba już jego naturalna reakcja na Payne. Powoli podszedł do tancerza, modląc się, aby nie było widać jak bardzo trzęsą mu się nogi.
-Hey-Liam nieznacznie nachylił się aby złożyć delikatny pocałunek na policzku Mulata. 
-Hey- Zayn musiał odchrząknąć, aby jego głos znów brzmiał normalnie.
-Fajna koszulka- szatyn parsknął śmiechem i  właśnie to rozwiało wszystkie wątpliwości Zayna.
-Wiedziałem, że Ci się spodoba- mruknął nieco zniżonym głosem.
-Czyżbyś mnie w tej chwili uwodził ?
-Może- szepnął tuż przy ustach Payne, a chwilę później złożył na nich pocałunek.- To gdzie mnie zabierasz ?
-Pomyślałem, że po całym dniu pracy możesz być trochę głodny...- Liam lekko się spiął.
-Tak masz rację umieram z głodu-odparł Malik, a tancerz rozluźnił się.
-W takim razie jest pytanie.  Na jaką kuchnię masz ochotę ? Włoską, francuską, chińską, indyjską, a może jakąś inną ?
-Hymm... Zdecydowanie mam ochotę na kuchnie włoską.
   Zayn uśmiechnął się, kiedy palce Liama otarły się o jego. A gdy lekko je złapał, szatyn poprawił ich uchwyt. Może to było głupie z ich punktu widzenia, ale w tamtym momencie obaj stwierdzili, że ich dłonie pasują do siebie idealnie.
***
             Po udanej kolacji, chłopcy wylądowali w pobliskim parku. Znów trzymali się za ręce i żaden nie myślał, że mogłoby być teraz inaczej. Po pewnym czasie postanowili usiąść na trawniku i dłużej przyjrzeć się nocnemu niebu Londynu. Właściwie to Zayn poprosił o to Liama, mówiąc jaki niesamowity mógłby powstać obraz. Liam uwielbiał słuchać, jak brunet opowiada o swojej pasji. Mówił to z takim oddaniem i przejęciem. I choć Payne nie rozumiał większej połowy z tego co słyszał, bo niby skąd miał wiedzieć jakie płótno lepiej nadaje się pod farby akrylowe ? A właściwie trzeba by zacząć od tego co to w ogóle są farby akrylowe ? Jednak w tej chwili mu to nie przeszkadzało, mógł tego słuchać, bo mówił to Zayn. Miał ochotę go pocałować, nie chciał jednak mu przerywać wypowiedzi, więc siedział tam i czekał. Aż w końcu Mulat skończył i przeniósł swoje spojrzenie na niego i Liam już nie umiał dłużej się powstrzymywać. Szybko przysunął się bliżej i złączył ich wargi. Malik niemal natychmiast oddał pocałunek. Szatyn nie rozumiał, dlaczego za każdym razem ich pocałunki były niby takie same, a jednak zupełnie inne, jakby wszystkie były wyjątkowe, niepowtarzalne. 
***
               Około drugiej nad ranem dotarli pod mieszkanie Zayna oczywiście trzymając się za ręce. Na zmianę obdarowywali się pocałunkami, dopóki Liam nie odsunął się delikatnie.
-Zayn ?- szepnął.
-Tak Li ?
-Tak właściwie co my teraz robimy ?
-Myślę, że całujemy.
-Nie o to mi chodzi Zayn. Chodzi mi o to co jest między nami ?
-Uh... A ty co byś chciał żeby było ?
-Cholera, boję się. Boję się, że mnie wyśmiejesz- Liam w dalszym ciągu szeptał.
-Nie bój się, nie zrobię tego-brunet przyłożył swoją dłoń do policzka chłopaka.
-Okey. Czy... czy ty... czy ty chciałbyś być moim chłopakiem ?
-Chciałbym być- szepnął, a następnie złączył ich usta w kolejnym pocałunku. Innym niż wszystkie, gdyż w nim nie było niepewności, a sama radość. I to chyba właśnie wtedy Zayn mógł już przyznać się przed sobą, że Liam go złamał. Zajęło mu to ledwie niecały tydzień. Musiał mu przyznać, że był cholernym spryciarzem. Niecały tydzień, a Zayn już był w nim zakochany.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i jest kolejny ! Więc nie wiem jak mam Was przepraszać za te długie przerwy, ale chyba niestety nie dam rady szybciej publikować. Przepraszam :c
Mam nadzieję, że w miarę Wam się spodoba rozdział. I bardzo proszę, zostawcie o sobie ślad w formie komentarza, bo to one dają mi największą motywację do dalszego pisania ;3 x
Mańka xx

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział XIII

             Zayn odsunął się nieznacznie od Liama. Był w lekkim szoku, dodajmy, że w bardzo pozytywnym, lekkim szoku. Powoli otworzył oczy a na jego twarzy wykwitł uśmiech. Szatyn nadal stał z przymkniętymi powiekami i starał się unormować oddech. Brunet nie mógł się na niego napatrzeć, był taki piękny w tym momencie. Jednak nadal bał się co powie Payne. Malik ciągle nie wiedział jak chłopak zareaguje, bo co z tego, iż oddał pocałunek ? No i co z tego, że za drugim razem to on złączył ich usta ? Nic, bo to nie zmieniało faktu, że to Zayn był tym, który pierwszy pokonał odległość między nimi, to on pierwszy pocałował szatyna. I teraz stojąc parę centymetrów przed nim, nie umiał rozgryźć wyrazu, jaki przybrała twarz tancerza. W Maliku kłębiło się wiele myśli, które nieudolnie próbował stłumić. Jednak wszystkie scenariusze właśnie przebiegały mu przed oczami. Była opcja pierwsza, według której Liam mówi żeby o tym zapomnieli. Wersja druga- Liam krzyczy na niego i wyzywa od pedałów i mówiąc, żeby więcej się do niego nie zbliżał. No i była jeszcze trzecia wersja. Niewątpliwie najbardziej przez Zayna wyczekiwana, ale zarówno w niej pokładał najmniej nadziei. Payne mówiący, że chciałby to jeszcze powtórzyć.
             Ciche chrząknięcie wyrwało Mulata z kłębu jego obaw. Liam znów miał otwarte oczy i lekki uśmiech. Zayn wziął to za dobrą kartę. Może nie będzie tak źle ? Zauważył, że Payne chce coś powiedzieć, więc wziął głęboki wdech i czekał na to co usłyszy.
-To co się tu przed chwilą stało...-szatyn zaczął jednak Malik wpadł mu w słowo.
-Wiem, nie powinienem, przepraszam. Więcej się to nie powtórzy.
-W takim razie szkoda.
-Tak. Zaraz co ?- oczy Zayna rozszerzyły się ze zdziwienia. Nie, to przecież nie oznacza...
-Podobało mi się to Zayn- Liam przybliżył się, zmniejszając odległość, która ich dzieliła.- Cieszę się, że to zrobiłeś, bo ja nie miałbym na tyle odwagi. Nie po tym co zrobiłem Ci w zeszył roku- pokręcił głową, nie umiejąc sobie z tym poradzić.
-Hey- Mulat szepnął i niepewnie położył dłoń na policzku chłopaka. - Ja też nie zachowywałem się w porządku. Obaj mamy coś na sumieniu, ale chyba możemy to sobie wybaczyć i zacząć od nowa, co ?
-Myślisz, że umiałbyś mi wybaczyć ?-w głosie szatyna pojawiła się nadzieja.
-Liam ja już Ci to wybaczyłem- odparł cichutko się śmiejąc.- Gdybym tego nie zrobił, czy stałbym tu, w mrozie, prawie o północy i skradał pocałunek ?- Payne delikatnie się uśmiechnął, a na jego policzkach pojawił się róż.
-Chyba nie- Liam spojrzał w oczy Malika. Nie kłamał. Wybaczył mu, a z serca tancerza spadł niewidzialny kamień poczucia winy. - W takim razie, pora żebym ja zebrał w sobie odwagę- lekko odchrząknął. - Zayn może chciałbyś wyjść gdzieś jutro ze mną po Twojej pracy ?
-Czy zapraszasz mnie na randkę ?
-Um... Tak.
-W takim razie z wielką chęcią.
-Wpadnę po Ciebie o dziewiątej do Twojej pracy, dobrze ?
-Dobrze- Zayn starał się ukryć, jak wielkie zadowolenie ogarnęło go, ponieważ Liam pamiętał o której kończy.
-Tylko gdzie ty pracujesz ?
-Uh. Nie mam tak szlachetnej pracy jak ty. Pracuję przy naprawie motocyklów. W zakładzie mechanicznym naprzeciw akademii.
-Naprawdę ? To niesamowite ! Znaczy zawsze chciałem przejechać się na takiej maszynie.
-Kto wie, może teraz będziesz miał w końcu okazję ?
-W takim razie, będę na Ciebie czekał jutro o dziewiątej koło zakładu-Liam nieznacznie przybliżył się, zmniejszając odległość między nimi.
-Nie mogę się doczekać- szepnął brunet i pokonał ostatnie dzielące ich centymetry, łącząc ich wargi w kolejnym tej nocy pocałunku.
             Ten pocałunek różnił się od poprzednich dwóch. Był mniej niepewny i bardziej namiętny. Ich języki przyjemnie się o siebie ocierały, a usta idealnie do siebie pasowały. Przez głowę Mulata przebiegła myśl, że mógłby tak zostać na wieki. Nie umiał tego wytłumaczyć, ale po raz pierwszy czuł w brzuchu przyjemne łaskotki, tak jakby przysłowiowe motyle właśnie obudziły się od życia i miały ADHD.
***
             Po dosyć długim pożegnaniu z Zaynem, Liam w końcu dotarł do mieszkania. Miał cichą nadzieję, że Harry już śpi. Chciał iść prosto do łóżka i przemyśleć parę spraw. Jednak gdy tylko zakluczył drzwi Styles magicznie zmaterializował się w przejściu do salonu. 
-Nie żebym był twoją matką Payne, ale wiesz która godzina ? Martwiłem się o ciebie !
-Jesteś pewien, że jednak nie jesteś moją mamą ?
-Och daj spokój. Mów lepiej gdzie i z kim byłeś.
-Zabawny jesteś-Liam wyminął przyjaciela i poszedł do kuchni po butelkę wody.-Ja mam Ci się spowiadać, a ty nadal nie powiedziałeś mi co robiłeś wczoraj do pierwszej.
-Czyli jeśli ja powiem, ty też powiesz ?
-Tak. Tak mniej więcej wygląda twoja sytuacja.
-Ugh, no okey. Ale to nie jest nic nadzwyczajnego.
-Nadal czekam.
-Po prostu straciliśmy z Lou rachubę czasu. Ot cała historia.
-Hazza. Mały głupiutki Hazza. Myślisz, że Ci uwierzę, że nie zorientowaliście się, iż jest pierwsza nad ranem ? Błagam.
-Czasami przerażające jest to jak dobrze mnie znasz. Dobra chcesz prawdy ?
-A niby czego miałbym chcieć ? Harry jesteśmy przyjaciółmi, nie powinniśmy mieć przed sobą sekretów.
-Okey...Bo ja go Liam chyba naprawdę polubiłem. Znaczy sam jeszcze tego nie rozumiem, ale on nie jest taki zły, wiesz ? Czułem się przy nim tak swobodnie, prawie jak z Tobą. Wiem, że pomyślisz, że oszalałem, bo podoba mi się malarz, do tego Louis Tomlinson, ale nic na to nie poradzę Li... Poszliśmy na pizze po zdjęciach. Chyba jeszcze nigdy nie uśmiałem się tak przy zwykłej pizzy. To było coś innego, niż nasze wypady. Cholera Li, błagam powiedz coś !
-Mój malutki Harry się zakochał !-Liam rzucił się na przyjaciela i mocno objął go ramionami.
-Zakochanie, to może za dużo powiedziane, ale zauroczony to chyba jestem w tym pieprzonym Tomlinsonie-szepnął lokowaty w ramię przyjaciela.
-W takim razie, nie powinno za bardzo Cię zdziwić, to co teraz powiem. Jutro mam randkę-Styles wysunął się z objęć i spojrzał lekko zdezorientowany.
-Co ma Twoja randka do mojej sytuacji ?
-To, że idę na nią z Zaynem Malikiem. Przyjacielem Louisa pieprzonego Tomlinsona.
-Cooo ?
-To. A no i jeszcze jedno. 
-Jezu co jeszcze ? Spodziewasz się z nim dziecka ?
-Nie. Ale jego usta są nieziemskie.
-Całowaliście się ?-oczy Harry'ego rosły z każdą sekundą.
-Tak. Trzy razy-Liam potarł swój kark, zaczynał czuć się lekko zakłopotany.
-Kurwa Li. A może to jakieś ' Mamy Cię ! '. Przecież to beznadziejnie głupie, jak w tych wszystkich romansach, które oglądasz.
-Ej ! Ty je oglądasz razem ze mną i jakoś nigdy nie słyszałem, żebyś się sprzeciwiał, w przerwach, gdy musisz wysmarkać nos !
-Ale nie uważasz, że to dziwne. Obaj, w tym samym czasie, zaczynamy czuć coś do osób, do których powinniśmy nie czuć nic ? Przecież my łamiemy szkolne zasady !
-Serio ? To cię martwi ? Szkolne zwyczaje ? Przecież my zawsze łamiemy zasady ! Błagam Cię Hazz, nie wierzę, że to TY to powiedziałeś. Raczej pomyślałbym, że to będzie nakręcać cię jeszcze bardziej.
-Dobra, okey. Przyznaję, że to jest w jakiś sposób podniecające ? Co nie zmienia faktu, że takie rzeczy dzieją się tylko na filmach !
-No to witaj w naszym filmie Harry. Bo ja mam zamiar wziąć w nim udział, a ty ?
-Cholera. Tyłek Lou jest tego wart. Wchodzę w to. Ale jeśli złamiemy sobie serca, to ty będziesz robił nam gorące czekolady.
***
             Zayn wszedł cichutko do mieszkania. Nie chcąc budzić swoich przyjaciół, po ciemku dotarł do łazienki. Szybko zrzucił brudne ciuchy i umył zęby. Równie cicho co wcześniej poszedł do swojego pokoju. Położył się na łóżku i szczelnie opatulił kołdrą. Delikatny uśmiech wykwitł na jego twarzy, kiedy przypomniał sobie usta Liama na jego. Wolno i niemal nie dotykając opuszkami przejechał po swojej dolnej wardze. Wciąż czuł na niej smak szatyna. Nie mógł się powstrzymać i zachichotał jak mała dziewczynka. Ale właśnie tak się teraz czuł. Wciąż nie docierało zbytnio do niego, to co miało miejsce niespełna godzinę temu. Pocałował Liama. Liam pocałował jego. Jutro idą na randkę. Nie to się nie dzieje naprawdę. Mulat przewrócił się na drugi bok i wcisnął mocniej głowę w poduszkę. No pięknie, przez Liama teraz nie będzie mógł usnąć i jutro stawi się w pracy nie wyspany. Jednak myśl, że gdy jutro zamknie zakład, a tancerz będzie na niego czekać znów przyprawiła go o motylki. Nie mógł się już jej doczekać. Cholera kto by pomyślał. On i Liam Payne. Nie tego chyba jeszcze nie było. 
             Malik ostatni raz przejechał koniuszkami palców po wardze i przywołując w myślach obraz Liama, zasnął z wielkim uśmiechem. W końcu od dłuższego czasu mógł przyznać się sam przed sobą, że to jest chyba to czego szukał z utęsknieniem od tak dawna. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc mamy kolejny. Bardzo Was przepraszam, że rozdziały pojawiają się tak rzadko. Zdaję sobie z tego sprawę i jest mi z tym cholernie głupio i źle. :c Ale uwierzcie mi, naprawdę robię wszystko co mogę, aby pojawiały się jak najszybciej.
 Jak pewnie zauważyliście, trochę zmieniłam wygląd bloga. Piękny nagłówek, zawdzięczam mojemu kochanemu Miśkowi @PeaceAndYoung ! :3 Pojawiła się też zakładka ' Informowani ' jeśli chciałby ktoś do niej dołączyć, niech napisze w komentarzu c;
 Mam nadzieję, że nie zawiodłam Waszych oczekiwań i rozdział będzie się w miarę podobał. Dla mnie jest taki sobie...
Jeszcze raz przepraszam, za tak długą przerwę.
Do napisania. 
Mańka xx

sobota, 19 października 2013

Rozdział XII

             Było parę minut po dziesiątej w nocy, gdy Liam i Zayn opuścili hospicjum dziecięce. Malik w dalszym ciągu był w szoku. Nie spodziewał się czegoś takiego po Payne'nie. Jasne przez ostatni tydzień dowiedział się, że tancerz jest zupełnie inny niż go postrzegał, ale ta praca ? To już naprawdę było dla niego za wiele. Naprawdę wolał myśleć o szatynie, jako wkurzającym dupku, który nie widzi nic prócz czubka własnego nosa, a jego ego przewyższa IQ o sto razy. A jednak, musiał przyznać, że mylił się co do niego i to bardzo.
             Chłopiec, którym opiekował się Liam był bardzo pogodnym dzieckiem. Nie przejmował się swoją chorobą. Zayn z zazdrością zauważył, że malec potrafi czerpać radość z każdej drobnostki. Kiedy szatyn ich na chwilę opuścił, Ethan nieśmiało się do niego przysunął i lekko zawstydzony spytał Mulata czy jeszcze kiedyś go odwiedzi. Malik z zaskoczeniem, odparł że z miłą chęcią przyjdzie do niego i to nie raz. Oczy chłopca od razu rozbłysły i z już większą pewnością spytał Zayna czy może mu zdradzić sekret zanim Liam wróci. Brunet kiwnął głową na znak zgody i rozłożył ramiona, aby malec mógł usadowić się na jego kolanach. Ethan powiedział mu, że kocha Payne'a, ale to z nim woli bawić się Transformersami.
              Malik na samo wspomnienie cichutko się roześmiał, nie uszło to jednak uwadze Liama, który przyglądał mu się już od dłuższego czasu. Malarz lekko się zarumienił, ale nie odwrócił wzroku.
-No i z czego się śmiejesz Malik ?- szatyn zapytał zdezorientowany.
-Z niczego. A właściwie z siebie no i może trochę z Ciebie- odparł zawadiacko Mulat.
-Ze mnie ? A niby z jakich przyczyn ?
-Bo jakoś mi nie pasowałeś wcześniej do tego miejsca Payne- odwrócił się i ręką wskazał budynek, z którego przed chwilą wyszli.
-Eh. No tak. Wiem, że w zeszłym roku nie pokazałem Ci się od dobrej strony...- nie dane było mu dokończyć, gdyż Zayn przerwał jego wypowiedź.
-Daj spokój. Ja też do uprzejmych nie należałem. Ale teraz poznałem nowego Ciebie i powiem Ci, że chyba go polubiłem- Malik posłał mu jeden ze swoich lepszych uśmiechów.
              Zaczynał odzyskiwać pewność siebie, co go bardzo cieszyło. Zawsze umiał sobie radzić w kontaktach z ludźmi. Ba ! Uważany był za typowego podrywacza i w sumie tak było. Nigdy nie miał problemów z uwodzeniem. No i był przecież typem złego chłopca i to wcale nie na pokaz. Jego przeszłość skrywała wiele mrocznych i niezbyt przyjemnych tajemnic. A jednak od kiedy poznali się z szatynem bliżej cała ta jego pewność siebie i wyluzowany styl gdzieś znikły. Jakby nagle z niego to wszystko wyparowało. Odkrył nawet, że potrafi się rumienić ! On nigdy wcześniej się nie rumienił ! A teraz robi to kilkakrotnie i to za każdym razem, gdy w pobliżu znajduje się Liam.
-Zabrzmiałem trochę jak te dziewczyny w kiepskich komediach romantycznych- Mulat skrzywił się nieznacznie.
-Wcale że nie ! - szatyn zaprotestował, jednak po chwili wybuchł śmiechem. - No może trochę. Ale nie martw się, ja też Cię polubiłem- dodał uśmiechając się do artysty. - A tak poza tym co ty koleś masz do komedii romantycznych !
- Serio Payne ? Serio ? Oglądasz te romansidła ? I może jeszcze płaczesz na zakończeniach ?
-Och zamknij się. I nie płaczę !
-O mój boże. Jesteś nienormalny- Zayn zaczął się śmiać tak głośno, że przechodzący obok ludzie zaczęli zwracać na nich uwagę.- Muszę wypytać Etha czy rzeczywiście nie płaczesz.
-Ethan nic Ci nie powie.
-Zobaczymy. A teraz możesz mi wyjaśnić jakim cudem pracujesz w hospicjum dziecięcym ?
-No tak bałem się tego pytania-odparł lekko zakłopotany Payne, a jego dłoń powędrowała na szyję.
-Wybacz, jeśli nie chcesz to nie mów.
-Nie. Tylko to dłuższa historia. Spieszy Ci się do domu ?
-Nie za bardzo- brunet uśmiechnął się.
-W takim razie zapraszam do całodobowej kawiarni tuż za rogiem- szatyn odwzajemnił uśmiech, a przez myśli Zayna przemknęło, że ten uśmiech mógłby go budzić co rano.
              W niecałe pięć minut chłopcy znaleźli się w ciepłym pomieszczeniu, które pachniało świeżą kawą oraz wanilią. Zajęli najbardziej oddalony stolik i po złożeniu zamówienia, czyli dwóch kubków gorącej czekolady, Liam zaczął bawić się swoimi dłońmi.
- Więc chciałeś wiedzieć jak znalazłem się w tej pracy- szatyn przerwał, a Zayn kiwnął tylko głową. - Uh... Bo wiesz ja w sumie taki święty nie jestem. Znaczy to był tylko ten jeden raz. Nigdy więcej tego nie powtórzyłem i nie mam zamiaru.
              Malik nie rozumiał nic z wypowiedzi Liama, jednak czekał. Rozumiał, że jest mu o tym ciężko mówić. Nie naciskał, nie miał do tego prawa. To tak jakby Payne zmuszał go do wyjawienia mu jego sekretów. Szatyn już otwierał usta, żeby znów zacząć mówić, jednak przeszkodził mu w tym kelner, który przyniósł ich zamówienie. Postawił na stole przed nimi kubki pełne gorącej, brązowej i kusząco pachnącej cieczy. Liam uśmiechnął się do mężczyzny w fartuszku, a ten odwzajemnił go. Zayn nie wiedział czemu, ale wzbudziło to w nim... zazdrość ? Odprowadził kelnera wzrokiem, aż zniknął na zapleczu, jednak zanim to zrobił odwrócił się i jeszcze raz spojrzał w kierunku szatyna. O tak, to była zazdrość. Mimo to Payne chyba tego nie zauważył i wpatrując się w swój kubek znów zaczął cicho mówić.
-Byliśmy raz z Harry'm na imprezie. Wiesz miało być zwyczajnie. Muzyka, taniec no i alkohol. Do czasu. Ktoś przyniósł amfetaminę. Nie. Uprzedzając twoje pytanie, nie wziąłem tego. Znaczy nie świadomie. Pewna dziewczyna dosypała mi jej trochę do piwa. Potem pamiętam tylko, że bawiłem się znakomicie, aż wkroczyła policja-Liam westchnął cichutko nadal wpatrzony w swój kubek.- Przyjechali prosić, abyśmy ściszyli muzykę, ale jeden z nich zorientował się, że coś jest nie tak. Spisali nas i podali badaniom. Wyszło, że mam to świństwo w krwi. Harry dwoił się i troił, żeby mnie z tego jakoś wyciągnąć. No i udało się, sędzia uwierzył, iż nie mam nic wspólnego z handlem, jednak musiałem odpracować 15 godzin społecznie. I tak znalazłem się w hospicjum. Karę skończyłem odrabiać ponad 10 miesięcy temu, jednak zostałem. Wiesz- w jego oczach znów pojawiły się iskierki radości- za bardzo pokochałem tego malca. Zawsze chciałem mieć brata, a on był taki samotny. No i oto cała historia-Liam w końcu odważył się spojrzeć na Mulata.
               Twarz Zayna wyrażała po części zaskoczenie, a po części zrozumienie.
-Nie powiem zaskoczyłeś mnie, ale jak powiedziałeś nie wziąłeś tego gówna sam. Wiesz moja przeszłość w przeciwieństwie do twojego epizodu jest o wiele... mroczniejsza ? Kiedyś może Ci o niej opowiem jednak dziś zdradzę Ci jedno. Powinieneś cieszyć się że skończyło się tylko na pracy społecznej, uwierz mi wiem co mówię. Poza tym, poznałeś Ethana.
               Miedzy nimi zapadła cisza, przerywana tylko odgłosem kubków. Nie była to jednak niezręczna sytuacja. Obaj uśmiechali się do siebie, nie musieli nic mówić. Liam wiedział, że Zayn go nie ocenia, a wręcz o rozumie, a Mulat cieszył się, że szatyn mu zaufał oraz że nie naciska na niego. W pewien sposób dopełniali się i nawet to milczenie było rodzajem jakiejś komunikacji, więzi między nimi.
***
               -Ej Zayn słuchaj, gadałeś może dziś z Louisem ?- Liam zapytał się Mulata gdy już wracali do domu.
-Ale, że w jakiej sprawie ?
-No bo Harry wrócił do domu po pierwszej nad ranem, więc może Tomlinson też.
-Aaa o to Ci chodzi. Podobno chcieli zrobić zdjęcia w nocnym świetle. Ale coś mi się wydaje, że to nie tylko o to chodzi. A ty wyciągnąłeś coś od Styles'a ?
-No właśnie nie, ale mam zamiar to zrobić jak wrócę. Zobaczymy czy ich wersje będą się zgadzać.
-Czyli, że co ? Bawimy się w detektywów ?
-Oczywiście. Wybacz, ale ja jestem cholernie ciekawy, a ty nie ?
-Głupio mi się przyznać, ale też jestem.
-No to co wspólne śledztwo ?-Liam wyciągnął dłoń.
-Boże w co ja się pakuje- mruknął brunet, jednak uścisnął dłoń szatyna.
-Będziemy partnerami. Partnerami w śledztwie.
***
               - Wiesz dzięki za to popołudnie- Zayn uśmiechnął się i włożył dłonie w kieszenie spodni, gdy znaleźli się przy wejściu do mieszkania Liama.
-Nie ma za co. Po prostu zabrałem Cię do mojej pracy.
-Ale było naprawdę przyjemnie. Ethan to wspaniały dzieciak.
-Zgadzam się z tym.
               Przez chwilę obaj uśmiechali się do siebie. Żadnemu nie śpieszyło się do domu. Zayn nie pamiętał jak ani dlaczego, ale przyłapał się na patrzeniu na usta szatyna. I co zabawniejsze Liam robił dokładnie to samo. Właśnie to wzbudziło w Maliku nową falę odwagi. Znów był w połowie tym zdobywającym chłopakiem. Powoli podszedł bliżej do tancerza i przenosząc wzrok z ust na jego oczy zbliżył swoją twarz. Payne był odrobinę wyższy od Mulata. Czuł jak ciepły oddech szatyna owiewa jego policzki. Ostatni raz spojrzał w niesamowicie brązowe oczy chłopaka, a po chwili natarł swoimi ustami na wargi Liama. Przez chwilę ich usta były tylko do siebie przyciśnięte, ale gdy minął pierwszy szok ich wargi lekko się o siebie otarły. Zayn poczuł jak Liam lekko się uśmiecha i oddaje pocałunek przejeżdżając językiem po jego dolnej wardze. Malik wiedział co to znaczy, szatyn chciał dostać zaproszenie do odważniejszego pocałunku. Nie musiał na to długo czekać. Mulat delikatnie rozchylił swoje wargi, a język Payne'a szybko wkradł się do ich środka. Obaj mogli śmiało powiedzieć, że był to jeden z najlepszych pocałunków ich życia. tak jakby byli do tego stworzeni. Ich języki ocierały się o siebie, ale nie wpychały się na siłę. Nie wiedzieli ile czasu minęło, może dziesięć sekund, a może o wiele więcej. Jednak nie obchodziło ich to, stali i dalej kontynuowali swój pocałunek. W końcu zabrakło im tchu. Obaj odsunęli się od siebie, ale wciąż byli na tyle blisko, żeby czuć własne przyśpieszone oddechy. Liam przemógł się i otworzył oczy, a jego wzrok napotkał ciemne brązowe oczy, w których utonął. Czekali aż ich puls się unormuje, a z ich policzków znikną zaczerwieniania. Jednak nie mogli wiecznie stać w milczeniu. Pomimo to szatyn znów nachylił się i złożył kolejny pocałunek na ustach Mulata. Poczuł, że brunet uśmiecha się i oddaje pocałunek z podwojoną siłą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No więc witam, po dość sporej przerwie. Ale pretensje składajcie do moich nauczycieli. -.- Nie mniej jednak przepraszam, bo zdaję sobie sprawę, że zawalam. :c Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.
Co do rozdziału to mam mieszane uczucia. No ale mamy w końcu Ziam moment. ;3 Więc błagam napiszcie mi co o tym sądzicie. c; 
Kocham Was <3
Mańka xx

sobota, 5 października 2013

Rozdział XI

             Pierwszym co zrobił Liam, po przekroczeniu progu mieszkania, był prysznic. Niedbale rzucił plecak na podłogę w przedpokoju i szybko ruszył do łazienki, żeby zająć ją przed Harry'm. Przekręcił blokadę w drzwiach i rozebrał się z ubrań.
             Gdy znalazł się w kabinie prysznicowej, a ciepła woda otulała przyjemnie jego zmęczone ciało, mógł w końcu spokojnie odetchnąć. Minął dopiero jeden tydzień zajęć na akademii, a on już zdążył nabawić się kilku guzów i siniaków. Nie obyło się również bez zakwasów. I choć Liam obiecał sobie, że nie wypadnie z formy przez wakacje, to jego ciało nie było wystarczająco rozciągane podczas wolnych dni.
             Przez pewien moment po prostu stał bez ruchu i pozwalał ciepłym kroplom wody spadać na jego nagie ciało. Jednak głośnie pukanie, a właściwie walenie, w drzwi przypomniało mu o obecności w mieszkaniu, jego przyjaciela, który również chciał skorzystać z łazienki. Niechętnie, szatyn zakręcił wodę, wytarł się i okręcił brązowy ręcznik wokół swoich bioder. Zebrał z podłogi ciuchy, które jeszcze nadawały się do użytku, a resztę z nich wrzucił do kosza na brudy i przekręcił zamek. Kiedy otworzył drzwi, na jego skąpo odzianym ciele, pojawiły się dreszcze. Zimne powietrze zdawało się przylegać do niego niczym niewidzialny koc. Styles posłał mu kpiący uśmiech i znikł wewnątrz ciepłego pomieszczenia. Payne nie chcąc dłużej marznąć poszedł do swojego pokoju. Przelotnie spojrzał na zegarek, który informował go, iż zostało mu 45 minut do wyjścia, jeśli nie chce spóźnić się do pracy.
             Żwawym krokiem podszedł do szafy i wyciągnął z niej świeże ubranie. Szybko założył je na siebie chcąc jak najszybciej się ogrzać. Wciąż wilgotne włosy przetarł jeszcze ręcznikiem. Nie zadawał sobie trudu sięgnięcia po suszarkę, ponieważ stwierdził, że włosy zdążą mu wyschnąć przed wyjściem. Nagle przypomniał sobie, że miał napisać sma'a do Zayna z adresem jego pracy. Rozejrzał się po pokoju, w celu zlokalizowania swojej komórki, lecz nigdzie jej nie zobaczył. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że jego telefon komórkowy znajduje się w plecaku. W przeciągu kilku sekund urządzenie znajdowało się w jego dłoniach. Liam szybko wystukał w klawiaturze adres i pytanie czy Mulat wie gdzie ma przyjechać, i wysłał wiadomość. Odpowiedź przyszła, gdy szatyn nastawiał wodę na herbatę. Uśmiechnął się gdy odczytał pozytywną wiadomość. Odłożył telefon i wlał wrzątek do swojego kubka. Pozostawił herbatę, żeby trochę ostygła i sięgnął po talerz z zapiekanką, który zostawił mu Harry.
             No własnie co do Harry'ego. Liama zżerała ciekawość. Styles wrócił wczoraj dobrze po pierwszej w nocy i do tej pory nie wyjaśnił mu dokładnie dlaczego tak późno. A to naprawdę było bardzo ciekawe, tym bardziej, że popołudnie spędzał z Louisem Tomlinsonem. Czyżby coś było na rzeczy ? No bo chłopak na pewno nie był w klubie czy jakiejś domówce, ponieważ Payne by o tym wiedział. Ta sprawa naprawdę go nurtowała i szatyn miał nadzieję, że dowie się wszystkiego przed pracą. Niestety Harry starał się go unikać co też dawało mu dużo do myślenia.
             Payne nie doczekał się na przyjaciela. Gdy skończył jeść, lokowaty nadal siedział w łazience. Spojrzał na cyfrowy zegarek i z lekkim zawodem, stwierdził iż musi zbierać się już do pracy. Wstawił brudny talerz i kubek do zmywarki, zgarnął z kuchennego blatu telefon i poszedł po przedpokoju. Szybko zarzucił na siebie kurtkę i złapał przygotowaną rano torbę. W chwili gdy poprawiał swoje włosy zamek od drzwi łazienki cicho zgrzytnął, a z pomieszczenia wyłonił się Styles.
-Słuchaj- Liam wystawił palec wskazujący w stronę przyjaciela. - Idę już do pracy, ale ty nie myśl, że mi się wywiniesz, jasne?
-Z czego mam Ci się wywijać Li ?- zielonooki udał zdziwienie.
-Och, nie udawaj. Wróciłeś o pierwszej w nocy. I to na tygodniu. A jako, że jestem Twoim kochanym przyjacielem, który się o Ciebie troszczy, mam prawo wiedzieć, dlaczego tak późno wróciłeś.
-Liam...- jęknął Styles.
-Nie Liam, tylko tak. Wrócę z pracy to pogadamy. Rozumiemy się ?
-Rozumiemy-mruknął niechętnie.
-No i super. Biorę swoje kluczę, więc nie musisz na mnie czekać.
-I tak będę czekać, wiesz o tym.
-Wiem, choć nie widzę powodów.
-Są takie same, jakie ty miałeś wczoraj czekając na mnie. Jesteś moim kochanym przyjacielem czyż nie ?
-Dobra, ale i tak ci się nie upiecze.
-Zrozumiałem. No to udanej pracy.
-Dzięki- szatyn uśmiechnął się.
             Liam opuścił mieszkanie i szybko zbiegł ze schodów. Przez rozmowę z Harry'm zostało mu tylko 10 minut, a jego kierowniczka nie lubiła gdy się spóźniał. Wybiegł z klatki i pobiegł w kierunku swojej pracy. Na szczęście dla niego znajdowała się ona parę ulic dalej. Gdy pokonał ostatnie przejście był pewny, że uda mu się zdążyć na czas. Skręcił w prawo i  wyrósł przed nim budynek, w którym miał spędzić następne sześć godzin. Przed wejściem wysłał jeszcze sms'a Zaynowi, żeby pytał się w recepcji o Liama Payne i wyciszył telefon.
             W środku powitała go kochana twarz pani Margaret. Była ona kobietą po 60, ale kondycje miała niczym nastolatka. Wszyscy w ośrodku ją uwielbiali i traktowali jak przyszywaną babcię. Na twarzy Liama pojawił się szeroki uśmiech.
-Witaj Li- kobieta obdarzyła go ciepłym spojrzeniem.
-Dzień dobry Meggie. Jak się dziś czujesz ?
-A jak ja mam się czuć ? Jestem jak nowo narodzona kochany.
-Meg, bo ja mam do Ciebie pewną sprawę.
-O. No to mów.
-Jak wejdzie tu taki chłopak w moim wieku, ciemne włosy, Mulat. To skieruj go do mnie, dobrze ?
-A mogę spytać czemu ?
-To mój kolega z akademii. Musimy przećwiczyć coś razem, a niestety brak nam wolnego czasu.
-A przystojny ?
-Meg tobie tylko jedno w głowie !
-Od razu na mnie ! Mnie chodzi o Ciebie.
-Dobrze wiesz, że nie mam czasu na związki, poza tym nasza relacja jest trochę skomplikowana.
-Dobrze, już dobrze. Mulat ,ciemne włosy, odesłać do Ciebie, zapamiętałam.
-Dziękuję, jesteś kochana. A teraz wybacz, muszę iść już do Ethana- odszedł od kontuaru i ruszył w kierunku pokoju numer 12.
-A idź, maluch pyta się o Ciebie od samego rana.
             Liam posłał jej ostatni uśmiech i zniknął za drzwiami pokoju swojego podopiecznego. Szatyn pracował jako opiekun w ośrodku z ciężko chorymi dziećmi. Uwielbiał tą pracę, choć mógł przychodzić do tej tylko podczas weekendów. Jego podopiecznym był 4 letni blondynek o oliwkowych oczach - Ethan, który zaskarbił sobie serce Payne'a od pierwszego spotkania.
-Li ! Przyszedłeś !- maluch rzucił swoje zabawki na podłogę i podbiegł przytulić szatyna.
-Jakbym mógł do Ciebie nie przyjść ?- odparł i wziął chłopca na ręce.
-Pobawisz się ze mną ?
-Z największą przyjemnością, ale chciałbym o czymś z Tobą porozmawiać- usiadł na łóżku i posadził sobie czterolatka na kolanach. - Bo widzisz, mam takiego kolegę. Ma na imię Zayn i on przyjdzie nas odwiedzić.
-A fajny jest ?- maluch spytał bawiąc się suwakiem bluzy.
-Bardzo. To co będziesz dla niego miły ?
-Będę, ale jak pobawisz się ze mną. Prooszę. Mam nowego transformera. Rodzice mi przysłali.
             Szatyn kiwnął głową i puścił Ethana, żeby chłopczyk mógł pobiec po swoje zabawki. Gdy malec wrócił z dwoma transformerami rozległo się pukanie i chwilę później w drzwiach pojawił się Zayn.
-Um. Hey- powiedział lekko speszony.
-Hey, wejdź- Liam machnął ręką w geście zaproszenia i podniósł się z łóżka. Ethan od razu złapał za nogawkę jego spodni. - A Zayn poznaj Ethana.
-Cześć- Malik przykucnął i wyciągnął dłoń w kierunku chłopca.
-Cześć. Lubisz Transformers ?
-Też pytanie. Jasne, że lubię-Mulat uśmiechnął się, co maluch odwzajemnił. Liam wiedział, że Zayn już zdobył serce chłopca.
-A pokazać ci moje ?
-Pewnie.
-Liam, to zostań z nim tu, a ja przyniosę je wszystkie, dobrze ?
-Tak jest kapitanie.
             Ethan uśmiechnął się pokazując swoje białe ząbki, a następnie pobiegł do pokoju obok.
-Więc Liam Payne jest opiekunem. No proszę. Byłem lekko zdziwiony, gdy podałeś mi ten adres.
-No tak. Czyżby ta praca do mnie nie pasowała ?
-Tak trochę.
-To dobrze.
-Czemu ?
-Lubię zaskakiwać.
-Hah. Um, wiem, że może będę wścibski, ale co mu jest ? - Malik spytał i kiwnął podbródkiem w kierunku pokoju, w którym zniknął chłopiec.
-Ma zespół Ebsteina, słyszałeś o tym kiedyś ?- Zayn pokręcił głową.- Jest to rzadka wada serca. Tak w skrócie, chodzi o zaburzenie pracy serca. Najgorsze jest to, że stan Ethana nie jest na tyle poważny, żeby kwalifikował go do operacji, ale jest na tyle zły, że chłopak może w pewnym momencie nie wytrzymać.
-Ale w jakim sensie nie wytrzymać ?- Mulat zapytał, jednak w oczach Liama wyczytał odpowiedź. - O cholera. A co z jego rodzicami ?
-No co. Są bogaci i zapracowani, więc odesłali malca do ośrodka. Czasami go odwiedzają, ale wolą raczej przysłać mu nową zabawkę.
-Skąd biorą się tacy ludzie ?
-Mnie nie pytaj.
             Między chłopakami zapadła cisza, którą przerwał odgłos kółek. Z pokoju wyłonił się zadowolony Ethan wraz z wózkiem pełnym zabawek.
-To co pobawicie się ze mną ?
             Zayn spojrzał na Liama i lekko kiwnął głową. Obaj podeszli do malca i usiedli z nim na podłodze aby zacząć się z nim bawić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i w końcu udało mi się skończyć rozdział. c; Mam nadzieję, że za bardzo Was nie zawiodłam. Wiem, że trochę pomieszałam i rozdział wyszedł taki... nudnawy ? Nie mniej jednak, mam nadzieję, że choć trochę się Wam spodoba. ;3 A i mam pytanie. Chcecie, żeby w opowiadaniu pojawił się też Larry ? Bo mam dwie wersje jak rozwinąć ich wątek. c; To jak ? Napiszcie mi co o tym sądzicie.
I dziękuję, za zrozumienie, że rozdziały dodaję rzadko. Uwierzcie mi staram się z całych sił, żeby pojawiały się jak najszybciej. :3
Mańka xx

środa, 25 września 2013

Rozdział X

         Zayn nie mógł zasnąć tej nocy. Po części dlatego, iż Louis wrócił do domu dopiero o 1 w nocy. Jednak główne myśli, które zaprzątały mu głowę nie były związane z przyjacielem. Dotyczyły one zupełnie innej osoby, Liama Payne'a. Malik nie mógł zrozumieć wielu rzeczy z nim związanych. Po pierwsze - jakim cudem tak dobrze się dogadują ? Przecież przez poprzedni rok darli ze sobą przysłowiowe koty. A dziś, będąc w mieszkaniu tancerza, Mulatowi wydawało się, że tamtych sytuacji w ogóle nie było. Czuł się, jakby poznał zupełnie nową osobę, która w niczym nie przypomina tego Liama, z którym tak bardzo się nienawidzili. Osobę, która jest tak podobna do niego, a jednocześnie zupełnie różna. Oboje mieli inne pasje, on - malarstwo, szatyn taniec, a jednak wspólne było dla nich oddanie się im całym sercem. Nie rozumiał jakim cudem Payne'owi udało się tak szybko zdobyć jego zaufanie. Bo trzeba przyznać, Malik nie często chwali się swoim zafiksowaniem na punkcie komiksów i superbohaterów. W sumie o jego hobby wie tylko Tomlinson, Horan i mama bruneta, no i teraz jeszcze Liam. Zayn był typem osoby, która nie dopuszcza do siebie zbyt wielu ludzi, a gdy już to zrobi, ta osoba musi spełniać wiele wymagań, o których wie tylko chłopak. Mulat nauczył się tego kilka lat temu, gdy jego życie wcale nie przypominało teraźniejszego. Jego przeszłość skrywała dużo tajemnic i historii, które w większości nie należały do tych miłych i dobrych. Miał wiele wspomnień, których chciałby się pozbyć.Przez które budzi się w nocy, zalany potem i szybko bijącym sercem.
     Drugą rzeczą, której Zayn nie umiał pojąć było zachowanie Liama. Kiedyś za każdym razem gdy na siebie wpadali była oczywista kłótnia, przepychanki  czy bójka. Teraz Payne rozmawia z nim jak z kolegą, można zaryzykować stwierdzenie, dobrym kolegą. Nie wyżywa się na Maliku, a nawet jest w stosunku do niego miły i uprzejmy. To tak jakby Malik przeniósł się na drugą stronę lustra i zastał zupełne przeciwieństwo szatyna. Cała ta sytuacja, zachowanie Liama, było dla bruneta czymś w rodzaju snu, z którego zaraz się obudzi, bądź mydlanej bańki, która za chwilę pryśnie.
     No i najważniejsza i najbardziej przerażająca Zayna myśl. Czy to możliwe, że już zdążył zauroczyć się w tym chłopaku ? Czy jest na tyle głupi, że po niecałym tygodniu on zaczyna coś do niego czuć ? Przecież to chore. Tak się nigdy nie zdarza, no chyba, że w tych przewidywalnych komediach romantycznych. Jednak po mimo tego Mulat nie umiał wyrzucić z głowy obrazu twarzy Liama. Tego w jak uroczy sposób marszczy mu się nos i robią kurze łapki koło oczu, gdy się śmieje. To samo było z kolorem oczu tancerza, Malikowi kojarzył się on z płynną, mleczną czekoladą, tak miały intensywną i wspaniałą barwę. A na samą myśl o umięśnionym i wyrzeźbionym ciele chłopaka, bruneta ogarniały dreszcze, a na policzki wstępował lekki rumieniec. Zayn zakrył sobie twarz poduszką i jęknął. Mocno zacisnął powieki, jakby to mogło pomóc mu w wyrzuceniu Liama Payne'a z jego głowy i w końcu spokojnym zaśnięciu. Odchylił róg poduszki i spojrzał na cyfrowy zegarek. Zielone kreski układały się w godzinę 3:44. Mulat ponownie zakrył twarz poduszką i wziął głęboki wdech. Po chwili przewrócił się z pleców na prawy bok i ułożył wygodnie. Gdy po raz kolejny nawiedziło go wspomnienie Liama z komiksami, musiał dopuścić do siebie, że prawdopodobnie jest zauroczony tym chłopakiem.
***
    - Wstawaj Zee. No śpioszku ty mój, wstawaj-kojący głos Nialla zaczął powoli wybudzać Zayna z przyjemnego snu.
-Jeszcze 10 minut Ni. Błagam-mruknął Mulat i przykrył głowę poduszką.
-Jezu, Malik rusz swoją zgrabną dupę. Czemu my zawsze musimy cie budzić ?
-Bo jesteście upierdliwi i nie chcecie pozwolić mi się wyspać.
-Nie zgadzam się. Powinieneś być raczej nam wdzięczny, ponieważ dzięki nam zawsze pojawiasz się na zajęciach. A teraz naprawdę rusz dupę, bo nie mam siły zwalać Cię z łóżka.
-Nie odważysz się-Zayn wychylił się spod poduszki.
-A chcesz się przekonać ? No dalej. Dziś już piątek. No malutki dasz radę. Wstawaj. Wstawaj. Wierzę w Ciebie. Kto dziś wstanie ? Zayn wstanie.
-Boże Horan coś ty ćpał z rana ?
-Nic. Może to od tych wczorajszych ciastek. Zresztą nie ważne. Za 5 minut widzę cię w kuchni. Jasne ?
-Jasne.
       Mulat nie chętnie zwlekł się z łóżka i poszedł do łazienki. Nachylił się nad umywalką i przemył twarz zimną wodą, aby rozbudzić się całkowicie. Gdy się wyprostował jego wzrok padł na lustro, w którym odbijała się jego zmęczona twarz. Zayn jęknął na widok ciemnych obwódek pod oczami. Jak na dłoni było widać, że tej nocy nie spał za dobrze. O ile w ogóle można stwierdzić, że spał. Nie chcąc patrzeć na swoje zmarnowane odbicie, szybko wykonał poranną toaletę i wrócił do pokoju. Podszedł do szafy z ubraniami, zastanawiając się, w co się ubrać. Szybko spojrzał na okno, za którym widać było delikatny deszcz i silny wiatr. Malika na ten widok przeszły dreszcze i szybko zdecydował się na założenie czarnych rurek oraz szarej bluzy kangurki. Na stopy wsunął zwyczajne białe adidasy. Nie miał dziś siły ani ochoty żeby męczyć się z układaniem włosów, więc pozostawił je z grzywką na czole. Sięgnął po swoje okulary zerówki i skierował się w stronę kuchni.
         Śniadanie przebiegło dziś jak każdego innego ranka. Niall kłócił się o coś z Louisem, każąc stanąć Malikowi po jego stronie. Wtedy odezwał się Tomlinson, twierdząc, że Mulat będzie trzymał jego stronę. A cała awantura skończyła się na rzucaniu w siebie poduszek. Zayn starał się udawać obecnego, jednak jego myśli non stop zajęte były Liamem. Ciągle nie mógł zrozumieć jakim cudem stało się to co się stało. Cicho westchnął i włożył brudne naczynia do zmywarki. Gdy urządzenie zaczęło działać, wziął swoją torbę z krzesła i pamiętając również o parasolu, wyszedł za przyjaciółmi z mieszkania. Pocieszał się w duchu, że dziś ostatni dzień i na weekendzie nie będzie widywał Payne'a tak często.
***
           Liam miał już dość. Piątki były bardzo wymagające. Podczas lekcji tańca jazzowego nie pomagała nawet myśl, że to jest przecież to co szatyn kocha. Jedyne czego chciał, to wejść wreszcie pod prysznic i zacząć szykować się do pracy. Niestety czekały go jeszcze jedne zajęcia. Wyszedł z szatni i wolnym krokiem ruszył na lekcje pana Michaela. Do sali wszedł jako ostatni z grupy, co nie było dla niego dużym zdziwieniem, biorąc po uwagę fakt, iż przyszedł równo z dzwonkiem. Rozejrzał się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Uśmiech mimowolnie wstąpił na jego zmęczoną twarz, gdy zauważył, że Zayn zajął mu krzesełko obok siebie. Z nieco poprawionym humorem usiadł na miejscu i przywitał się z chłopakiem. Na nieszczęście Liama nie dane było im porozmawiać, gdyż nauczyciel wszedł do sali i od razu zaczął zajęcia. Payne wykonywał je wszystkie automatycznie, ponieważ nie bardzo mógł się skupić. Aż za bardzo czuł obecność bruneta obok siebie. Po wczorajszym popołudniu Liam nie bał się przyznać, że bardzo polubił chłopaka. Miał nadzieję, że nie zraził za bardzo go do siebie. Nie chciał tego. Wiedział, że Malikowi, pewnie będzie trudno mu zaufać, po tym wszystkim co było w zeszłym roku, ale chciał to naprawić. Chciał mu udowodnić, że tamten Liam nie jest tym prawdziwym. I powoli w jego głowie zaczął rodzić się plan jak tego dokonać. Szatyn zauważył, że Mulat mu się przygląda. Nie wiele myśląc uśmiechnął się do niego, co chłopak odwzajemnił, jednak bardziej nieśmiało i odwrócił swoją głowę. Payne'owi wydawało się, że na policzkach Zayna pojawiły się lekkie rumieńce. Nie miał jednak czasu nad głębszą analizą, ponieważ pan Davies zaczął tłumaczyć coś nowego.
***
    -Hey Zayn !-Liam złapał w biegu swój plecak i podbiegł do bruneta.
-Hey-odpowiedział i zwolnił lekko kroku, aby chłopak mógł się z nim zrównać.
-Słuchaj, bo ja mam do Ciebie sprawę.
-Zamieniam się w słuch. 
-Bo tak szczerze mówiąc, wczoraj za bardzo nie wyszło nam to ćwiczenie tej piosenki.
-No nie wyszło.
-Więc kiedy byś miał czas, żebyśmy mogli zrobić to jak należy ?
-Cholera, będzie ciężko. 
-Czemu ?
-Podczas weekendów pracuję i mam wolne dopiero o dziewiątej wieczorem. A dzisiaj ?
-Dzisiaj ja mam pracę.
-No to nie wiem. Będziemy musieli spotkać się wieczorem.
-Wiesz co ja mam pomysł. Masz czas tak koło szóstej ?
-Mam, ale nie idziesz do pracy ?
-Idę, ale ty możesz pójść ze mną.
-Co ?
-Oj nie marudź. Wyśle Ci sms'a gdzie masz przyjechać okey ?
-Dobra, ale nie będę ci przeszkadzał ?
-Spokojna Twoja. Wszystko załatwię. To do zobaczenia-Liam pomachał na pożegnanie i pobiegł do samochodu, w którym czekał na niego już Harry.
        Malik zupełnie nie rozumiał zachowania chłopaka. Postanowił jednak nie rozmyślać nad tym. Skoro Liam twierdzi, że wszystko załatwi, jemu pozostało tylko czekać na sms'a. I oczywiście trudno było Mulatowi ukryć fakt, że bardzo cieszył się na kolejne spotkanie poza szkołą z szatynem. Poza tym był bardzo ciekawy gdzie Payne pracuje. Uśmiechnął się sam do siebie i dołączył do przyjaciół. Chciał szybko wrócić do domu, żeby spokojnie móc wyszykować się do wyjścia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy kolejny. c;
Po pierwsze, chcę podziękować za ponad 1000 wejść ! To niesamowite ! Nigdy nie podejrzewałabym, że ktoś będzie chciał czytać moją twórczość ( ? ). Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wielką radość mi tym sprawiacie. Kocham Was. xx
Po drugie, dziękuję za każdy komentarz. Zdaję sobie sprawę z tego, iż jest to opowiadanie o Ziamie, który nie jest popularnym paringiem, więc nie jest dużo tych komentarzy, jednak dziękuję każdemu kto poświęci pięć minut i pozostawi po sobie ślad. Naprawdę Wasze komentarze, dają mi jeszcze większą chęć do pisania. ;3
Ocenę rozdziału pozostawiam Wam. c; Nadal nie umiem pisać zakończeń, ale pracuję nad tym ! 
No to co. Do następnego rozdziału kochani ! xx
Mańka. x

niedziela, 15 września 2013

Rozdział IX

        Do mieszkania Liama spod szkoły szło się około 30 minut. Obaj chłopcy, choć starali się tego nie okazać, stresowali się tym popołudniem. Zayn, ponieważ nie chciał ośmieszyć się przed Payne'em. Nie chciał dać mu kolejnego powodu do nabijanie się z niego oraz uważania, że tancerze są lepsi od malarzy. Oczywiście Malik miał jeszcze jeden powód, do którego było mu ciężko przyznać się przed samym sobą. Mulat lubił wyzwania, a przyjaźń czy choćby znajomość z szatynem nie wątpliwie była jednym z takich wyzwań. A może po prostu bał się, że mu to nie wyjdzie ? Odrzucił od siebie te niezbyt optymistyczne wizje i skupił się na drodze do mieszkania Liama. Cała ta sytuacja była dla niego zagadką. Z dnia na dzień zaczął normalnie rozmawiać z Payne'em a do tego właśnie szedł do jego mieszkania. Nie żeby Zayn miał z tego powodu jakieś zażalenia. Nie miał ani jednego. Chciał odezwać się do chłopaka, ale nie mógł się jakoś przemóc. Zamiast tego skupił się na mijanych budynkach.
        Payne denerwował się czy aby na pewno posprzątał mieszkanie. Czy Zaynowi posmakuje przygotowana przez Harry'ego lasagne. A może on jest wegetarianinem ? O cholera, to co wtedy mu poda do jedzenia ? Przecież on ma dwie lewe ręce jeśli chodzi o kuchnie. Ledwo umie zagotować wodę na herbatę, czy zrobić płatki z mlekiem. To będzie totalna porażka. Szatyn wziął głęboki wdech i spojrzał kątem oka na swojego towarzysza. Chciał, żeby Malik go polubił. Sam w sumie nie wiedział czemu taka nagła chęć. Może to przez to, iż dzięki tym kilku lekcjom zdał sobie sprawę, że tak naprawdę chłopak nie różni się od niego praktycznie niczym. Nie mógł uwierzyć, że przez ostatni rok traktował go tak podle, tylko dlatego że taka była ' tradycja ' tej szkoły. Był na siebie naprawę zły, za to, że robił to co mu kazano, zamiast poznać tych ludzi. Zawsze robił to co chciał, dlatego miał do siebie jeszcze jeden żal. Podążył za wszystkimi, chciał wpasować się w tłum, zapominając o tym by być sobą. Postanowił to naprawić. Rozumiał, że po tym jak był bezczelny z stosunku do Mulata, raczej nie zostaną przyjaciółmi, ale chciał żeby chłopak przynajmniej w jakimś stopniu mu to wszystko wybaczył. Oczywiście nie mogło mu umknąć, że brunet jest bardzo przystojny. Dobrze, widział to od pierwszego dnia w akademii, ale wtedy nie umiał przyznać się do tego, nawet przed samym sobą. No bo przecież on był tancerzem, a Mulat malarzem. Dał wbić sobie do głowy bzdurę, jaką było myślenie, że jest od niego lepszy. Liam znów spojrzał w kierunku Zayna. Malik wydawał się zaciekawiony jakimś graffiti.
-Um. Chcesz się na chwilę zatrzymać ?
-Jeśli nie byłby to problem. Po prostu chciałbym się temu bliżej przyjrzeć-Mulat potarł lekko swój kark.
-Żaden problem-Liam uśmiechnął się i przystanął razem z chłopakiem przed ozdobionym budynkiem.
        Zayn podszedł jeszcze bliżej, żeby dotknąć faktury i dzieła. Przyłożył prawą dłoń do muru i delikatnie przesunął nią po czerwonym fragmencie graffiti. Cały obraz przedstawiał kwiat róży, z którego wychylała się jakaś mała postać. Prawdopodobnie dziewczynka. Liam nie rozumiał czym tak zachwycał się Malik. No jasne, rysunek był godny podziwu, tym bardziej, że był on zrobiony sprejem na ścianie budynku, ale pomimo to dla niego było to kolejne graffiti. Dlatego zamiast dalej przyglądać się dziełu, przeniósł wzrok na bruneta. Chłopak wydawał się zafascynowany tym co widzi. Szedł wzdłuż ściany nadal delikatnie wodząc ręką po graffiti. Wydawał się zupełnie oderwany od rzeczywistości. Szatyn śledził każdy jego krok oraz każde muśnięcie ręką kolejnych poszczególnych fragmentów obrazu. Przyłapał się na tym iż pomyślał jak pięknie Zayn wygląda w tej chwili. Z tym niesamowitym błyskiem w oczach. Malik odwrócił się do Liama. Na jego twarzy widniał tak piękny uśmiech, że szatynowy zabrakło tchu.
-Niesamowity, prawda ?- zapytał go.
-Tak. Niesamowity-odparł Payne, lecz jemu nie chodziło wcale o graffiti.
***
         Reszta drogi do domu Liama minęła im na rozmowie o graffiti. Właściwie to Zayn mówił, jak ktoś oryginalnie połączył ze sobą barwy. Z jaką dokładnością i starannością wykonał swoje dzieło. Mówił jeszcze wiele wiele innych rzeczy, których Payne nie rozumiał, jednak nie miał śmiałości mu przerwać. To z jaką czułością i pasją mówił brunet, wydawało mu się cholernie urocze. I choć nie podobało mu się to, że myśli o Maliku w ten sposób, nic na to nie mógł poradzić. Tak właśnie było. Zayn Malik, ten przystojny i uważany za niegrzecznego chłopaka, w tym momencie był tak uroczy, że Liam przez chwile zapomniał jak się oddycha. Ciągle rozmawiając o obrazie ( no dobrze, Zayn mówił, Payne tylko potakiwał ) weszli do mieszkania Liama i Harry'ego.
-Jezu Liam, muszę Cię przeprosić.
-Za co ?- szatyn zapytał się zdziwiony i odłożył swoją torbę na szafkę.
-Pewnie Cię zanudziłem tą gadką o tym graffiti-Mulat podrapał się w tył głowy.
-Nie prawda. 
-Prawda.
-Nie.
-No przyznaj się. Zanudziłem Cię. Błagam Liam, przecież widzę.
-Okey. Może nie zrozumiałem większości tego co mówisz, ale nie byłem bynajmniej tym znudzony.
-Na pewno ?
-Tak. A teraz zapraszam do kuchni-i nie czekając na bruneta, zniknął za filarem.
-Do kuchni ?
-Podejrzewam, że jesteś głodny. A jeśli nie to wybacz, ale moje treningi pozbawiają mnie wszystkich sił.
-No tak, pewnie jesteś zmęczony-Zayn ruszył do kuchni rozglądając się po całym mieszkaniu.
-Może trochę, ale to jest to co kocham, więc nie narzekam.
-Nigdy?
-Nigdy. Fakt zdarzają mi się dni, kiedy zastanawiam się czy to ma sens. Wiesz, kiedy mam dość wszystkiego. Wtedy mam ochotę spakować walizki i wrócić do domu, ale potem uświadamiam sobie, że be tańca nie byłbym sobą. To część mnie, więc dlaczego mam rezygnować z siebie i mojej ' miłości ' na własne życzenie, tylko dlatego że mam gorszy dzień ?
-Nie wiem.
-No właśnie ja też nie- Liam uśmiechnął się lekko.- Właściwie nie wiem czemu Ci to mówię, wybacz.
-Hey, nie mam czego. I uwierz mi, czasami mam tak samo. No może z wyjątkiem tego powrotu do domu.
-Czemu ? 
-Uh. To skomplikowane.
-Jasne, przepraszam. Czasami jestem wścibski-Payne odwrócił się od Mulata i sięgnął do mikrofali, która właśnie piknęła. - Mam nadzieję, że lubisz lasagne.
-A, tak. Lubię.
-Dzięki Bogu, bo nic innego nie mam, a ja nie umiem gotować.
-Nie ?- Mulat zapytał i pomógł rozłożyć talerze oraz sztućce.
-Nie. Obiady gotuje mi Harry.
-Coś ty. Gotowanie nie jest takie trudne.
-Och czyżby ?
-Tak. Ja może i nie jestem jakimś mistrzem, ale całkiem nieźle radzę sobie przy garach. 
-Może kiedyś mi pokażesz.
-Może.
***
       Chłopcy zjedli obiad i przenieśli się do salonu, przećwiczyć piosenkę. Na całe szczęście, dla obojga, nie było między nimi żadnych niezręczności. Obawy Zayna przed kompromitacją znikały, gdy tylko na twarzy Payne pojawiał się uśmiech. Uśmiech, który rozwalał go na łopatki. Nie mógł nic poradzić na to, że sposób w jaki jego nos się marszczył podczas uśmiechu, był cholernie słodki. Liam także zapomniał sprawdzaniu co sekunda czy aby wszystko jest w porządku. Obaj czuli się w swoim towarzystwie naprawdę dobrze. Momentami, można by uznać ich za całkiem zgranych przyjaciół. I choć ich zadaniem było ćwiczyć piosenkę, właściwie przez większość czasu żartowali i nawet dowiadywali się o sobie więcej. Na przykład dzięki jednemu z żartów Zayna, okazało się, że oboje są wielkimi fanami komiksów. I przez to minęło im kolejne półgodziny na przeglądaniu zbioru Liama i wymienianiu swoimi przemyśleniami, ulubionymi bohaterami i innych rzeczach. Nim się obejrzeli na zegarku widniała godzina siódma i Malik musiał zbierać się do domu. Payne odprowadził go kawałek, ponieważ Mulat stwierdził, że nie wie jak stąd dotrzeć do siebie. A szatynowi to pasowało, ponieważ nie chciał jeszcze żegnać się z brunetem. Niestety w końcu musieli się pożegnać. Uścisnęli sobie dłonie, umówili się na jutro i rozeszli w swoje strony.
***
     Zayn wrócił do mieszkania, które było niesamowicie ciche. Aż nie mógł w to uwierzyć i przez chwilę naprawdę zastanawiał się czy dobrze trafił. Wszedł głębiej mieszkania i zobaczył śpiącego na kanapie Horana, otoczonego najprzeróżniejszymi przekąskami. Uśmiechnął się do siebie. Przykrył przyjaciela kocem, wyłączył wciąż działający telewizor i posprzątał puste opakowania. Louisa jeszcze nie było. Zastanowił się, czy przypadkiem nadal siedzi gdzieś ze Styles'em. Wziął ze sobą butelkę wody i poszedł do swojego pokoju, żeby móc w spokoju przemyśleć czy aby na pewno jest normalny. No bo cholera, czy to możliwe, że przez jedno durne popołudnie zauroczył się w Liamie ?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Chciałabym Was przeprosić, za tak długą przerwę w publikowaniu. ;c Ale tak jak wspominałam ostatnio, poszłam do liceum i naprawdę mam urwanie głowy. ;/ Mam nadzieję, że zrozumiecie mnie, bo to nie jest tak, że Was olewam. Dziękuje, każdemu kto jeszcze tu zagląda i czeka na nowe rozdziały. xx Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba. Ja jestem średnio zadowolona. 
Do napisania ! c;
Kocham Was ;3
Mańka. x

wtorek, 3 września 2013

Rozdział VIII

        Budzik Liama zadzwonił równo o 6:30. Jego alarm dawał znać o sobie coraz głośniej. Szatyn wyciągnął rękę spod kołdry i po omacku zaczął go wyłączać. Za czwartą próbą, przewrócił zegarek, który spadł na podłogę i jak na złość nadal nie chciał przestać dzwonić. Payne wymamrotał coś do poduszki i powoli otworzył ciężkie powieki. Przechylił się przez materac łóżka, podniósł budzik i w końcu wyłączył to irytujące pikanie. Tak bardzo nie chciało mu się wstawać. W pokoju było zimno, przez rześkie, londyńskie powietrze. wpadające przez uchylone okno. Liam żałował, że wczoraj przed snem go nie zamknął. Teraz czuł się jak kinder mleczna kanapka w lodówce. A w kokonie, z kołdry było mu tak cieplutko i wygodnie. Chłopak powoli zaczął zapadać w sen, gdy jego drzwi otwarły się z hukiem i uderzyły w ścianę. Payne podniósł lekko głowę, aby zobaczyć co było tego przyczyną. Oczywiście, w progu stał jego kochany przyjaciel, który już był ubrany w ciemne jeansy, kontrastującą jasną koszulę jeansy'ową i swoje, ukochane, mocno przechodzone, brązowe buty . Szatyn zignorował go i znów wtulił twarz w poduszki. Jednak Harry nie miał zamiaru pozwolić mu na chwilę lenistwa. Podszedł do ramy łóżka i szybkim ruchem ściągnął z Liama całą kołdrę. Momentalnie, na ciele tego drugiego pojawiła się gęsia skórka. Teraz zamiast przyjemnego ciepła, czuł tylko chłód, tak dotkliwy, że zęby same zaczęły mu szczękać. Zerwał się z materaca i posyłając mordercze spojrzenia w kierunku, aż za bardzo zadowolonego z siebie Styles'a, pobiegł do łazienki, wziąć gorący prysznic. Mocno zatrzasnął drzwi i pozbywając się bokserek, w których spał wszedł do kabiny. Odkręcił kurek z ciepłą wodą. Nadal czuł jak jego wychłodzonym ciałem targają dreszcze. Pieprzony Harry. Zrelaksował się dopiero, gdy gorące krople wody go otuliły, a przyjemne zapachy mydła i szamponu wypełniły jego nozdrza. Po skończonym prysznicu szybko założył na siebie czarne spodnie, białą bluzkę z szarymi 3/4 rękawami i białe converse'y. Przetarł jeszcze ręcznikiem swoje wilgotne włosy i ruszył w kierunku kuchni. Harry już siedział przy stole, na którym znajdowały się dwa kubki z kawą i dwa talerze pełne jajecznicy z pomidorami.
-Jeśli jeszcze raz zafundujesz mi taką pobudkę to chyba ukradnę w nocy, to twoje drogocenne autko i rozwalę na najbliższym słupie.
-Widzę, że dobrze ci się spało Li.
-Och nie bądź sarkastyczny.
-Sarkastyczny ? Ja ? Skąd. A teraz jedz śniadanie, bo nie chcę spóźnić się przez twojego śpiocha na zajęcia do pani Dmitriev.
-Cholera balet pierwszy ?
-Yup-loczek odparł i napił się ze swojego kubka.
-Okey. Już skończyłem jeść-odezwał się po zaledwie 10 minutach.- A teraz szybko.
-Co ? Czemu ? Mamy jeszcze spokojnie 20 minut.
-Bo kurwa nie będę wciskał się w te rajtuzy przy reszcie grupy Harry- powiedział i rzucił przyjacielowi jego oliwkową kurtkę z kapturem.
-Ale ty jesteś głupi.
-I za to mnie kochasz baranku-Liam założył swoją jasnobrązową skórę i pocałował przyjaciela w policzek- A teraz błagam jedźmy.
     Harry zaśmiał się pod nosem i zabrał kluczyki do auta z szafki na korytarzu. Gdy wyszli z mieszkania Payne zakluczył za nimi drzwi co rusz pośpieszając Styles'a. Oczywiście lokowaty robił mu na złość i specjalnie się ociągał i wolno szedł na parking. Jednak w końcu dotarli do czarnego range rovera.
***
       Zayn spokojnie przebrnął przez lekcje przed przerwą obiadową. Usiadł  z przyjaciółmi przy ' swoim ' stoliku na dworze i postawił tackę z jedzeniem na jego blacie. Z talerza przyjemnie uśmiechał się do niego filet z kurczaka oraz wyglądająca całkiem przyzwoicie jakaś surówka. Dopiero gdy wziął pierwszą porcję do ust, zdał sobie sprawę jak bardzo był głodny. Kiedy był w połowie, nawiasem mówiąc Niall zaczynał już drugą porcję, poczuł jak ktoś szturcha go w ramię, a Horan i Tomlinson zamierają z widelcami przy ustach. Przełknął to co miał w buzi i dyskretnie wytarł się serwetką. Odwrócił się lekko i zrozumiał zachowanie swoich przyjaciół. Stał za nim nie kto inny jak Liam Payne, a parę metrów dalej jego przyjaciel, Harry. Szatyn uśmiechał się do niego.
-Cześć chłopaki-powiedział Liam, jakby była to najnormalniejsza rzecz.
-Hey-odparł cicho Niall.
-To my mówimy sobie cześć ?-wypalił Louis, jednak Payne zignorował to.
-Um. Zayn, chciałem się tylko upewnić, czy nasze spotkanie dziś po zajęciach jest nadal aktualne-szatyn poprawił sobie plecak, jakby nagle stracił trochę swojej pewności.
-Tak, jasne. Aktualne-Malik tylko tyle potrafił z siebie wykrzesać. Nie rozumiał tego. Przecież nigdy nie miał problemu z kłóceniem się z Payne'em czy sarkastycznymi rozmowami. A teraz, odkąd są ze sobą w dobrych stosunkach, zapomina przy nim jak używać języka. 
-To świetnie. Widzimy się na zajęciach. Pa-machnął ręką, uśmiechnął się do każdego i odwrócił. 
          Mulat patrzył jak podchodzi do Harry'ego i razem znikają w tłumie innych uczniów, idących na swoje zajęcia. Po chwili zdał sobie sprawę z tego, iż musi wyglądać to co najmniej dziwnie. Wrócił więc do swojego obiadu. Po mimo tego, że nie odrywał wzroku od talerza, czuł na sobie palące spojrzenia Nialla i Louisa. Nie wiedział jakby miał im wytłumaczyć w razie czego swoje zachowanie. Na szczęście chłopcy nie zapytali go o to. Jak gdyby nigdy nic, blondyn wrócił do urwanego tematu. A był nim apetyt chłopaka. I pytanie, czy to zdrowe jeść tyle ile on i w ogóle nie tyć. Zayn po mimo wielkiej chęci włączenia się do rozmowy, jakoś nie potrafił. Bąknął coś kilka razy, ale myślami był zupełnie gdzie indziej, a mianowicie przy wymyślaniu najgorszych scenariuszy, które mogą się zdarzyć podczas wizyty w mieszkaniu Payne'a.
***
         Reszta godzin minęła Zaynowi bardzo szybko. Aż za szybko. Nerwowo ściskając pasek od swojej torby wszedł do sali śpiewu. Tym razem Liam już czekał. Siedział na tym samym krześle co wczoraj, a na drugim, obok niego leżał jego plecak. Kiedy zauważył Mulata, pomachał do niego i wskazał palcem na zajęte krzesełko. Malik mimowolnie się uśmiechnął i podszedł do chłopaka. Szatyn bez słowa zdjął plecak, a Zayn usiadł na siedzeniu. Czarnowłosy chłopak odczuwał pomiędzy nimi pewną niezręczność. Jednak była to zupełnie inna niezręczność niż ta z poprzedniego roku. Tamta była przepełniona negatywnymi emocjami, tak, że gdyby mogli prawdopodobnie strzelali by w siebie piorunami. Ta znowuż była pełna tajemniczości i lekkiego skrępowania. Zayn nie wiedział czy Liam odczuwał to tak samo, ale on czuł pewnego rodzaju strach. Nie to, że bał się tancerza. Skąd. Przecież wiele razy mu to udowadniał. Czuł strach przed zbłaźnieniem się przed nim. I choć ciężko było mu się do tego przed samym sobą przyznać, w głębi serca cieszył się, że wylądowali na tych samych zajęciach, siedząc obok siebie i będąc razem w parze. O wiele bardziej podobały mu się przyjacielskie stosunki, które teraz utrzymywali, niż te pełne wyzwisk i kłótni sprzed dwóch miesięcy. Uśmiechnął się lekko do Payne'a, a ten to odwzajemnił. Chyba chciał coś powiedzieć, ponieważ otworzył usta. Niestety zabrzmiał dzwonek, a razem z nim do sali wszedł pan Michael. Liam zrezygnował z odezwania się i przeniósł wzrok na nauczyciela. Zayn chcąc nie chcąc zrobił to samo. Zaczęła się lekcja śpiewu.
***
       Liam i Zayn wyszli z klasy z załzawionymi oczami, czerwonymi policzkami i bolącymi brzuchami. Do tej pory nie mogli przestać się śmiać. Podczas rozgrzewki głosu, jeden z tancerzy szukając odrobiny miejsca, wywrócił się. Za sobą pociągnął również kilka osób, krzeseł, instrumentów oraz jeden regał. Przez resztę lekcji siłowali się z postawieniem mebla z powrotem w pionie. Jednak to mina chłopaka była w tym wszystkim najlepsza. Wyglądał jak czerwony burak, który zaraz miał się rozpłakać. Do tego chłopak, zamiast wstać i przeprosić, zaczął lamentować jak to potłukł sobie dłoń i przez to nie będzie mógł tańczyć przez tydzień. Chłopcy wyszli przed budynek szkoły, wciąż próbując złapać oddech.
-Wybacz Payne, ale myślałem, że jak ktoś jest tancerzem, to umie chodzić-zakpił Zayn.
-Taa. Przepraszam, zwracam honor twojemu kumplowi Niallowi. Jednak to nie on jest najwiekszą fajtłapą w tej szkole-odparł Liam i znów zaczął się śmiać, a razem z nim Malik.
-Ej. Kurwa Payne !- krzyknął nagle Mulat.
-Co ?
-Czy przypadkiem mój przyjaciel Louis nie wsiada do samochodu twojego przyjaciela Harry'ego ?
-No tak. Masz rację. Co jest do cholery ?
-Nie wiem, ale właśnie odjeżdżają.
-Przecież Hazza miał iść robić te zdjęcia do parku.
-Czyli Lou polazł razem z nim.
-Huh. No dobra, mniejsza z tym. Słuchaj, mieszkam kawałek stąd, a jak widzisz ja samochodu nie posiadam. Więc wolisz jechać metrem, autobusem czy iść na piechotę ?-szatyn spojrzał na Malika, a ten nie wiedział co odpowiedzieć. Metro i autobus pozwolą im szybciej dotrzeć do mieszkania Payne'a. Spędzą mniej czasu ze sobą. Ale w tedy coś pękło w Mulacie. Po tym jak dobrze się dziś dogadywali na zajęciach zdecydował.
-Jeśli ci to nie przeszkadza, wolę iść na piechotę. Nie lubię transportów miejskich- odparł z lekkim uśmiechem.
-Cieszy mnie to. Też wolę się przejść. No to co, w drogę.
      Zayn ruszył z Liamem. Postanowił, że dziś nie da szatynowi powodów do śmiania się z niego. Co więcej pokaże mu, że jest osobą, z którą Payne bez problemu może się zaprzyjaźnić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i w końcu pojawił się nowy rozdział. Tak wiem zawaliłam. Przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
Chciałabym podziękować wam dziewczyny, za te naprawdę budujące komentarze. Jesteście kochane ! xx I jeśli tylko wy będziecie to czytać, będę kontynuować moje opowiadanie. c;
Druga spawa jest taka, że nie wiem co ile będą pojawiać się rozdziały. Zaczęłam w tym roku liceum i już po pierwszy dniu nauczyciele nie zostawili we mnie żadnej nadziei na jakieś luzy ;/ Postaram się, aby notki pojawiały się raz w tygodniu. Prawdopodobnie w weekendy. Jednak niczego nie obiecuję.
I jeszcze raz piszę, może ktoś chce być informowany ? Jeśli tak piszcie w komentarzu wasz tt albo numer gg c;
Do napisania !
ily. Mańka. x